PRZED FINAŁEM MUNDIALU: Na piłkarskim boisku zatrzymał Cristiano Ronaldo, a po meczu… szedł kibicować PGE Projektowi Warszawa. Dziś stawia na Hiszpanów!
Jest pięciokrotnym mistrzem Polski w piłce nożnej. Jako zawodnik Legii Warszawa grał w słynnym sezonie, kiedy stołeczny zespół w fazie grupowej Ligi Mistrzów rywalizował z Realem Madryt czy Borussią Dortmund. Na stadionie przy Łazienkowskiej wspólnie z kolegami zatrzymał słynnego Cristiano Ronaldo. Poza boiskiem Michał Kopczyński pasjonuje się siatkówką i kibicuje PGE Projektowi Warszawa, którego mecze oglądał nawet w Nowej Zelandii.
I to od niego dowiemy się czy piłkarze faktycznie są... mniej inteligentni od siatkarzy, jaki podtekst miał prezent od kolegów z drużyny w postaci nakolanników oraz dlaczego w Legii na rozruchu piłkarze przestali grać w siatkówkę. Zapraszamy na długi wywiad z piłkarzem, który o siatkówce może mówić bez przerwy.
Maciej Nowocień: Dziś finał piłkarskich mistrzostw świata, więc zapytam fachowca: Hiszpania czy Argentyna?
Michał Kopczyński: Rozum podpowiada mi, że wygra Hiszpania, bo patrząc na cały turniej, prezentuje się solidniej jako zespół. Początek mieli wprawdzie przeciętny, bo zaczęli od remisu, ale mundial to długi turniej. Zresztą od początku mówiłem, że z meczu na mecz będą się rozkręcać i właśnie tak się stało.Największe wrażenie zrobili na mnie w półfinale z Francją, którą wielu uważało za głównego faworyta do złota. Hiszpanie praktycznie nie pozwolili rywalom rozwinąć skrzydeł i w pełni zasłużenie awansowali do finału. Tym spotkaniem pokazali swoją siłę i dojrzałość jako drużyna. Jeśli jednak chodzi o serce, to będę kibicował Argentynie. W dużej mierze dlatego, że trzymam kciuki za Lionela Messiego. Co ciekawe, ta moja sympatia do niego tak naprawdę narodziła się dopiero w ostatnich latach, również za sprawą mojego trzyletniego synka. Jest ogromnym fanem Messiego, a wszystko zaczęło się od książeczki o nim i od tamtej pory nie ma dnia, żeby o nim nie mówił. Ja z kolei przez większość życia kibicowałem Realowi Madryt, więc w rywalizacji Realu z Barceloną zawsze byłem po stronie Cristiano Ronaldo. To jednak nigdy nie przeszkadzało mi uważać Messiego za najlepszego piłkarza w historii. Rywalizacja tych dwóch zawodników była wyjątkowa, ale dla mnie Messi jest po prostu piłkarskim geniuszem. Oczywiście mistrzostwo świata już zdobył, ale nadal bardzo dobrze mu życzę. Dlatego w finale będę trzymał kciuki właśnie za Argentynę i za niego. Poza tym Argentyńczyków świetnie oglądało się podczas tego turnieju. Często nie najlepiej zaczynali mecze, zdarzało im się remisować czy nawet przegrywać, ale imponowali tym, jak potrafili przejmować inicjatywę w końcówkach. Determinacją, charakterem i ogromną piłkarską jakością odwracali losy spotkań, czego najlepszym przykładem był ich półfinał.

Takiej odpowiedzi oczekiwałem od piłkarza i eksperta. Nie ukrywam, że postanowiłem z tobą jako piłkarzem porozmawiać właśnie z okazji kończącego się mundialu, ale… głównie o siatkówce. Byłem pod wrażeniem twojej wiedzy, gdy dwa lata temu przesłuchałem podcast „Szósty Set”, którego byłeś gościem. Skąd siatkówka w twoim życiu?
