Wehikuł Czasu Jakuba Popiwczaka – od „Heroes 3” do marzeń o olimpijskim medalu
Portal Siatkarskie Ligi przygotował coś zupełnie nowego – wyjątkowy format wideo zatytułowany „Wehikuł Czasu”. To nie są kolejne rutynowe wywiady, w których analizujemy wyłącznie taktykę i statystyki. To sentymentalna, pełna humoru podróż w przeszłość. Nasi reprezentanci zdejmują na chwilę sportowe pancerze i wracają do lat dzieciństwa, wczesnej młodości, pierwszych miłości czy absolutnych początków. W najnowszym odcinku do naszego wehikułu wsiadł jeden z najbardziej pozytywnych i charyzmatycznych zawodników w polskiej kadrze – wybitny libero, Jakub Popiwczak.
Smoki w lochach
Zanim Kuba zaczął bronić potężne ataki rywali na siatkarskich boiskach, jego serce wcale nie biło w rytm siatkarskich odbić. W pokoju młodego Popiwczaka na ścianach królowały gwiazdy piłki nożnej, a pierwszą wielką sportową miłością reprezentanta Polski był legendarny ukraiński napastnik grający we włoskiej Serie A.
– Pamiętam, że jak byłem młody to uwielbiałem Andrija Szewczenko (...). Taką opaskę miałem na czoło, tak nosiłem z logo Milanu, getry czarno-czerwone. To była chyba taka moja pierwsza piłkarska miłość – wspomina z uśmiechem siatkarz. Równie zabawnie wspomina swoje pierwsze buty sportowe, czyli klasyczne „lanki”, których podgumowany mechanizm zapięcia stawał się utrapieniem i ogromnym koszmarem po jakiejkolwiek grze w błocie.
W deszczowe dni i długie letnie popołudnia Popiwczak, jak wielu nastolatków tamtego okresu, przenosił się do świata magii, zagrywając się do utraty tchu w kultową grę strategiczną, która do dziś budzi ogromny sentyment. – To musieli być Heroes, trójeczka. Bardzo popularna gierka, mam wrażenie, że dzisiaj mnóstwo osób do niej wraca. Zamki, lochy, anioły, archanioły, smoki – to był zdecydowanie mój klimat. Pamiętam, że pół wakacji przesiedziałem przed komputerem – opowiada nasz libero. Z rozrzewnieniem wspomina też swój pierwszy telefon – legendarną Nokię z niemal niezniszczalną baterią trzymającą tydzień, grą „Snake” i szczytem ówczesnej technologii, czyli upragnionymi polifonicznymi dzwonkami.
Jeżdżąca skarbonka
Droga do wielkiej, profesjonalnej siatkówki wymagała wielu wyrzeczeń, ale przyniosła też pierwsze samodzielne sukcesy finansowe, które pojawiły się po dołączeniu do klubu Jastrzębski Węgiel. – Jak już w Jastrzębiu byłem, miałem chyba z 16 czy 17 lat, dostałem jakieś pierwsze stypendium i nagle mówię: „Wow, ja sobie wszystko mogę za to kupić, jestem król życia” – śmieje się reprezentant Polski.
Gotówka z pewnością szybko znajdowała zastosowanie przy eksploatacji pierwszego, wymarzonego samochodu – pięciodrzwiowego Audi A3. Jak się jednak okazuje, motoryzacyjne początki potrafią być bolesne i bywają prawdziwą próbą cierpliwości. – Nieważne, że na trasie co 100 kilometrów na autostradzie musiałem się zatrzymać i oleju dolewać, bo po prostu tyle spalał. Audi tak mają – żartuje dzisiaj Kuba, wykazując się ogromnym dystansem do tamtych młodzieńczych lat.
Współlokator z dziecięcego wózka
W tej sentymentalnej rozmowie nie mogło oczywiście zabraknąć wątków stricte siatkarskich i reprezentacyjnych marzeń. Zapytany o swojego idola z lat młodzieńczych, Popiwczak od razu wskazuje na absolutną legendę polskiej defensywy:
– Gdy ja raczkowałem siatkarsko, no to Krzysztof Ignaczak dzielił i rządził w kadrze. Na pewno ta jego emocjonalność, to, ile on energii w to wkładał (...). Fajnie jest mu gdzieś wejść w buty tych właśnie wielkich zawodników, którzy grali na tej pozycji – oddaje hołd starszemu koledze po fachu.
Początki w samej kadrze narodowej to także zbiór ciekawych historii. Pierwszy kontakt z wielką siatkówką reprezentacyjną potrafił onieśmielić, szczególnie za sprawą charyzmatycznego szkoleniowca. – Trener De Giorgi, budził niesamowity respekt, bo on był takim szefem, chodził i wszyscy się prostowali na krzesełkach, jak się pojawiał – wspomina atmosferę debiutanckiego zgrupowania. Nasz libero z przymrużeniem oka opowiada również o swoim pierwszym kadrowym współlokatorze, którym był Michał Kędzierski. Panowie znali się tak dobrze i tak długo, że Kuba... osobiście trząsł jego dziecięcym wózkiem na rodzinnych imprezach, zanim jeszcze pomyśleli, że kiedykolwiek wspólnie zagrają w siatkówkę.
Na jakiej zasadzie opiera swoje podejście do życia i sportu popularny „Piwko”? Zapytany o jedną, najważniejszą myśl, którą chciałby symbolicznie zostawić dla potomnych w naszej wirtualnej „kapsule czasu”, cytuje prosty, ale jakże mocny wers z ulubionego utworu:
– Nic albo wszystko. Co robię, robię na maksa i nie myślę o tym co by było, gdyby.
Chcecie poznać jeszcze więcej smaczków i anegdot z młodości reprezentanta Polski? Dowiedzieć się, jak i kiedy przeżył swój pierwszy szkolny pocałunek? Polecamy pełny odcinek „Wehikułu Czasu” na naszym kanale YouTube!










