Artykuły

Siatkówka ją wypaliła, więc zakończyła rozwijającą się karierę. Dziś w sporcie jest w innej roli

Mimo że jej kariera siatkarska mogła się jeszcze rozwijać, to w wieku 26 lat Adrianna Kukulska definitywnie postanowiła, że kończy z profesjonalną siatkówką. I to wbrew radom rodziny i znajomych czy sukcesom, bo przecież z PGE Budowlanymi Łódź wywalczyła brązowy medal mistrzostw Polski. Dziś co prawda została przy sporcie, ale realizuje się jako trenerka personalna i trenerka przygotowania motorycznego. I odzyskała ten “błysk” w życiu.

Była przyjmująca m.in. PGE Budowlanych, Roleski Grupy Azoty Tarnów czy Jokera Świecie dziś siatkówkę traktuje jedynie rekreacyjnie. Chyba że nagle… otrzymuje powołanie do pierwszego z tych klubów, bo to właśnie w łódzkiej drużynie zagra podczas zbliżającego się turnieju Grand Prix PLS w Ustce.

Maciej Nowocień: Miło będzie znowu założyć koszulkę z herbem PGE Budowlanych?

Adrianna Kukulska: No pewnie, że tak! Sama ostatnio, kiedy wrzucałam relację na Instagramie, napisałam, że trochę wracam do „rodzinki Budowlanych”. I zrobiłam to z ogromnym sentymentem.

Mówimy oczywiście o turnieju Grand Prix PGE, bo do łódzkiej drużyny wracasz tylko na ten turniej. Czy może coś więcej? (śmiech)

A może, może… Nie mogę zdradzać nic więcej (śmiech). A tak serio, to na pewno teraz będę pomagać dziewczynom na plaży. Wiadomo, że w czasie Grand Prix PGE często skład jest mieszany z różnymi zawodniczkami, ponieważ kluby zazwyczaj skupiają się przede wszystkim na tym, co najważniejsze, czyli sezonie halowym. Skoro pojawiła się możliwość, żeby pomóc dziewczynom, to dlaczego z niej nie skorzystać? Tym bardziej, że ostatnio spędziłam trochę czasu na piasku i bardzo dobrze się czuję na takim boisku.

To właśnie w PGE Budowlanych w wieku zaledwie 26 lat zakończyłaś swoją profesjonalną karierę siatkarską. Dlaczego?

Fakt, byłam jeszcze młodą zawodniczką i znajdowałam się w takim momencie rozwojowym. Cóż, na tę decyzję złożyło się wiele czynników i chyba nie jestem w stanie ująć tego w jednym zdaniu. Na pewno nie były to przyczyny zdrowotne, żadna kontuzja czy uraz. Po prostu potrzebowałam przerwy, nowych wyzwań i spróbowania czegoś innego. Chciałam nawet być może trochę zatęsknić za siatkówką, spojrzeć na wszystko z dystansem, bo w pewnym momencie straciłam satysfakcję z tego, co robię. Szczerze mówiąc, przychodziłam na treningi, wykonywałam swoje obowiązki, ale nie czułam z tego żadnej radości ani frajdy. Miałam poczucie, że coś jest nie tak. Nie chciałabym tego jakoś mocno nazywać, ale wydaje mi się, że dopadło mnie pewnego rodzaju wypalenie zawodowe. I mimo że byłam jeszcze młodą osobą, to grałam w siatkówkę od 11. roku życia, a gdy miałam 13 lat, to wyjechałam z domu. Tak naprawdę większość czasu spędziłam podróżując po całej Polsce i funkcjonując z dala od rodzinnego domu.

15 lat w profesjonalnej siatkówce robi swoje.

To życie poświęcone wyłącznie siatkówce ma oczywiście swoje skutki. Ja nigdy nie byłam jednak taką osobą ani taką zawodniczką, która miałaby klapki na oczach i myślała tylko i wyłącznie o siatkówce. Zawsze byłam głodna wiedzy, nowych doświadczeń i poznawania różnych rzeczy. Momentami czułam się trochę ograniczona, że nie mogę spróbować czegoś innego, że czegoś nie mogę zrobić, bo cały czas trzeba było podporządkowywać wszystko siatkówce. A mnie po prostu ciągnęło też do innych rzeczy i chciałam dać sobie przestrzeń, żeby je poznać.

Mówisz o rzeczach, które macie zakazane w kontraktach sportowców?