Siatkówka zawsze była gdzieś obecna, bo od dziecka interesowałem się sportem i śledziłem wiele dyscyplin. Oczywiście przez długie lata numerem jeden była piłka nożna, a w okresie gimnazjum mocno fascynowała mnie także NBA. Równolegle jednak zawsze orientowałem się w tym, jak wygląda układ sił w polskiej siatkówce, śledziłem reprezentację podczas Ligi Światowej czy najważniejszych turniejów międzynarodowych. Był też okres większego zainteresowania piłką ręczną… W pewnym momencie to właśnie siatkówka wysunęła się jednak na pierwszy plan. Stało się to mniej więcej w sezonie 2017/2018, kiedy zacząłem regularnie chodzić na mecze dzisiejszego PGE Projektu Warszawa, który wtedy funkcjonował jeszcze pod inną nazwą. W tamtym czasie grałem w Legii, więc pokonaniem drogi ze stadionu przy Łazienkowskiej na Torwar było dosłownie kwestią przejścia na drugą stronę ulicy. I oglądanie siatkówki na żywo całkowicie zmieniło moje spojrzenie na tę dyscyplinę. To już nie było tylko śledzenie transmisji telewizyjnych, bo zacząłem mocniej kibicować drużynie i jeszcze bardziej angażować się w siatkówkę. Pamiętam zespół z Bartoszem Kwolkiem, Guillaume Samicą, Andrzejem Wroną czy Antoine Brizardem, który dziś jest jednym z najlepszych rozgrywających na świecie. To była drużyna, która walczyła o czołowe miejsca i choć pechowo zakończyła sezon, właśnie wtedy naprawdę wciągnąłem się w siatkówkę.Później przyszły kolejne lata. Nawet kiedy grałem w Nowej Zelandii, starałem się śledzić rozgrywki i pamiętam, że oglądałem stamtąd mecze oraz finały z udziałem warszawskiej drużyny. Z czasem siatkówka stała się jedną z moich największych pasji. Był okres, jeszcze przed narodzinami drugiego dziecka, kiedy miałem więcej czasu i zdarzało się, że oglądałem praktycznie wszystkie mecze danej kolejki PlusLigi. Dzięki temu bardzo dobrze orientowałem się w lidze, zawodnikach i bieżących wydarzeniach. Równolegle śledziłem także ligę włoską, której mecze można było oglądać w Sportklubie. W ostatnich dwóch latach mam już mniej czasu, więc nie jestem w stanie obejrzeć tak wielu spotkań, ale nadal jestem bardzo blisko siatkówki. Oglądam magazyny, słucham podcastów i śledzę najważniejsze wydarzenia. Interesuje mnie również liga japońska, najpierw ze względu na Bartosza Kurka i Michała Kubiaka, a ostatnio także dlatego, że grał tam Aleksander Śliwka, który jest jednym z moich ulubionych zawodników. Zdarza mi się oglądać całe mecze albo przynajmniej skróty spotkań. Tak naprawdę przez ostatnie lata siatkówka stała się dla mnie czymś znacznie więcej niż tylko sportem. To jedna z moich największych pasji, którą bardzo uważnie śledzę na co dzień.
I to słychać, ale zostańmy jeszcze chwilę przy futbolu. Cristiano Ronaldo, Ousmane Dembele, Christian Pulisić czy Mateo Kovačić to zawodnicy, którzy występowali w tegorocznym mundialu, a kiedyś… grałeś przeciwko nim jako piłkarz Legii.
To oczywiście są jedne z najlepszych moich piłkarskich wspomnień i takie, które trochę przypominają spełnienie dziecięcych marzeń. Kiedy jesteś małym chłopcem, marzysz o tym, żeby grać na największych stadionach, w barwach ukochanego klubu, przeciwko najlepszym zawodnikom świata. Później jednak dorastasz, zaczynasz lepiej rozumieć realia polskiej piłki i… czasami te marzenia trochę schodzą na dalszy plan. Mi jednak udało się coś takiego osiągnąć. W Legii długo próbowałem przebić się do pierwszego zespołu. Nie zawsze miałem szczęście, czasami zatrzymywały mnie też kontuzje, ale ostatecznie wszystko złożyło się w najlepszym możliwym momencie, właśnie w sezonie, w którym Legia grała w Lidze Mistrzów. Bardzo się cieszę, że byłem wtedy odpowiednio przygotowany i gotowy, żeby wykorzystać swoją szansę. Oczywiście ogromną rolę odegrał trener Besnik Hasi, który na mnie postawił, ale później świetnie współpracowało mi się również ze śp. trenerem Jackiem Magierą. Miałem wokół siebie dobry sztab i ludzi, którzy pomogli mi wejść na ten poziom. Wszystko się wtedy idealnie połączyło: moja gotowość, odpowiedni moment i możliwość gry w Lidze Mistrzów. Wyjście na środek boiska na takich stadionach jak Signal Iduna Park czy Santiago Bernabéu, a także zremisowany u siebie mecz z Realem Madryt czy wygrany ze Sportingiem Lizbona już przy pełnych trybunach, to były niesamowite chwile. Mija już dekada od tamtych wydarzeń, ale mam wrażenie, że wiele osób nadal to pamięta. Do dziś dostaję mnóstwo pytań o tamten okres. Praktycznie każdy zawodnik, z którym później dzieliłem szatnię, prędzej czy później pytał: „Jak to było? Jak wyglądała Liga Mistrzów? Jakie to były emocje?”. To są po prostu wyjątkowe wspomnienia. Dla mnie to było spełnienie marzeń, które kiedyś wydawały się bardzo odległe.

W siatkówce sytuacja jest odwrotna. Polskie kluby w Lidze Mistrzów stawiane są w roli faworytów, a zakończenie turnieju na fazie grupowej byłoby traktowane jako porażka.
