Jan Kozamernik: Polska to numer jeden na świecie
Reprezentacja Słowenii w tym roku zdobyła pierwszy w historii medal Ligi Narodów (brąz) i jest na ostatniej prostej przygotowań do mistrzostw Europy. To właśnie ten turniej jest w ostatnich latach wyjątkowy dla Słoweńców, którzy w latach 2015-2023 w mistrzostwach Starego Kontynentu wywalczyli aż 4 medale: trzy srebrne i jeden brązowy. - Chcemy w końcu zdobyć złoto – mówi środkowy kadry Słowenii, Jan Kozamernik.
SIATKARSKIE LIGI: Memoriał Wagnera to jedynie turniej towarzyski, ale TAURON Arena była od pierwszego dnia wypełniona kibicami. Jak na to patrzyliście?
Jan Kozamernik (środkowy reprezentacji Słowenii, były środkowy Asseco Resovii Rzeszów): To zawsze niesamowite uczucie grać w Polsce. Bardzo nam się podoba, że hale są pełne. To jest rzecz, którą doceniamy również podczas meczów rozgrywanych u siebie. Kiedy hale są pełne, to nam gra się naprawdę przyjemnie. Nawet jeśli kibice dopingują przeciwko tobie, to nie ma to znaczenia. To dodaje energii i czerpiemy z tego radość za każdym razem, gdy tu jesteśmy. Naprawdę miło było zobaczyć tak wiele osób w Krakowie.
Pod względem przygotowań rozegranie takiego turnieju i meczów jak tie-break z Polską, w którym była możliwość sprawdzenia szerokiej grupy graczy, to bardzo pożyteczna rzecz?
Zdecydowanie. Trochę szkoda nam porażki z Polską, bo mieliśmy swoje szanse w tym spotkaniu. Nie weszliśmy w ten mecz tak, jak powinniśmy.
Oczywiście wyjątkowo jest grać przeciwko takiej drużynie jak Polska, bo szczerze mówiąc, to drużyna numer jeden na świecie. Rywalizując z takim zespołem widać, czego jeszcze brakuje w naszej grze.
Myślę też, że jesteśmy na dobrej drodze do poprawy naszej gry. Kiedy zaczynamy lepiej serwować, to bardzo pomaga nam to w grze. Dlatego cieszę się, że udało nam się wypróbować wszystkich zawodników na boisku i dać im szansę, zwłaszcza przeciwko takiej drużynie jak Polska, bo przed dużymi turniejami, jak mistrzostwa Europy, potrzebne są właśnie takie mecze.
Mistrzostwa Europy zbliżają się wielkimi krokami, a dla reprezentacji Słowenii to szczególny turniej. To właśnie na tej imprezie w 2015 r. w Sofii sprawiliście pierwszą olbrzymią niespodziankę zdobywając srebro?
Tak. Teraz już nie ukrywamy tego, że walczymy o najwyższe cele. Zawsze chcemy zrobić kolejny krok do przodu.
W ostatnich latach udawało nam się zdobyć srebrny lub brązowy medal mistrzostw Europy. Teraz chcemy w końcu zdobyć złoto. Bazujemy na tym co już osiągnęliśmy i na co nas stać. Oczekiwania przed takimi turniejami są zawsze wysokie. Właściwie cieszę się, że znaleźliśmy się w tej sytuacji, że możemy mierzyć bardzo wysoko. Pracowaliśmy przez te wszystkie lata, począwszy od 2015 roku a nawet wcześniej, aby dotrzeć właśnie do tego punktu. To wielki zaszczyt i ogromna odpowiedzialność, ponieważ wiemy, co nas czeka, które drużyny musimy pokonać i że jeśli chcemy wygrać taki turniej, to bardzo dużo zależy od nas samych.
Musimy pokazać się z dobrej strony. Przygotowania do Eurovolley zaczęliśmy odpowiednio wcześniej. Mamy już też za sobą mecze z Serbią. Bazujemy na naszych wszystkich dotychczasowych doświadczeniach. Wiem, że mamy potencjał, a teraz pozostaje nam tylko pokazać go w momencie, kiedy będzie to miało największe znaczenie.
Po historycznym medalu Ligi Narodów, w której Słowenia potwierdziła, że jest drużyną ze światowej czołówki, apetyty przed ME są bardzo duże?
Oczywiście. Myślę, że to zawsze było naszym celem, żeby osiągnąć taki poziom, na którym nieustannie walczymy o czołowe miejsca zarówno w Europie, jak i na świecie. W końcu udało nam się zdobyć medal VNL. Długo na niego czekaliśmy. Mieliśmy wiele okazji, zwłaszcza w zeszłym roku. Mieliśmy mnóstwo szans i byliśmy naprawdę smutni, gdy nam się ponownie nie udało. W tym roku w końcu ten krążek zdobyliśmy i jest to dobry punkt wyjściowy przed mistrzostwami Europy. To dla nas bardzo ważne. To potwierdzenie naszych możliwości, ale jednocześnie także odpowiedzialność. Musimy przyjechać na mistrzostwa Europy w dobrej formie, aby pokazać, na co nas stać.