To też, ale wiesz… ominęło mnie trochę rodzinnych uroczystości, spontanicznych wyjazdów ze znajomymi czy takiego zwykłego życia studenckiego. Zawsze byłam też osobą, która mocno stawiała na edukację. Dzięki temu ukończyłam najpierw politologię na poziomie licencjatu, później filologię polską na studiach magisterskich, a do tego jeszcze 2 inne kierunki podyplomowe, więc trochę tego wszystkiego się nazbierało. Cały czas szukałam też czegoś nowego, czegoś poza samą siatkówką, ale jednocześnie wiedziałam, że na pewno chcę zostać w sporcie. I tak faktycznie jest.

O tym jeszcze porozmawiamy. Długo zastanawiałaś się nad tym, żeby zakończyć karierę? Co doradzali ci najbliżsi?

Rozmawiałam z wieloma osobami, ale szczerze mówiąc, rodzina i znajomi nie zawsze byli najlepszymi doradcami. Często słyszałam: „Czemu chcesz rezygnować z siatkówki? Przecież masz teraz świetny moment, jesteś w dobrym miejscu, rozwijasz się, wszystko idzie w dobrym kierunku”. Myślę jednak, że oni nie do końca rozumieli, z czym ja się wewnętrznie mierzyłam i jaki problem tak naprawdę miałam. Skorzystałam też z pomocy psychologa sportowego. Pomyślałam, że może ta rozmowa coś zmieni, ale ostatecznie razem doszliśmy do wniosku, że najlepszą decyzją może być po prostu “zmiana pracy”. Miałam zobaczyć, jak będzie wyglądało życie bez siatkówki, czy zatęsknię, czy poczuję, że to jest właściwa droga. I okazało się, że była to bardzo dobra decyzja. Teraz naprawdę czuję się dobrze. Nie żałuję.

Zmiany są dobre.

Teraz czuję się dobrze i przede wszystkim mam z tego satysfakcję oraz radość. Nie tylko z samej gry w siatkówkę, ale też po prostu życiowo czuję, że jest mi lepiej. To zresztą jest takie moje motto, które często powtarzam: “jeżeli tkwisz w czymś dłużej, niż jest to konieczne, to tracisz szansę poznania tego, co jest przed tobą”. Zmiany oczywiście nie są łatwe, bo wymagają podjęcia ryzyka i odwagi, ale z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj wychodzą na dobre. Naprawdę nie pamiętam sytuacji, w której czegoś bym żałowała. Myślę, że bardziej żałowałabym tego, gdybym nigdy nie spróbowała. A tak dałam sobie szansę i dzisiaj mogę powiedzieć, że było warto.

W twoim ostatnim sezonie z PGE Budowlanymi grałyście o brąz, ale ostatecznie zajęłyście czwarte miejsce. To wciąż walka o wysokie cele. Nie było to motywacją do pozostania w siatkówce?

Tylko właśnie to wszystko zaczęło się u mnie już wcześniej. Przyznaję, że trochę czasu z tym walczyłam. W Tarnowie zdobyłyśmy mistrzostwo 1. Ligi i wywalczyłyśmy awans do TAURON Ligi Kobiet. A ja już wtedy przechodziłam kryzys, ale pojawiła się propozycja z PGE Budowlanych Łódź. Pomyślałam wtedy: „Kurczę, no nie, to naprawdę fajna okazja, warto spróbować”. I zdecydowałam się tam przejść. Szczerze mówiąc, nie mogę powiedzieć, że było mi tam źle. Wręcz przeciwnie: w Łodzi czułam się dobrze. Miałam świetne relacje ze sztabem, dziewczynami i prezesem. Rozstaliśmy się zresztą w bardzo dobrych relacjach. Pamiętam, że jeszcze długo rozmawiałam z prezesem Marcinem Chudzikiem i była możliwość, żebym została w klubie. Ale ja czułam, że nie mogę już ugiąć się pod presją tego, co mówią inni. Że trzeba „Grać, grać, trzeba dalej grać”. Pamiętam też, że mój ówczesny menedżer Kuba Dolata kilka razy dzwonił i pytał: „Ada, na pewno? Mam jeszcze rozmawiać z klubami? Może jednak się zastanawiasz?”. A ja odpowiadałam: „Nie, nie, nie. Powiedz, że zdecydowanie nie i że to koniec!”. Podjęłam decyzję i chciałam być konsekwentna, mimo że nie było łatwo. Wiadomo, trochę kusiło, bo pojawiały się różne możliwości, ale ostatecznie zostałam przy swoim wyborze.