Nasze kluby są dziś europejskimi hegemonami, więc w porównaniu futbolu do siatkówki sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Gdyby polski klub odpadł z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej, byłoby to traktowane jako ogromna porażka. Tam polskie drużyny jadą z ambicjami walki o zwycięstwo w całych rozgrywkach. Jeśli chodzi o mój awans z Legią do Ligi Mistrzów, to trzeba uczciwie przyznać, że szczęście nam trochę dopisało przy losowaniu. Nie trafiliśmy na wielkie europejskie marki, tylko mieliśmy drogę przez mistrzów niżej notowanych lig ,czyli ze Słowacji, Irlandii i wcześniej Albanii. Ta ścieżka była wyjątkowo korzystna, ale oczywiście trzeba było jeszcze tę szansę wykorzystać i my to zrobiliśmy. Wcześniej polskie kluby często trafiały w eliminacjach na znacznie trudniejszych rywali, a zdarzały się przecież mecze z Realem Madryt czy Barceloną. Dlatego ta droga była dla nas trochę bardziej otwarta, bo mierzyliśmy się z mistrzami krajów niżej sklasyfikowanych w rankingu. Nie oznacza to jednak, że te spotkania były łatwe. Eliminacje Ligi Mistrzów zawsze są wymagające. Może właśnie teraz pojawia się pewna szansa na przełom. W tym roku dwie polskie drużyny walczą w eliminacjach Ligi Mistrzów, a Lech Poznań powinien być rozstawiony w kolejnych rundach, jeśli będzie awansował dalej. Być może po tych dziesięciu latach znów uda się zobaczyć polski klub w tych rozgrywkach. Trzeba jednak pamiętać, że nawet sam awans oznacza dziś zupełnie inną rzeczywistość niż kiedyś. W obecnym formacie mamy fazę ligową zamiast grupowej i polski klub prawdopodobnie byłby tam jednym z outsiderów. Walka o kolejne etapy byłaby więc niezwykle trudna. Ale wracając do siatkówki, to tam brak awansu z grupy byłby dużym rozczarowaniem, bo polskie zespoły mierzą znacznie wyżej. Choć warto pamiętać, że nawet PGE Projekt Warszawa w poprzednim sezonie miał trudny moment, bo awansował z trzeciego miejsca w grupie i właściwie do końca walczył o przetrwanie, a mimo tego później dotarł aż do Final Four. Zbliżający się sezon też zapowiada się bardzo ciekawie, szczególnie po ostatnim losowaniu. PGE Projekt trafił do niezwykle wymagającej grupy z Cucine Lube Civitanova i Itasem Trentino, czyli dwoma wielkimi włoskimi klubami. Można więc powiedzieć, że to prawdziwa grupa śmierci. Z jednej strony oznacza to bardzo trudne zadanie i wyjście z grupy wcale nie jest pewne, ale z drugiej kibice dostaną świetne mecze. I mam nadzieję, że ja też będę jak najczęściej na trybunach.
Piłkarze w ogóle lubią siatkówkę?
Nie spotkałem wielu osób, które interesowałyby się siatkówką w takim stopniu jak ja. Oczywiście koledzy z drużyny wiedzieli, że to moja pasja. Gdy grała reprezentacja Polski, czasem pytali o mecze albo wspominali, że sami jakiś obejrzeli, ale na tym zazwyczaj się kończyło. Pamiętam jednak, że w Legii Michał Kucharczyk również interesował się siatkówką. Nie aż tak mocno, ale orientował się w temacie, bo przyjaźnił się z siatkarzami: Mariuszem Schamlewskim i Łukaszem Makowskim. Dzięki temu znał środowisko i sam całkiem nieźle radził sobie z grą. Poza tym raczej nie spotykałem wielu fanów siatkówki. Wyjątkiem był fizjoterapeuta w Warcie Poznań, który miał siatkarską przeszłość. Często więc rozmawialiśmy o siatkówce i w zasadzie to był nasz główny temat. Z kolei na meczach na Torwarze często można spotkać byłych piłkarzy, takich jak Tomasz Sokołowski czy Marcin Rosłoń, którzy regularnie pojawiają się na trybunach. Wśród obecnych piłkarzy zainteresowanie jest jednak niewielkie. Kiedy jeszcze grałem w Legii i chodziłem z kolegami na mecze siatkówki na Torwarze, kilka razy zabrałem ze sobą Jarosława Niezgodę. Przychodził jednak bardziej dla towarzystwa i rozrywki niż z zamiłowania do samej dyscypliny.

A jak było w Legii z grą w siatkówkę?
