Siatkarscy studenci. Tak gwiazdy parkietów zdobywają wykształcenie
Co łączy Michała Kubiaka, Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Bartosza Bednorza, Kamila Semeniuka, Michała Gierżota, Kewina Sasaka, Aleksieja Nasewicza, Łukasza Kaczmarka, Damiana Wojtaszka, Maksymiliana Graniecznego, Martynę Czyrniańską, Julitę Piasecką, Dominikę Pierzchałę, Justynę Łysiak czy Weronikę Szlagowską? Otóż nie tylko to, że są obecnymi i byłymi reprezentantami Polski. Wszyscy studiowali lub studiują na tej samej uczelni.
Jak doszło do tego, że Akademia Nauk Stosowanych – Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Opolu stała się swoistą kuźnią naukową siatkarskich gwiazd? Opowiada nam o tym Tadeusz Pokusa, profesor tej uczelni i jej prorektor ds. jakości kształcenia. Był opiekunem i promotorem wielu prac dyplomowych najbardziej znanych polskich siatkarzy i siatkarek.
MAREK ŻOCHOWSKI: Ilu przedstawicieli siatkówki przewinęło się przez waszą uczelnię?
TADEUSZ POKUSA (profesor Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu, jej prorektor ds. jakości kształcenia): Trudno mi podać dokładne liczby. Powiem jedynie, że pierwszych siatkarskich absolwentów wypuściliśmy w 2014 roku na studiach licencjackich i w 2015, jeżeli chodzi o studia magisterskie. Te 10 lat temu tych absolwentów nie było jeszcze za dużo. Ale reakcja środowiska siatkarskiego była pozytywna i studiowanie u nas stawało się coraz bardziej popularne.

Czemu właściwie akurat do waszej uczelni zaczęli coraz szerszą ławą przychodzić znani siatkarze?
Idea uruchomienia specjalności menedżera sportu i turystyki zrodziła się, kiedy w lutym 2011 roku byłem z Kanclerzem w Bełchatowie na meczu Skry. Potem spotkaliśmy się z ówczesnymi siatkarzami bełchatowskiego klubu: Mariuszem Wlazłym, Michałem Winiarskim, Stephane'em Antigą i świętej pamięci Miguelem Falaską. Dyskusje toczyliśmy też poza tym w dziale marketingu Skry, który prowadziła wtedy żona Wlazłego, Paulina. I to z jej ust padła sugestia, z czego zrodziła się idea uruchomienia takiej specjalności studiów. Od idei do realizacji prowadziła szybka droga, bo już w październiku tego roku ruszaliśmy z naborem. Na starcie to było raptem kilka osób z grona siatkarskiego. Dzisiaj sportowców, nie tylko z siatkówki, mamy na naszych semestrach kilkudziesięciu. Wlazły i Winiarski to byli jedni z pierwszych naszych absolwentów, przy czym ten pierwszy odbył pełne studia aż do magisterium, a drugi był już po licencjacie, zatem tutaj dokończył edukację drugiego stopnia.
Najpopularniejszą specjalnością na kierunku zarządzanie jest menedżer sportu i turystyki?
Tak, ale od razu istotna uwaga: sportowcy wybierają również inne specjalności, na przykład zarządzanie finansami, przedsiębiorstwem. Innym wybieranym kierunkiem jest logistyka. Mówię „sportowcy”, bo choć dominującą grupę stanowią siatkarze, to mamy również przedstawicieli innych dyscyplin: piłki nożnej, kolarstwa, koszykówki, czy podnoszenia ciężarów.
Zawodowy sportowiec nie może oczywiście uczęszczać na normalne zajęcia akademickie dzień w dzień. Jak u was wygląda tok nauczania w takim przypadku?
Zacznę od tego, że trzy elementy uważam za kluczowe w tym kontekście: informacja, cierpliwość i organizacja. I to właśnie jest naszym mottem, a poza tym ważne jest także i to, że my jako kadra naukowa nie jesteśmy tylko profesorami ex cathedra, ale staramy się angażować w życie sportowców także poza uczelnią. Ja naprawdę często bywam zwykłym kibicem na zawodach. Uważam, że trzeba żyć sportem, pasjonować się nim, by nie powiedzieć nawet, że go kochać. No i w taki sposób wspierać studentów-sportowców. Jeśli oni widzą takie zaangażowanie, myślę, że zupełnie inaczej podchodzą potem do pracy na uczelni. Zdarzało się, że będąc na meczach słyszałem od działaczy: „Aaa, to teraz już wiem, dlaczego do was idą nasi sportowcy: informacja, cierpliwość, organizacja”. Miło było mi słyszeć tak wyrażoną ocenę naszej pracy. Wracając do toku studiów: mamy specjalnych pracowników z zarządu AZS, którzy poprzez media społecznościowe i komunikatory pozostają w stałym kontakcie ze sportowcami-studentami i pilotują ich akademicką drogę. Przypominają między innymi o konkretnych obowiązkach i terminach. A to jest od kilku do kilkudziesięciu osób, w zależności od semestru. Przykład: nie dalej jak kilka dni przed naszą rozmową pojawił się na uczelni Aleks Nasewicz, bo właśnie dostał informację, że ma coś do uzupełnienia. Specjalnie przyjechał pociągiem z Gdańska, by nadrobić pewne zaległości. Miły, skromny chłopak, poprosił, żeby... nie mówić do niego per pan, bo jest na to za młody. Kilka razy w semestrze sportowcy przyjeżdżają na zajęcia czy zaliczenia w przedziale czasowym, który wyznaczamy, jest on zresztą elastyczny. Nazywamy to takim tygodniem zjazdowym.