Jesteś zadowolona ze swojej kariery? W TAURON Lidze Kobiet spędziłaś pięć sezonów, ale też trzykrotnie zdobywałaś mistrzostwo 1. ligi. Grałaś też w europejskich pucharach.

Chyba najlepiej wspominam te sukcesy w 1. Lidze, bo one naprawdę bardzo dobrze smakowały. Były przede wszystkim wywalczone, a ja w tamtym czasie dużo grałam i byłam zawodniczką, która miała większą odpowiedzialność na boisku. Pamiętam szczególnie dwa mistrzostwa zdobyte w Świeciu oraz sezon w Tarnowie, który nie był łatwy, a zakończył się ogromnym sukcesem. Kiedy wspominam tamte sezony, mam do nich ogromny sentyment. Jeśli chodzi o PGE Budowlanych, to była już zupełnie inna sytuacja, ale jednocześnie bardzo ciekawe doświadczenie. Gra w europejskich pucharach, Liga Mistrzyń i możliwość rywalizacji z zawodniczkami z absolutnego topu. Możliwość trenowania i grania z takimi siatkarkami była dla mnie ogromnym przywilejem i naprawdę cieszę się, że miałam taką okazję.

Dziś, z perspektywy czasu, traktujesz to jako fajne wspomnienia, a robisz po prostu swoje?

Dokładnie tak. Czasami może pojawia się taki niedosyt i myśl: „A co by było, gdyby? Może jeszcze udałoby się wejść na wyższy poziom?”. Ale z drugiej strony czuję się spełniona. Zawsze byłam świadoma swoich zalet i atutów, ale też pewnych ograniczeń. Patrząc na to, co osiągnęłam, wydaje mi się, że jest to naprawdę dobry wynik i jestem z tego dumna. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Na ten moment nie planuję powrotu do siatkówki halowej. Zastanawiam się natomiast, czy bardziej nie zaangażować się w siatkówkę plażową, bo przyznam, że podczas tych wakacji bardzo mi się to spodobało. Poczułam na nowo radość z grania i zobaczymy, w którą stronę to wszystko pójdzie. Aktualnie przede wszystkim rozwijam się jako trener personalny, trener przygotowania motorycznego i prowadzę też zajęcia z siatkówki. Chciałabym właśnie w tym kierunku dalej się rozwijać i zdobywać kolejne doświadczenia.

Przez dwa sezony pracowałaś w LIBERO VIP Aleksandrów Łódzki, czyli drugiej lidze.

Pełniłam funkcję asystenta i drugiego trenera. Zajmowałam się głównie przygotowaniem motorycznym, ale w tym sezonie nie będę już tam pracować, bo zwyczajnie nie ma na to odpowiedniej przestrzeni. Teraz, w sierpniu, będę natomiast pomagać przy PGE Budowlanych jako asystent i dodatkowa osoba w sztabie. W okresie przygotowawczym zawsze przydaje się ktoś jeszcze do pomocy. Jestem na miejscu, więc dla mnie to również świetna okazja, żeby zobaczyć, jak wygląda praca sztabu z drugiej strony. Jako zawodniczka zawsze patrzyłam na wiele rzeczy zupełnie inaczej, a teraz, będąc trenerką, coraz bardziej interesuje mnie ta druga perspektywa. W klubie jest też nowy trener przygotowania motorycznego z dużym doświadczeniem i mam nadzieję, że będę mogła sporo od niego wyciągnąć, nauczyć się nowych rzeczy, które później wykorzystam w swojej pracy.

Zawsze się tym interesowałaś?

Nie powiedziałabym, że zawsze tak było, ale wydaje mi się, że byłam zawodniczką, która dbała o siebie i doceniała osoby, które dobrze pracowały, zarówno na siłowni, jak i nad swoim ciałem oraz formą. Interesowało mnie to, jak pracują trenerzy przygotowania motorycznego, z jakich narzędzi korzystają. Obecnie mamy przecież wiele różnych systemów, platformy dynamometryczne i inne rozwiązania, które pomagają analizować pracę zawodnika, i to wszystko zaczęło mnie coraz bardziej ciekawić. Przyznaję jednak, że dopiero pod koniec mojej kariery, kiedy zaczęłam zastanawiać się, w jakim kierunku chciałabym pójść i gdzie siebie widzę za kilka lat, pojawiła się taka myśl: „Kurczę, to jest naprawdę ciekawy temat i mogłabym się w tym świetnie odnaleźć”. Teraz mogę powiedzieć, że jest to moja ogromna zajawka. Bardzo mocno się w to zaangażowałam i cały czas chcę się rozwijać, zdobywać nową wiedzę i być coraz lepsza w tym, co robię.