Piłkarze często całkiem dobrze radzą sobie z siatkówką, bo wielu sportowców ma po prostu ogólny talent i koordynację, które pozwalają im odnajdywać się także w innych dyscyplinach. Zawsze wspominam okres, gdy trenerem Legii Warszawa był Jan Urban. Na początku mojej przygody z klubem przed meczami u siebie jeździliśmy na zgrupowania do hotelu Boss. Jednym z elementów przedmeczowego rozruchu była wtedy gra w siatkówkę. Mecze stały naprawdę na wysokim poziomie. Pamiętam, że wspomniany już Michał Kucharczyk grał bardzo dobrze. Dla mnie był to zresztą jeden z najprzyjemniejszych momentów takich zgrupowań. Wiedziałem, że zazwyczaj zaczynam mecz w Legii na ławce rezerwowych, a moje szanse na pojawienie się na boisku były niewielkie. Tym bardziej czekałem na grę w siatkówkę, bo mogłem trochę poskakać, zaatakować i po prostu dobrze się bawić. Ta tradycja skończyła się jednak po jednym z takich meczów. W walce pod siatką nasz kapitan, Ivica Vrdoljak, skręcił kostkę i nie był w stanie zagrać w wieczornym spotkaniu ligowym. Po tym zdarzeniu sztab szkoleniowy zrezygnował z siatkówki jako elementu przedmeczowego rozruchu.
Spodziewałem się takiego zakończenia tej historii (śmiech). A ty jak sobie radziłeś na tle kolegów?
Nie chcę zabrzmieć nieskromnie, ale od zawsze miałem talent do różnych sportów. Często żartuję, że jestem całkiem dobrym sportowcem, może tylko niekoniecznie stworzonym do piłki nożnej. A jednak to właśnie tę dyscyplinę wybrałem i udało mi się dojść do profesjonalnego poziomu. Bardzo lubię grać w siatkówkę i wydaje mi się, że całkiem nieźle mi to wychodzi. Problem w tym, że okazji do gry jest niewiele. Od kilku lat powtarzam, że kiedy zakończę profesjonalną karierę piłkarską, zapiszę się do jakiejś amatorskiej ligi siatkówki. Chciałbym wreszcie regularnie pograć. Na razie najczęściej gram podczas wakacji albo na plaży. Zdarzało się też, że rozstawialiśmy siatkę i boisko w ogrodzie u teściów pod Warszawą. Mają sporo miejsca, więc od czasu do czasu udawało się zorganizować kilka meczów. Mam jednak nadzieję, że po zakończeniu kariery piłkarskiej będę mógł podejść do tego trochę poważniej i zacząć występować w regularnych amatorskich rozgrywkach.
Podobno miałeś też kiedyś zaproszenie na treningi Metra Warszawa.
Tak, pamiętam, że było to jeszcze po jednych z zawodów dzielnicowych w szkole podstawowej. Nie jestem pewien, czy byłem wtedy w szóstej klasie, ale reprezentowałem szkołę praktycznie we wszystkich dyscyplinach sportowych. Graliśmy również w minisiatkówkę w formule trzy na trzy. Po zakończeniu zawodów podszedł do mnie trener z zaproszeniem na treningi . Zaproponował, żebym przyszedł i spróbował swoich sił w klubie. Ja byłem jednak już wtedy mocno skupiony na piłce nożnej. Trenowałem w akademii Legii Warszawa, w drużynie Młodych Wilków, i wiedziałem, że to właśnie z piłką chcę wiązać swoją przyszłość. Dlatego z tej propozycji ostatecznie nie skorzystałem.
Jest wielu kibiców siatkarskich, którzy z kolei nie lubią piłki nożnej. Dlaczego?
Rzeczywiście zauważyłem, że między kibicami piłki nożnej i siatkówki często pojawia się pewnego rodzaju podział. Ja sam w piłkarskiej szatni zawsze starałem się bronić siatkówki i pokazywać jej najlepsze strony. Musiałem przy tym mierzyć się z żartami kolegów, bo w środowisku piłkarskim wciąż funkcjonuje stereotyp, że siatkówka to sport niszowy, którym mało kto się interesuje, że na wysokim poziomie gra w nią tylko kilka reprezentacji, a mecze nie budzą większych emocji. Ja zawsze odpowiadałem, że rzeczywistość wygląda inaczej. Wystarczy zobaczyć pełne hale podczas najważniejszych spotkań czy poziom rozgrywek reprezentacyjnych i klubowych. Siatkówka ma ogromną grupę kibiców i jest dyscypliną bardzo popularną, szczególnie w Polsce. Z drugiej strony wśród części kibiców siatkówki można dostrzec pewną zazdrość wobec piłki nożnej. Pojawia się argument, że skoro polscy siatkarze odnoszą światowe sukcesy, to powinni cieszyć się jeszcze większą popularnością i zarabiać więcej niż piłkarze, zwłaszcza że poziom naszej piłki nie jest porównywalny z czołowymi ligami świata.
A jeśli chodzi o samych siatkarzy i piłkarzy?
