Artykuły

Pierwsze mistrzostwo Europy siatkarzy. Jak srebro zmieniło się w złoto

Reprezentacja Polski siatkarzy nawet w czasie, gdy wygrywała igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata, nie była w stanie sięgnąć po złoto mistrzostw Europy. Aż do 2009 roku, kiedy chyba nikt na nią nie stawał, bo poleciała na turniej bez większości najlepszych zawodników.

W 2006 roku Polska przerwała trwającą 23 lata niemoc w wielkich imprezach, zdobywając srebro mistrzostw świata. Poprzednio Biało-czerwoni stali na podium w 1983 roku, kiedy w NRD zostali wicemistrzami Europy, piąty raz z rzędu przegrywając finał z reprezentacją ZSRR.

Ale w 2007 roku w Rosji wicemistrzowie świata zawiedli, zajmując dopiero 11. miejsce. Rok później dopiero po dramatycznych barażach zapewnili sobie udział w mistrzostwach, których gospodarzem była Turcja. W turnieju kwalifikacyjnym Polacy przegrali z Estonią, a w dramatycznym barażu wyeliminowali Belgię dzięki lepszej różnicy małych punktów, bo na wyjeździe wygrali 3:2, zaś w rewanżu w Kędzierzynie-Koźlu wynik był odwrotny. – Dostaliśmy się na mistrzostwa dosłownie rzutem na taśmę – przyznaje Michał Bąkiewicz, wicemistrz świata z Japonii.

Droga nie była usłana różami

Konsekwencją była dymisja Raula Lozano, którego zastąpił Daniel Castellani, prowadzący Skrę Bełchatów. – Początek jego pracy nie był drogą usłaną różami, bo w czasie przygotowań wypadło trzech szóstkowych skrzydłowych – wspomina Bąkiewicz. Kontuzje wykluczyły z mistrzostw Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego i Sebastiana Świderskiego. – Sytuacja była nie do pozazdroszczenia – wspomina Bąkiewicz, dziś prezes PGE GiEK Skry.

PRZECZYTAJ TEŻ: GWIAZDY TAURON LIGI W MISTRZOSTWACH EUROPY

Castellani odmłodził zespół, powołując m.in. Bartosza Kurka, Piotra Nowakowskiego, Zbigniewa Bartmana czy zupełnego nowicjusza, jakim był Jakub Jarosz. W sparingach reprezentacja Polski spisywała się jednak nadspodziewanie dobrze. - Z tego co pamiętam, nie przegraliśmy żadnego meczu – mówi Bąkiewicz. To prawda, bo Polacy wygrali 11 kolejnych spotkań. W ostatnim sprawdzianie, jakim był Memoriał Wagnera, pokonali Hiszpanię, ówczesnego mistrza Europy, i Włochy.

Bąkiewicz: - W odróżnieniu od Raula Lozano Daniel Castellani był bardziej psychologiem, więcej z nami rozmawiał. Wprowadził inny styl w reprezentacji. U Raula była mega ciężka praca, konsekwencja, on o wszystkim decydował. Jechaliśmy do Turcji po bardzo dobrym okresie przygotowawczym, ale nie byliśmy w gronie faworytów.

Debiutant pomógł pokonać Francję

W grupie Polska trafiła na Francję i Niemcy, które prowadził Lozano. - Francją graliśmy pierwszy mecz – wspomina Bąkiewicz. Nie zaczęło się dobrze, bo Biało-czerwoni przegrali pierwszego seta 18:25. Trener szukał poprawy gry w zmianach. Wszedł m.in. 22-letni Jarosz. - Piotrek Gruszka zaczął nie najlepiej, dlatego ja dostałam szansę – opowiada. Spisał się bardzo dobrze, a Polacy odwrócili losy spotkania. – Pamiętam, że w drodze do szatni zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiłem: pomogłem reprezentacji wygrać mecz w mistrzostwach Europy – dodaje.