Nie byłaś więc typem zawodniczki, która podczas treningu w siłowni robiła dwa powtórzenia mniej, tylko tak, żeby trener nie widział (śmiech)?

Nie! Jako osoba staram się być uczciwa i rzetelna, głupio by mi było, gdybym oszukiwała, miałabym takie poczucie wstydu, więc „nie leserowałam”. Chyba, że kiedyś, jeszcze w dawnych czasach (śmiech). Nie no, zazwyczaj się zawsze przykładałam. 

Ale chyba są zawodniczki, które nie cierpią tej siłowni i treningu motorycznego?

Tak i to też jestem w stanie zrozumieć. Teraz, kiedy patrzę na to z drugiej strony jako trenerka, jeszcze bardziej doceniam pracę osób odpowiedzialnych za przygotowanie motoryczne. Czasami sama sobie myślę: „Kurczę, ci trenerzy naprawdę nie mieli i nie mają z nami łatwo”. Zupełnie inaczej patrzę teraz na tę pracę i bardzo doceniam to, ile sztab w klubie musi przygotować, ile ma obowiązków i jak dużą odpowiedzialność bierze na siebie. To naprawdę nie jest łatwa rola.

Pracujesz indywidualnie czy w grupie z innymi trenerami?

Na co dzień pracuję w studiu treningu personalnego, gdzie prowadzę treningi indywidualne. Jestem też trenerem przygotowania motorycznego, dzięki czemu mogę współpracować ze sportowcami również online. Ostatnio mocno skupiam się także na testach motorycznych i rozwijam ten projekt. Zainwestowałam w platformę dynamometryczną, mam również fotokomórki i staram się przeprowadzać testy w różnych klubach oraz nawiązywać nowe współprace. Niedawno miałam okazję wykonywać testy motoryczne u zawodników Widzewa Futsal, grających w I lidze. Zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie, ale taki jest właśnie mój plan, żeby iść coraz mocniej w tym kierunku, poszerzać swoją działalność i cały czas się rozwijać.

Z futsalistami będziesz pracowała w większym wymiarze?

To jest proces cykliczny. Tak naprawdę testy motoryczne mają największy sens wtedy, kiedy są regularnie powtarzane. Jednorazowo mogą być oczywiście ciekawą informacją, ale najważniejsze jest to, żeby później móc porównać wyniki. Dzięki temu można sprawdzić, czy zawodnicy robią progres, czy rozwijają się w odpowiednim kierunku, czy może stoją w miejscu i nad czym jeszcze warto popracować. Dlatego takie testy zazwyczaj wykonuje się sezonowo albo po prostu w regularnych odstępach czasu. Dopiero wtedy dają pełny obraz i pozwalają lepiej planować dalszą pracę.

Trudny jest to biznes?

Wiesz co, chyba najwięcej osób trafia do mnie z rekomendacji. Uważam, że to cały czas jest najlepsza forma zdobywania klientów. Jeżeli ktoś poleci drugą osobę i powie: „To jest jakość, to jest dobra marka, to jest ktoś, kto naprawdę zna się na tym, co robi”, to taka opinia ma ogromną wartość. Później działa to trochę jak efekt domina, bo jedna osoba przekaże informację kolejnej i w ten sposób buduje się zaufanie. Oczywiście social media też mogą być dobrym narzędziem. Jeżeli ktoś bardzo się w to angażuje, lubi tworzyć treści i potrafi przyciągnąć uwagę, to również może dzięki temu dotrzeć do nowych osób. Ja jednak zdecydowanie bardziej stawiam na rekomendacje. Najważniejsze są dla mnie dobre relacje z osobami, z którymi pracuję, oraz jakość tej współpracy. Jeżeli ktoś jest zadowolony z efektów, później naturalnie poleca mnie dalej.

Sportowcy mają dziś świadomość, jak ważny jest trening motoryczny? Czy jednak trochę go lekceważą i traktują jak “zło konieczne”?