Tutaj nie ma żadnego konfliktu. Oczywiście zdarzały się pojedyncze wypowiedzi, jak choćby głośny wywiad Michała Kubiaka, ale uważam, że były to raczej wyjątki niż reguła. Na co dzień sportowcy różnych dyscyplin wzajemnie się wspierają i kibicują sobie nawzajem. Nie powiedziałbym też, że polscy siatkarze są dziś niedoceniani. Przecież należą do najlepszych na świecie, grają w jednej z najmocniejszych lig, a wielu z nich jest gwiazdami również za granicą i zarabia bardzo dobre pieniądze. Oczywiście, jeśli porównamy ich wynagrodzenia z pensjami piłkarzy, różnice są duże. Zdarza się, że najlepsi siatkarze świata zarabiają podobnie do zawodników polskiej Ekstraklasy, którzy w światowej hierarchii piłkarskiej znajdują się znacznie niżej. To jednak wynika przede wszystkim ze skali zainteresowania. Piłka nożna jest najpopularniejszym sportem na świecie i w Polsce, dlatego naturalnie generuje większe przychody i większe pieniądze. Oczywiście chciałbym, aby siatkówka rozwijała się jeszcze bardziej i przyciągała coraz więcej kibiców, ale dziś takie są realia rynku sportowego.

Może jako Polacy po prostu mamy we krwi szyderę z piłkarzy? Często przesadzoną?
Możliwe. Kiedy trzeba, staję w obronie siatkarzy, a kiedy trzeba, również w obronie piłkarzy. Uważam, że nie ma sensu przeciwstawiać sobie tych dwóch środowisk ani licytować się, która dyscyplina jest trudniejsza. Faktem jest jednak, że w piłce nożnej konkurencja na świecie jest znacznie większa, co sprawia, że osiągnięcie sukcesu na najwyższym poziomie jest niezwykle wymagające. Najważniejsze jest jednak to, żeby cieszyć się z sukcesów polskiego sportu. Mamy najlepszych siatkarzy na świecie, z czego możemy być dumni. Z kolei polska piłka również stopniowo się rozwija, choćby nasza liga z roku na rok staje się coraz silniejsza. Mam nadzieję, że w przyszłości także reprezentacja i cały polski futbol będą w stanie nawiązać do sukcesów, jakie od lat odnoszą nasi siatkarze.
Na pewno słyszałeś też opinie kibiców, że siatkarze są bardziej inteligentni od piłkarzy. Co na to piłkarz?
Wiesz co, stereotyp piłkarza w Polsce jest wszystkim dobrze znany. Rzeczywiście funkcjonuje pewien obraz zawodnika, który nie zawsze jest pozytywny, ale uważam, że często jest on po prostu krzywdzący. Sam jestem piłkarzem, znam to środowisko od środka. Mam w nim wielu znajomych, przyjaciół, spotkałem też wielu trenerów i wiem, że jest tam mnóstwo inteligentnych, wartościowych osób. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka i oceniać całej grupy przez pryzmat pojedynczych przypadków. Oczywiście trzeba też przyznać, że sami piłkarze momentami zapracowali na część tych stereotypów swoim zachowaniem czy wypowiedziami. Jak w każdej grupie: są różni ludzie. Nie zmienia to jednak faktu, że obraz piłkarza jako osoby pozbawionej szerszych zainteresowań czy refleksji jest mocno uproszczony i często niesprawiedliwy.
Nie ma sensu generalizować.
Właśnie dlatego uważam, że nie ma sensu przeciwstawiać sobie tych dyscyplin. Pamiętam choćby słowa Michała Kubiaka, z których można było wywnioskować, że piłka nożna jest sportem prostym, a siatkówka wymaga znacznie większej inteligencji i jest bardziej skomplikowana. Z takim podejściem nie do końca się zgadzam. Nigdy nie trenowałem siatkówki profesjonalnie, więc nie będę udawał eksperta od tej dyscypliny. Znam natomiast od środka piłkę nożną i wiem, jak wiele aspektów składa się na grę na najwyższym poziomie. Taktyka, podejmowanie decyzji pod presją, czytanie gry, ustawienie czy współpraca z zespołem: to wszystko sprawia, że również jest to bardzo wymagający sport. Każda dyscyplina ma swoją specyfikę i własny poziom trudności. Zamiast udowadniać, która jest bardziej wymagająca, lepiej po prostu doceniać kunszt zawodników i sukcesy osiągane zarówno przez piłkarzy, jak i siatkarzy.
Z drugiej strony Michał Kubiak nigdy nie grał profesjonalnie w piłkę nożną i też nie wie, ile niuansów kryje ten sport.
Dokładnie. Piłka nożna zdecydowanie nie jest prostym sportem. Na najwyższym poziomie wymaga ogromnej ilości nauki, zapamiętywania schematów, przygotowania taktycznego i ciągłego podejmowania decyzji. Tak samo chciałbym kiedyś zobaczyć, jak wygląda od środka siatkarskie przygotowanie pod konkretnego przeciwnika i jak zawodnicy analizują rywala przed meczem. Może kiedyś będzie okazja, żeby to zobaczyć. Myślę jednak, że różnica między tymi dyscyplinami polega też na ich dostępności. Piłka nożna jest prostsza pod tym względem, że praktycznie każdy może zacząć grać. Wystarczy kilku znajomych, jakaś piłka i dwie prowizoryczne bramki z plecaków czy butelek. Nie trzeba mieć wielkich umiejętności, żeby od razu czerpać z tego radość: można biegać, kopać i po prostu dobrze się bawić. W siatkówce próg wejścia jest trochę wyższy. Potrzebna jest odpowiednia infrastruktura, czyli boisko i siatka, a też sama technika jest bardziej wymagająca.