Gra w jednej grupie z głównym gospodarzem ME – Włochami, ma swoje plusy, czy może niekoniecznie?
Właściwie to nie jestem rozczarowany, że trafiliśmy do grupy we Włoszech. Myślę, że mecz z Włochami na ich terenie to zawsze przyjemność. To trochę tak, jakby grać w Polsce z Polską. To będzie na pewno wyjątkowy mecz. Rywalizacja z drużyną grającą na własnym boisku, która ma za sobą publiczność, daje dodatkową motywację do zwycięstwa. Na pewno będziemy gotowi do walki i mamy świadomość, że nie będzie nam łatwo. Włochy to jedna z najlepszych drużyn ostatnich lat, która osiągnęła niesamowite wyniki. Dla nas będzie to wielkie wyzwanie i musimy podchodzić do tego w ten sposób. Mistrzostwa Europy to turniej, w którym trzeba się skupiać na każdym kolejnym meczu. W fazie grupowej czeka nas zresztą wiele ważnych spotkań, które również musimy wygrać, nie tylko mecz z Włochami.
Od minionego sezonu gra pan w Japonii w Tokyo Great Bears wspólnie z Bartoszek Kurkiem. Jak się panu podoba panu gra w lidze japońskiej?
To miłe doświadczenie i jestem bardzo zadowolony. Właściwie wybrałem to miejsce trochę ze względu na rodzinę. Mamy z żoną małego synka, a Japonia to naprawdę fajne miejsce do życia, zwłaszcza gdy ma się dzieci. Wszystko jest naprawdę świetnie zorganizowane i bardzo to doceniam.
Gra z Bartkiem Kurkiem w jednej drużynie klubowej to coś niesamowitego. Wiadomo, że w Polsce on jest jedną z legend siatkówki. Dla mnie to też wiele znaczy. To zawodnik, od którego można się wiele nauczyć. Można go zapytać o różne rzeczy, bo ma bogate doświadczenie. W Polsce zawsze zmagał z różnymi rodzajami presji. Myślę, że mogę się od niego wiele nauczyć. On zawsze przystępuje do rozgrywek i meczów z dużymi oczekiwaniami. To jedna z rzeczy, które mu naprawdę dobrze wychodzą. Staram się czerpać od niego jak najwięcej.
Co do naszego klubu, to jest wciąż stosunkowo nowy, z krótką historią i musimy wspólnie jeszcze wiele poprawić. W zeszłym sezonie dobrze nam szło. Mam nadzieję, że teraz uda nam się zrobić krok naprzód.
Czy śledzi pan jeszcze rozgrywki w Polsce i utrzymuje kontakt chociażby z Klemenem Čebuljem?
Tak. Szczerze mówiąc, na początku pobytu w Japonii trudno mi było śledzić rozgrywki czołowych lig w Europie. Trudno mi było oglądać te mecze nie ze względu na różnicę czasu, tylko ze względu na to, że czułem, że poziom jest tam wciąż wyższy niż w Japonii. Naprawdę fajnie się to oglądało. Być może w tym roku, gdy na boisku w lidze japońskiej będzie mogło już występować trzech obcokrajowców w każdej drużynie, to będzie już trochę inaczej. Staram się śledzić to co dzieje się w lidze polskiej i włoskiej, jak tylko mogę. Czasami oglądam powtórki najciekawszych fragmentów. Kiedy mecze odbywają się dla mnie naprawdę wcześnie, to też nie jest to zła opcja, a w Polsce to się często zdarza. Wtedy jest mi łatwiej coś obejrzeć niż na przykład z ligi włoskiej. Z Klemenem oczywiście trzymamy się blisko. Staramy się utrzymywać kontakt tak często, jak to tylko możliwe. Dotyczy to również naszych rodzin. Byliśmy naprawdę w bliskiej relacji, kiedy grałem w Rzeszowie. Cieszę się z jego powodu, bo Rzeszów stał się dla niego nowym domem. Miło jest widzieć, jak się tam dobrze czuje i jak rozkwita. Cieszy się tam swoją grą i życiem w tym miejscu. Zawsze życzę mu jak najlepiej.

Powrót do listy




![Jak Paweł Zatorski został biegaczem? Półmaraton pokonał w nieco ponad 1,5 godziny! [WYWIAD]](/dl/727560/inline/scalecrop=496x330/18ca5c/ZatiBiegacz.jpg)