Zdecydowanie jest lepiej. Przede wszystkim coraz więcej sportowców w okresie off-seasonu pracuje już ze swoimi trenerami przygotowania motorycznego i świadomie podchodzi do tego, żeby dobrze przygotować się do kolejnego sezonu. Kiedyś wyglądało to trochę inaczej. Kończył się sezon, zawodnicy jechali na urlop, był czas odpoczynku, a później czasami trener przekazywał tylko jakieś zalecenia. Oczywiście część osób podchodziła do tego poważnie, ale nie zawsze było to tak profesjonalnie zaplanowane. Teraz zawodniczki same szukają trenerów, chcą mieć konkretny plan i pracować pod okiem specjalisty. Oczywiście częściej dotyczy to zawodniczek z TAURON Ligi Kobiet czy TAURON 1. Ligi Kobiet, bo na poziomie II ligi ta świadomość jest jeszcze zdecydowanie mniejsza i takie podejście nadal nie jest aż tak powszechne. Mam jednak wrażenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Dużo zmieniają też sukcesy polskiej siatkówki, zarówno siatkarzy, jak i siatkarek. To, co dzieje się w ostatnich latach, sprawia, że sport zyskuje większe zainteresowanie, a wraz z tym rośnie również świadomość zawodników dotycząca profesjonalnego przygotowania i dbania o rozwój.

Jeśli ktoś chciałby potrenować pod skrzydłami brązowej medalistki TAURON Ligi Kobiet, gdzie ma się zgłosić?

Każda osoba może się zgłosić, przyjść, porozmawiać ze mną i wtedy wspólnie ocenimy czy chcemy rozpocząć współpracę i czy jest przestrzeń, żeby nad czymś popracować. Na co dzień można mnie znaleźć w studiu treningu personalnego hello! TRAINING w Łodzi przy ulicy Słowiańskiej. Mam też swoją stronę internetową www.adriannakukulska.pl, gdzie wszystkie informacje są dokładnie opisane. Oczywiście jestem również dostępna w mediach społecznościowych: na Facebooku i Instagramie. Tam również można do mnie napisać i skontaktować się w sprawie współpracy.

Jak zachęcić do treningu? Ludzie znajdą tysiące wymówek, żeby zająć się czymś innym.

Każdy ma oczywiście inne cele, ale wydaje mi się, że nie ma lepszej formy dbania o siebie, niż ruch. I chodzi tu nie tylko o swoją fizyczność, ale też o „głowę”. Moim zdaniem aktywność fizyczna naprawdę działa cuda i nie chodzi tutaj wyłącznie o sylwetkę. Mam klientów, którzy nie zawsze przychodzą do mnie po to, żeby schudnąć czy zbudować konkretną formę. Czasami ludzie po prostu potrzebują zdrowych nawyków, rutyny i tego, żeby regularnie zadbać o swoje ciało oraz pozostawać w ruchu. Dla mnie bardzo ważna jest też atmosfera. Trening to nie jest tylko wykonywanie poleceń typu: „zrób to czy tamto”. To jest spotkanie dwóch osób, które mają wspólny cel do zrealizowania, ale przy okazji mogą dobrze spędzić czas. Zależy mi na relacji z drugą osobą, na zaufaniu i na tym, żeby ta współpraca była czymś więcej niż tylko samym treningiem. Chcę, żeby ludzie czuli się dobrze i żeby aktywność fizyczna była dla nich czymś, co daje satysfakcję i radość.

Czyli te słynne “endorfiny” to nie jest mit?

Jest to zdecydowanie prawda. Jeśli ktoś chce się przekonać, to zapraszam! (śmiech)

Wróćmy do siatkówki. Tego się chyba nie zapomina, bo w tym roku zaczęłaś trochę grać na plaży i to z sukcesami.