Później były zwycięstwa z Niemcami, po znakomitym występie Kurka, i Turcją, czego efektem był awans do drugiej fazy z pierwszego miejsca. - Z meczu na mecz nabieraliśmy coraz większej pewności siebie, a każdy miał swoją rolę w zespole. Na początku drogi był Bartek Kurek, grający na przyjęciu. Uwierzyliśmy, że możemy się bić o pełną pulę – uważa Bąkiewicz.

Jarosz dodaje, że dzięki Castellaniemu wszyscy siatkarze w drużynie czuli się potrzebni.

Każdy mecz miał swoją historię, swojego bohatera, co też było ważne. Castellani tak zespołem kierował, że zmiany były super trafione. Zawsze przynosiły efekt, a to jest ważne w takich turniejach. Dziś uważam, że moje dobre zmiany pomogły Piotrkowi Gruszce się odbudowa. Od ćwierćfinału nie było przestrzeni dla mnie, żeby wejść na boisko.

Dalsza droga na najwyższy stopień podium nie była jednak łatwa. Hiszpanie Polacy pokonali 3:2, broniąc w tie-breaku meczbola. Rywale mieli piłkę meczową w górze, jednak ich atak został zatrzymany blokiem. Teoretycznie najsłabsza w grupie Słowacja też stawiła duży opór, przegrywając 2:3. W ostatnim spotkaniu tej fazy wielkich emocji nie było, bo z Grecją Polska wygrała 3:0.

- Nie spodziewałem się, że jeszcze będą miał okazję zagrać, a grałem z Hiszpanią czy Grekami. Większość z nas miało poczucie, że są potrzebni drużynie, mimo że są w zbiorze gwiazd. Ja tak się wtedy poczułem – mówi Jarosz.

Piotr Gruszka nie do zatrzymania

Wcześniej, w latach kiedy polscy siatkarze nie potrafili wspiąć się na podium dużych imprez, mówiono, że powodem był nieumiejętność radzenia sobie z presją. Czy to, że drużyna jechała na mistrzostwa bez liderów, nie będąc faworytem, pomogło w osiągnięciu znakomitego wyniku?

Bąkiewicz: - Presję sam sobie nakładasz, bo wychodzisz, żeby wygrać. W tamtym zestawieniu nie byliśmy jak obecna reprezentacja, która zawsze jest kandydatem do złota. Dziś, z perspektywy, porównuję ją pod względem potencjału do Brazylii sprzed 20 lat.

I Bąkiewicz, i Jarosz uważają, że kluczami do sukcesu, były dwa spotkania – inauguracyjne z Francją i półfinałowe z Bułgarią. To drugie Biało-czerwoni wygrali 3:0, choć po przeciwnej stronie były takie gwiazdy, jak Matej Kazijski czy Władymir Nikołow.

W finale czekała Francja, która niespodziewanie pokonała po tie-breaku Rosję. – Mecz był równie zacięty jak w grupie, a dwa sety kończyły się na przewagi – mówi Bąkiewicz. Rywale nie znaleźli jednak sposobu na powtrzymanie Gruszki, który został wybrany na najlepszego zawodnika mistrzostw Europy. W drużynie marzeń znalazł się jeszcze Paweł Zagumny, a najlepszym przyjmującym został Stephane Antiga, który pięć lat później poprowadził reprezentację Polski do mistrzostwa świata.

A Jakub Jarosz dokonał tego, co trzykrotnie (w 1977, 1979, 1981) nie udało się jego ojcu Maciejowi – już w pierwszym występie na dużej imprezie został mistrzem Europy.

14 lat później reprezentacja Polski siatkarzy powtórzyła osiągnięcie z Turcji, a sumie w mistrzostwach Europy zdobyła już 11 medali.

 

Powrót do listy

Powiązane informacje

POWIĄZANE WIADOMOŚCI