Zdalna nauka pewnie jednak dominuje?
W tym roku uruchomiono po raz szósty projekt pod tytułem Narodowa Reprezentacja Akademicka. Istotą tego projektu są między innymi indywidualne zajęcia wykładowcy z objętym programem studentem, odbywane w większości w formule zdalnej, ale część także jest prowadzona w ramach bezpośrednich spotkań. Zdarza się na przykład, że siatkarz czy siatkarka grają mecz gdzieś blisko Opola i wówczas dzień przed lub dzień po zjawiają się na uczelni na zajęciach. A wykładowcy są zobligowani do tego, żeby po każdym wykładzie odbytym na Google Meet, umieścić na platformie e-learningowej materiały dydaktyczne.
Kadra naukowa waszej uczelni musi chyba dobrze czuć specyfikę życia zawodowego sportowca?
Ważnym słowem w tym kontekście jest „dojrzewanie”. Niektórzy przychodzą na studia od razu jakby przygotowani, a inni przestraszeni, że nie poradzą sobie. Są różne osobowości w takiej grupie. No i oczywiście bywają też osoby zbyt pewne siebie i czasami źle kończą, skreślenia z listy studentów też oczywiście miewają miejsce, jak wszędzie. Zdecydowana większość doskonale jednak rozumie, że trzeba spełnić określone wymogi nauczania. Nie ma u nas drogi na skróty. Uważam, że udało nam się zbudować u sportowców-studentów taką świadomość.
Jak pan wspomina prace dyplomowe siatkarzy?
Podam przykład Michała Kubiaka. Na początku czerwca bronił, wraz z żoną, pracy magisterskiej. Wcześniej musiał przerwać u nas studia, ale sam wrócił, mówiąc mi: „Panie profesorze, miałem niedosyt, bo chcę uzyskać pełne wykształcenie akademickie, czyli magisterium”. Wcześniej miał u nas licencjat. No i jego praca magisterska bardzo mi się podobała, zarówno jako koncepcja, jak i pewna filozofia treści. Dotyczyła społecznej odpowiedzialności sportu, to dość nowy temat. Przykładami były takie organizacje zawodowe jak ATP czy NBA, zahaczało to też trochę o siatkówkę. Michał, studiując literaturę, podkreślał, że inspiracje dotyczące społecznej odpowiedzialności sportu wychodzą w dużym stopniu z koszykarskiej ligi NBA, ale pisał też sporo o tenisie, zresztą jest jego zagorzałym kibicem. Bardzo ciekawa empirycznie praca. Tego się nie da zrobić, nie studiując sumiennie, nie przygotowując stosownych materiałów. Wiedziałem, że Michał jest inteligentną osobą, chciałem z niego „wycisnąć” maksymalnie dużo i to się udało.

Pamiętam, że Kamil Semeniuk zdawał u was egzamin magisterski tuż po zdobyciu wicemistrzostwa świata w 2022 roku.
On wtedy miał mnóstwo zajęć przed obroną, a i sporo po, bo w tym czasie szykował się do przeprowadzki do Włoch na pierwszy rok kontraktu w Perugii. I mimo wszystko zdołał się przygotować do obrony. Pisał o promocji miasta poprzez sport na przykładzie Kędzierzyna-Koźle. To praca z obszaru tak zwanego marketingu terytorialnego. I świetnie mu to wyszło. Bardzo dobry był odbiór w samym jego mieście, pozytywnie reagowały władze Kędzierzyna. Od razu dodam, że tematyką promocji regionu poprzez sport zajmuje się też Martyna Czyrniańska. Ona pochodzi z okolic Krynicy-Zdroju i o swoich rodzinnych stronach właśnie pisze. Ale, co ciekawe, wcale nie z naciskiem na siatkówkę, tylko na sporty tam uprawiane, czyli kajakarstwo górskie lub hokej. Martyna jest solidna i terminowa, to rzetelna studentka.
Siatkarze i siatkarki często piszą prace dyplomowe na podstawie własnych doświadczeń sportowych. Wiem, że takie były licencjackie prace Artura Szalpuka czy Bartosza Bednorza.
Ale nie tylko. Ostatnio mocno poruszane są również tematy mediów społecznościowych. Ważnym analizowanym aspektem jest również kwestia sztucznej inteligencji, która staje się w tej chwili coraz ważniejszym aspektem życia. Zajęła się tym choćby w swojej pracy Anna Bączyńska, siatkarka z Mielca. Podjęła temat implementacji sztucznej inteligencji oraz innowacji technicznych w działalności klubów sportowych. Czyli starała się pokazać obszary, w których AI można wykorzystać, jak to może ułatwić pracę w zakresie statystyki, treningu, zarządzania klubem. To są mocno przyszłościowe zagadnienia. Inna ligowa siatkarka, Martyna Borowczak, zajęła się tematem zarządzania obiektem sportowym na przykładzie hali w Bielsku, w której na co dzień gra. Zresztą problematyka infrastruktury sportowej jest dość często poruszana w pracach. A co do wspomnianego Bednorza, to przypominam sobie, że kiedy obronił pracę licencjacką w Opolu, to pisały nawet o tym włoskie media, bo wtedy akurat Bartek grał w Modenie.
Czy z rozmów ze studentami lub absolwentami wnosi pan, że oni rzeczywiście poważnie myślą o tym, by po zakończeniu karier sportowych pracować w tych obszarach, o których się uczyli?
Osoby wybierające specjalności, o których wcześniej wspominałem, najczęściej przyszłość widzą w wybranej dziedzinie, czyli w obszarze logistyki, finansów, zarządzania personelem. Powiedziałbym, że znaczna część chce pozostać w sporcie, a nie ukrywam, że i dla nas jako dla uczelni to jest element promocji w środowisku. To potem rzutuje na nabór kolejnych roczników.