Zdecydowanie! Na początku wszystko zaczęło się od tego, że prowadziłam zajęcia na plaży w Łodzi, na Stawach Jana. Kiedy zaczęłam je organizować, kilka osób zauważyło, że prowadzę takie treningi. Później ktoś zapytał, czy może zagram z nimi. Pomyślałam: „dobra, czemu nie, trochę się poruszam”. Potem pojawiła się kolejna propozycja, później kolejna i tak zaczęło się to naturalnie rozwijać. W końcu ktoś zaproponował udział w turnieju. Stwierdziłam, że spróbuję. Na pierwszym turnieju udało nam się zdobyć medal, więc pomyślałam: “to może kolejny?”. Później pojechałam na turniej damski, następnie na miksty i tam również udało się zdobywać jakieś medale. Pomyślałam, że to naprawdę fajne. Ostatnio pojechałam też z Anią Szczygielską, młodą siatkarką, do Gdyni. To był spontaniczny wyjazd na dość prestiżowy turniej, gdzie rywalizowały dziewczyny, które na co dzień grają więcej w siatkówkę plażową niż ja. Pojechałyśmy tam bez presji i bez wielkich oczekiwań, a udało nam się spośród około 35 par dotrzeć aż do finału i ostatecznie wygrać. To było dla mnie ogromnie miłe zaskoczenie i dało mi dużo satysfakcji. Zdecydowanie poczułam na nowo tę frajdę i radość z grania. Oczywiście siatkówka plażowa ma też zupełnie inną specyfikę, a na ten moment traktuję ją bardziej rekreacyjnie i dla przyjemności. Nie jeżdżę jeszcze na turnieje rankingowe czy najbardziej prestiżowe zawody, ale nie mówię „nie”. Jeśli faktycznie jeszcze bardziej się w to zaangażuję i złapię większą zajawkę, to być może spróbuję swoich sił również na takim poziomie.

To zupełnie inna gra, niż w hali. Jak się odnajdujesz?

Pamiętam, że brałam udział w Akademickich Mistrzostwach Polski w siatkówce plażowej i zawsze bardzo lubiłam ten rodzaj aktywności. Zresztą zawsze dobrze czułam się na piasku. Byłam zawodniczką bardziej dynamiczną, taką, która dużo biega, jest szybka i dobrze porusza się po boisku. Na plaży to pomaga, bo trzeba cały czas szybko reagować, przemieszczać się i dobrze pracować na nogach. Dodatkowo, mimo że nie jestem jakoś szczególnie wysoka, zwłaszcza w porównaniu do zawodniczek halowych, to jak na siatkówkę plażową mam całkiem dobry zasięg i potrafię sobie poradzić w grze przy siatce. To też daje mi pewną przewagę. Oczywiście nie mam jeszcze typowych zagrań, które mają zawodniczki specjalizujące się w plażówce. To jest zupełnie inna dyscyplina i wymaga wielu godzin spędzonych na piasku, żeby pewne elementy weszły w nawyk. Natomiast bardzo dobrze czuję się na piasku i myślę, że gdybym poświęciła temu więcej czasu i mocniej się na tym skupiła, to jest tutaj naprawdę duży potencjał.

A mix siatkówki halowej i plażowej będziemy mieli od czwartku w Ustce, bo wystąpisz właśnie w PGE Budowlanych w Grand Prix PGE. Jak się odnajdujesz w takiej odmianie siatkówki?

Tutaj to już jest zupełnie coś innego. Mamy za sobą dopiero drugi wspólny trening na piasku, więc na razie było to przede wszystkim takie zapoznanie się, ustalenie, kto gdzie mniej więcej stoi, za co kto może odpowiadać i jak się poruszamy. Myślę, że wiele rzeczy wyjdzie dopiero w praktyce. Turniej, na który jedziemy do Ustki to jest trochę taka mieszanka siatkówki halowej i plażowej. Sama jeszcze do końca nie wiem, czego się spodziewać, dlatego myślę, że dopiero na miejscu przekonamy się, jak to wszystko będzie wyglądało w warunkach meczowych.

PGE Budowlani jadą do Ustki po zabawę czy zwycięstwo?

Przede wszystkim jedziemy tam po to, żeby wygrać. To jest dla nas podstawa. Rywalizacja i walka o jak najlepszy wynik zawsze są najważniejsze. Oczywiście przy okazji chcemy też dobrze spędzić czas, cieszyć się tym wydarzeniem i podejść do tego z pozytywną energią. Myślę, że całemu klubowi i sztabowi zależy na tym, żeby osiągnąć jak najlepszy rezultat i zająć jak najwyższe miejsce.

Poprowadzisz rozgrzewkę? (śmiech)

Nie, nie, ja tam jadę jako siatkarka (śmiech). Pełna profeska! Zostawiam to innym i skupiam się na swoich zadaniach.

Powrót do listy

Powiązane informacje

POWIĄZANE WIADOMOŚCI