Siatkarskieligi app
 

Artykuły

„Musisz zagrać swoją rolę” – Marek Magiera o cenie profesjonalizmu i tysiącach skomentowanych meczów

W najnowszym odcinku „Rozmów Iwańczyka” gościem Przemysława Iwańczyka był Marek Magiera – jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów polskiej siatkówki. Choć kojarzony jest z uśmiechem i energią, w szczerej rozmowie odsłonił kulisy swojej pracy, opowiedział o trudnych osobistych momentach oraz o swojej nieznanej szerzej roli w ratowaniu... Rakowa Częstochowa.

Lekcja od Huberta Wagnera i początki kariery
Magiera, wspominając swoje dziennikarskie początki w Częstochowie, przywołał jedną z najważniejszych lekcji, jaką otrzymał od legendarnego trenera Huberta Wagnera. Jako młody reporter obawiał się zadawać pytania, które mogłyby wydać się banalne fachowcom.
„Jako bardzo młody człowiek powiedziałem do niego: »Panie trenerze ja przepraszam, że ja pana pytam o coś, co dla pana może jest oczywiste, ale chciałbym się dowiedzieć o co tutaj chodziło« [...] I do dzisiaj mi dźwięczy w uszach takie coś, mówi: »Wiesz co, nie bój się pytać, bo najgorszą rzeczą to jest udawanie, że się coś wie, a nie zapytanie kogoś, kto ma o tym pojęcie«”.

Ta rada stała się jego drogowskazem w karierze, która w 2025 roku zamknęła się imponującą liczbą ponad 2000 skomentowanych spotkań. Mimo tak ogromnego stażu, Magiera przyznaje, że nie czuje wypalenia, a do każdego meczu – nawet teoretycznie mniej atrakcyjnego – stara się przygotować z taką samą starannością. Wspomina sytuację, gdy zadzwonił do trenera drużyny z Nowego Dworu Mazowieckiego przed meczem ligowym:
„Dzwonię do trenera [...] i mówię mu, że będę komentował jego mecz. On mówi: »Jak to?«. A ja mówię: »No bo gracie inauguracyjny mecz otwierający tegoroczny sezon«. »Ale jak to będziesz komentował? Przecież przed chwilą komentowałeś finał mistrzostw świata i nasz mecz będziesz komentował?«. Ja mówię: »No tak, no startuje liga, naprawdę będę komentował wasz mecz«”.

Cena bycia „na scenie” – dramat ukryty za mikrofonem
Najbardziej poruszającym fragmentem rozmowy jest moment, w którym Magiera opowiada o rozdzieleniu życia prywatnego od zawodowego. Przywołuje słowa aktora Artura Barcisia, który uświadomił mu, że widza nie interesują prywatne tragedie występującego – on ma wyjść i wykonać swoją pracę najlepiej jak potrafi. Ta zasada została wystawiona na najcięższą próbę 23 grudnia, tuż przed Wigilią.

„Jacek [brat] do mnie zadzwonił wczesnym rankiem, mówi: »Słuchaj, tata zmarł«. No ja mówię: »No okej«. I teraz, nikomu nic nie mówiąc, normalnie pojechałem do Radomia na ten mecz. [...] Nikomu nic nie powiedziałem, skomentowaliśmy z Kubą Bednarukiem ten mecz i po meczu mu powiedziałem, co się wydarzyło. [...] Kuba mówi, że w życiu by się nie spodziewał”.

Magiera przyznaje, że do dziś nie odważył się odsłuchać tego nagrania, choć cała sytuacja była dowodem na to, jak brutalnie profesjonalizm potrafi wejść w sferę prywatną.

Piłkarskie serce i ratowanie Rakowa
Choć Marek Magiera jest twarzą siatkówki, jego serce bije również dla piłki nożnej. Wychowanek Rakowa Częstochowa, który w trampkarzach grał w jednej drużynie z Jerzym Brzęczkiem, odegrał kluczową rolę w historii klubu w czasach jego największego upadku na przełomie wieków. Wspomina okres, gdy Raków był na skraju bankructwa i zniknięcia z piłkarskiej mapy Polski, a on wraz z garstką zapaleńców walczył o przetrwanie drużyny opartej wyłącznie na wychowankach.

„W tym klubie nie było kompletnie niczego. Nie było nic, byli tylko kibice i garstka zapaleńców, trzy-cztery osoby, które wzięły się do pracy i postanowiły ten klub utrzymać na powierzchni ziemi. [...] Brakowało przysłowiowego kabla do kosiarki, żeby skosić boisko”.
Za tę działalność otrzymał medal na stulecie klubu, który – jak sam przyznaje – stoi u niego w domu na honorowym miejscu i jest jedną z najcenniejszych pamiątek, obok wyróżnień siatkarskich.

Spokój jako najwyższa wartość
Pytany o marzenia, komentator nie wskazuje na wielkie cele zawodowe, choć chciałby skomentować medal siatkarek na dużej imprezie. Jego priorytetem jest utrzymanie obecnego spokoju.

„Jakie ja mam marzenia? Żeby stan, w którym jestem teraz, trwał jak najdłużej. Bo rzeczywiście no spokój jest najważniejszy. [...] Znalazłem taką fajną pasję, jeżdżę sobie na rowerze [...]. Nazywam go »odmóżdżaczem«, bo rzeczywiście [...] wyłączam wszystkie dźwięki w telefonie, nikt się do mnie nie dodzwoni wtedy, to jest czas tylko i wyłącznie dla mnie” [45:55].

Rozmowa pokazuje Marka Magierę jako człowieka, który mimo tysięcy godzin spędzonych na antenie i bycia w centrum sportowych emocji, najbardziej ceni sobie ciszę, rodzinę i prostą radość z jazdy na rowerze, a profesjonalizm traktuje jako obowiązek, który czasem wymaga bolesnych poświęceń.

Powrót do listy