Kiedyś się grało na trzepaku…
No niby tak, ale chodzi mi o to, że żeby pograć w siatkówkę, trzeba jednak coś umieć. Nie jest tak łatwo po prostu wejść na boisko i od razu czerpać przyjemność z gry, bo podstawowe odbicia czy zagrania wymagają nauki. Trzeba mieć podstawową technikę odbicia, bo osoby, które kompletnie nie wiedzą, jak się z nią obchodzić, po prostu nie będą w stanie rozegrać normalnej akcji. Piłka nie będzie przechodzić przez siatkę i trudno będzie z tego zbudować jakąkolwiek grę. Pamiętam, że w Warcie Poznań mieliśmy siłownię nad salą gimnastyczną, gdzie często na dole odbywały się zajęcia wychowania fizycznego. Czasami obserwowaliśmy dzieci ze zwykłych klas, które grały w siatkówkę, na przykład w ustawieniu sześć na sześć.I wtedy było widać, że bez podstawowych umiejętności taka gra jest bardzo trudna. Duża część zagrywek nawet nie przechodziła na drugą stronę siatki, a z tych, które już przechodziły, większość akcji kończyła się po pierwszym przyjęciu, bo ktoś miał problem z kontrolą piłki. Trudno wtedy mówić o prawdziwej grze. Pod tym względem siatkówka rzeczywiście ma wyższy próg wejścia niż piłka nożna. Żeby czerpać z niej przyjemność, trzeba najpierw opanować pewne podstawy techniczne.
Skoro chciałbyś przeżyć profesjonalną siatkarską odprawę, a do tego potrenować czy zagrać w meczu PlusLigi, to powinieneś wziąć udział w licytacji Aluronu CMC Warty Zawiercie na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, w której można zostać siatkarzem!
No tak! Może jeszcze kiedyś się zdecyduję, bo to naprawdę fajne przeżycie. No i wielkie brawa dla Zawiercia, bo to doskonała inicjatywa i zachęcam wszystkich, żeby ją wspierać.
Za czasów gry w Legii występowałeś na boisku przy niesamowitych oprawach i dopingu. A co sądzisz o tym temacie w siatkówce?
„Wychowałem się” na stadionie Legii i piłkarskiej atmosferze, więc lubię żywiołowy i zorganizowany doping. Oprawy na Legii to absolutny top i czasem wręcz sztuka. Ale fanatyczne kibicowanie ma wiele ciemnych stron. Na kluby nakładane są wysokie kary, pojawiają się wulgaryzmy, czasem burdy, czy „rozmowy motywacyjne”, podczas których dochodzi nawet do rękoczynów, a to już absolutna patologia. I choć z upływem lat jest tego coraz mniej, to dalej jest to problem. Klimat siatkówki jest zupełnie inny, taki rodzinny. Na Torwarze rzadko doping jest głośny, klub kibica nie jest zbyt liczny i choć robi co może, to nie jest łatwo porwać warszawską publiczność. Natomiast są hale gdzie jest głośniej i trochę bardziej fanatycznie. Przykładami są Olsztyn, Zawiercie, Jastrzębie-Zdrój czy Podpromie w Rzeszowie. Oprawy, rywalizacja między kibicami czy nawet delikatne uszczypliwości podgrzewają atmosferę i pozytywnie wpływają na widowisko. Tak jak w wielu aspektach, trzeba szukać złotego środka. Chciałbym bardziej żywiołowego dopingu na meczach siatkówki, ale proszę: nie przenośny kultury stadionowej do hal!
Jest wielu sportowców, którzy… swoim sportem się nie interesują. Nie śledzą innych lig, nie czytają, skupiają się jedynie na swojej robocie. Dla ciebie siatkówka to też taka odskocznia od piłki?
