Zły dzień w Warszawie jest nadal lepszy niż dobry dzień gdziekolwiek indziej, czyli transfery po warszawsku
Najwyższy budynek w Unii Europejskiej, wyjątkowy mural, Pałac Kultury i Nauki – to tylko przykładowe elementy, który przy ogłaszaniu transferów wykorzystuje klub PlusLigi ze stolicy. Teraz przyszedł czas na przedłużenie współpracy prosto z... Bali.
W świecie współczesnego sportu, gdzie o uwadze przebodźcowanego kibica decydują ułamki sekund. Nowoczesne zespoły muszą być dziś równie zwinne na siatkarskim parkiecie, co w mediach społecznościowych i działaniach public relations. Doskonałym przykładem tego, jak robić to nowocześnie i z polotem, jest siatkarska ekipa PGE Projektu Warszawa. Stołeczny klub udowadnia, że ogłoszenie nowego zawodnika czy trenera może być świetnie opowiedzianą historią, angażującą fanów na wielu różnych płaszczyznach. Najnowszym jest przedłużenie współpracy z Bartoszem Bednorzem, pod hasłem: „Zły dzień w Warszawie jest nadal lepszy niż dobry dzień gdziekolwiek indziej”.

Kluczem do marketingowego sukcesu Warszawian jest umiejętne budowanie narracji (storytelling) wokół każdej nowej postaci w zespole. Klub nie rzuca w swoich odbiorców wyłącznie suchymi statystykami i imponującymi zasięgami w ataku. Zamiast tego serwuje pełnokrwiste, spersonalizowane historie z jasnym przesłaniem.
Weźmy za przykład absolutny hit, jakim jest pozyskanie Aleksandra Śliwki. Zamiast prostego i nudnego „mamy go!”, dział komunikacji zbudował opowieść o „pełnowymiarowym ciągu dalszym”. Śliwka, który na sam koniec minionego sezonu dołączył do ekipy na raptem kilkanaście dni jako "strażak" w ramach transferu medycznego, teraz powraca w pełnej chwale jako lider i kapitan reprezentacji, podpisując dwuletni kontrakt. Zastosowano tu filmowy wręcz motyw powrotu wielkiego bohatera. To potężny sygnał PR-owy dla rynku i sponsorów: najwyższa jakość europejskiej siatkówki bije w sercu Warszawy.
Kolejny udany ruch wizerunkowy to powrót do składu Bartłomieja Lemańskiego. W tym przypadku marketing postawił na bardzo silną kartę lokalnej tożsamości. W przygotowanych materiałach wyraźnie wybrzmiewa fakt, że ten potężny środkowy to „chłopak stąd” – rodowity Warszawiak, który czuje klimat tego miasta i doskonale rozumie presję oczekiwań stolicy. Dzięki takim zabiegom PGE Projekt buduje swoją tożsamość.
Z kolei informacja o przedłużeniu kontraktu z Janem Firlejem świetnie ogrywa motyw „mózgu operacji”. Wiadomość o pozostaniu architekta gry do 2027 roku została spięta kreatywnymi materiałami wideo ze sprytnym, puszczającym oko do kibiców hasłem: „jeszcze niejedno razem zmalujemy”. To fantastyczna, lekka zabawa słowem, nawiązująca z jednej strony do samej nazwy "Projekt", a z drugiej do twórczego, artystycznego charakteru boiskowego rozegrania. Pokazuje to niesamowity luz i lifestylowe podejście klubu do interakcji z fanami.
Wizję i wagę marki podkreślono zakontraktowaniem trenera Roberto Piazzy. Umowa na aż cztery sezony – co w dość niestabilnym świecie zawodowej siatkówki jest ogromną rzadkością – to arcyważny komunikat biznesowy – długofalowa, przemyślana strategia i pełna stabilność.
Poprzez chwytliwe wideo-kampanie, zabawę słowem, granie na lokalnych emocjach i snucie przemyślanych, wieloletnich wizji, Warszawianie dobrze prezentują się w przestrzeni cyfrowej. A jak będzie w kolejnym sezonie PlusLigi?
Powrót do listy






![Kamil Nalepka: Prawdziwie będę się cieszył tylko, gdy coś wygram [WYWIAD]](/dl/719034/inline/crop=93x197x1200x934,scalecrop=496x330/d6f7e1/IMG-20260414-WA0018.jpg)