Kiedyś oglądałem praktycznie wszystkie ligi piłkarskie i byłem bardzo zaangażowanym kibicem. Później jednak, kiedy sam zacząłem profesjonalnie uprawiać sport, z czasem trochę mi tej piłki zabrakło w sensie emocjonalnym. W pewnym momencie po prostu miałem jej przesyt. Myślę, że piłka nożna trochę mi spowszedniała. Przestała być pasją, a stała się po prostu pracą. Oczywiście nadal kocham sport i emocje z nim związane, ale potrzebowałem czegoś, co pozwoli mi przeżywać je z innej perspektywy. I właśnie tutaj pojawiła się siatkówka. Weszła trochę w miejsce tej dawnej piłkarskiej pasji. Daje mi możliwość ponownego przeżywania sportowych emocji jako kibic, bez presji i odpowiedzialności zawodnika. Bardzo się cieszę, że będąc już dorosłym człowiekiem, nadal potrafię tak mocno przeżywać mecze. Pamiętam szczególnie spotkania ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w Lidze Mistrzów. Nie wiem, czy nie były to jedne z największych sportowych emocji, jakie przeżywałem, siedząc na kanapie i oglądając mecz. Trzy zwycięstwa Kędzierzynian z rzędu w tych rozgrywkach zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Podobne emocje pamiętam jeszcze z czasów sukcesów polskich piłkarzy ręcznych pod wodzą Bogdana Wenty, kiedy również mocniej interesowałem się tą dyscypliną. Dziś właśnie siatkówka daje mi możliwość cieszenia się sportem, kibicowania i przeżywania wielkich emocji.
Skoro mamy mundial, to przez ostatni miesiąc obejrzałeś więcej meczów piłkarskich mistrzostw świata czy jednak siatkarskiej Ligi Narodów?
Spodziewałem się tego pytania (śmiech). Rzeczywiście, w ostatnim czasie, wyjątkowo po wielu latach, piłka nożna trochę wygrała u mnie z siatkówką. Powodem był oczywiście mundial. To jest zdecydowanie impreza czterolecia, wyjątkowe wydarzenie i coś, czego nie da się porównać z większością innych turniejów. Starałem się więc oglądać sporo meczów. Nie było tak, że zarywałem noce na wszystkie spotkania, ale też z zainteresowania wszystko śledziłem uważniej. Natomiast przy wieczornych meczach, kiedy miałem wybór między spotkaniem Ligi Narodów a mundialem, zazwyczaj wybierałem mundial. Nie dlatego, że Liga Narodów nie jest ciekawa, ale przede wszystkim ze względu na rangę wydarzenia. Piłkarski mundial to coś wyjątkowego .Można go porównać do siatkarskich mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. To turniej, który przyciąga uwagę całego świata. No i jako kibic naszej reprezentacji obejrzałem więcej meczów Polaków w Lidze Narodów, niż na tegorocznym mundialu (śmiech).

Wyniki Ligi Narodów jednak śledzisz.
Tak, cały czas śledzę sytuację w Lidze Narodów, znam wyniki i orientuję się w układzie rozgrywek. Tym bardziej że obecna edycja jest bardzo ciekawa i Polska mierzy się z naprawdę interesującymi rywalami. Mimo wszystko przez ostatni miesiąc piłka nożna wygrała u mnie z siatkówką, ale traktuję to jako wyjątek potwierdzający regułę. Na co dzień to jednak siatkówka daje mi więcej tej sportowej odskoczni i emocji kibica.
Czyli w piątek miałeś nastawiony budzik na godz. 3, kiedy to Polska grała z Brazylią w Lidze Narodów?
Nie, w tym wypadku skorzystałem z powtórki. Jeśli chodzi o mecze wieczorne, takie zaczynające się o 23.00, to jeszcze da się je obejrzeć. Można zobaczyć chociaż fragment spotkania, bo domownicy zazwyczaj już śpią, a rano człowiek może normalnie funkcjonować. Natomiast dla Ligi Narodów na pewno nie będę zarywał nocy. Dobrze, że w siatkówce czekają nas jeszcze mistrzostwa Europy. To będzie świetna okazja, żeby po mundialowym szaleństwie piłkarskim znowu mocniej skupić się na siatkówce i przeżywać kolejne sportowe emocje.
Opowiadałeś, że w trakcie powrotów z meczów w autokarze w odróżnieniu od kolegów-piłkarzy, którzy śledzili mecze rywali w Ekstraklasie, ty włączałeś mecze PlusLigi.
Wszyscy już wiedzieli, że interesuję się siatkówką. Po meczu w autokarze odpalałem laptopa i zaczynałem coś oglądać. Słychać było gwizdki, odgłosy trybun, więc ktoś podchodził i pytał o wynik, ale koledzy byli rozczarowani, bo ja oglądałem siatkówkę. Ale z czasem wszyscy się przyzwyczaili do widoku mnie oglądającego PlusLigę. Często po meczu, już po wyjściu z szatni, zdarzało mi się odpalać spotkania na telefonie. A nawet jeszcze w stroju oglądałem końcówki meczów albo najważniejsze fragmenty. Podczas posiłków też często sprawdzałem wyniki albo włączałem transmisje. Wszyscy doskonale znali tę moją pasję. Pamiętam nawet, że w Warcie Poznań podczas jednej z klubowych tradycji, kiedy na urodziny zawodników przygotowywaliśmy sobie drobne upominki, dostałem kiedyś siatkarskie nakolanniki. To dobrze pokazuje, że koledzy wiedzieli, jak dużą rolę ta dyscyplina odgrywa w moim życiu. Była też sytuacja podczas igrzysk olimpijskich, kiedy Polska grała z Brazylią w siatkówkę. To był bardzo emocjonujący mecz, a w naszej szatni był telewizor. Włączyłem transmisję i po chwili sporo osób zaczęło oglądać razem ze mną. Problem był taki, że zbliżała się godzina odprawy przed treningiem, a my byliśmy w trakcie końcówki seta. Wszyscy uznaliśmy, że nie możemy tego tak po prostu wyłączyć. To w końcu były igrzyska, Polska grała z Brazylią, emocje były ogromne! Trener początkowo trochę się zdenerwował, ale ostatecznie musieliśmy chwilę przełożyć odprawę, bo po prostu wszyscy chcieli zobaczyć, jak zakończy się ten mecz. Nie było tak, że nagle wszyscy stali się wielkimi fanami siatkówki, ale jeśli ktoś chciał funkcjonować w moim otoczeniu, to siłą rzeczy musiał trochę poznać tę dyscyplinę.
Ten prezent w postaci nakolanników był jakimś podtekstem?
Trochę tak. Raz, że to ta moja „siatkóweczka”, a z drugiej strony moja skłonność do kontuzji i różnych urazów też miała tutaj znaczenie. Koledzy pewnie uznali, że takie nakolanniki będą idealne, żebym przypadkiem podczas gry nie obił sobie kolan albo nie nabawił się kolejnego urazu. Pamiętam, że od razu je wykorzystałem i dla żartu założyłem je już na rozgrzewkę podczas treningu. I kontuzji nie doznałem (śmiech)
Mecze siatkówki oglądałeś jeszcze w TV4. Umówmy się, że to już prehistoria.
Przez chwilę rzeczywiście już wtedy trochę bardziej śledziłem siatkówkę. Nie pamiętam dokładnie, czy oglądałem jeden, czy może dwa mecze w tygodniu, ale mam w głowie taki obrazek, że siedzę przed telewizorem i oglądam spotkania AZS-u Częstochowa. To były czasy rywalizacji tego zespołu z Mostostalem, a także powoli Jastrzębia-Boryni, czyli później Jastrzębskiego Węgla. Częstochowa była wtedy zespołem, który na tle Mostostalu nie był faworytem, ale właśnie dlatego trochę im kibicowałem. Liczyłem, że uda im się pokonać zdetronizować ówczesnego potentata. Mam też kilka takich drobnych wspomnień z tamtego okresu. Pamiętam na przykład mecze w Częstochowie, gdzie kamera była ustawiona bardzo nisko, blisko siatki, przez co transmisja wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. Obraz był dość specyficzny i nie tak komfortowy dla widza jak obecnie. W pamięć szczególnie zapadł mi Michał Winiarski, który wtedy dopiero pojawiał się na dużej scenie siatkarskiej. Później przez wiele lat był jednym z moich ulubionych siatkarzy, więc te pierwsze wspomnienia z nim zostały ze mną na długo.

Legia za twoich czasów była taką piłkarską analogią złotych lat Skry Bełchatów. W pewnym momencie w Polsce braliście wszystko.
Tak, wtedy rzeczywiście były ważne mistrzostwa i puchary. Moja gablota wygląda tak, że spędziłem pięć sezonów w pierwszej drużynie Legii Warszawa i w tym czasie zdobyłem pięć mistrzostw Polski. To porównanie jest więc całkiem trafne. Oczywiście zawsze podkreślam, że mój udział w części tych sukcesów jest bardziej ciekawostką niż czymś, czym chciałbym się mocno chwalić. Przy pierwszych trzech tytułach mój wkład był naprawdę minimalny. Były to pojedyncze występy, czasem jeden czy dwa mecze w sezonie. Natomiast przy dwóch kolejnych mistrzostwach moja rola była już zdecydowanie większa, szczególnie przy jednym z nich. Ale to prawda: rzeczywiście można znaleźć podobieństwo do sytuacji Skry Bełchatów w siatkówce. Przez kilka lat Legia dominowała w polskich rozgrywkach, choć oczywiście Skra osiągnęła tę dominację jeszcze na większą skalę. Później jednak, po okresie wielkich sukcesów, przyszły trudniejsze lata i oba kluby straciły swoją pozycję w ścisłej krajowej czołówce.
No właśnie, w poprzednim sezonie Legia… też była Skrą, tylko z sezonu 2022/2023, kiedy to Bełchatowianie skończyli PlusLigę na 12. miejscu.
Legia w tamtym sezonie bardzo długo walczyła o utrzymanie i broniła się przed spadkiem. Widać więc, że układ sił w polskiej lidze mocno się zmienił i klub, który przez lata dominował, musiał zmierzyć się z dużo trudniejszym okresem. Jako kibic Legii cały czas wierzę, że te lepsze czasy jeszcze wrócą i że klub ponownie będzie regularnie walczył o najważniejsze trofea.
Wracając do PGE Projektu, któremu kibicujesz, to w ostatnich latach pięknie się rozwinął ten… projekt, co pewnie cię cieszy.
Fajnie, że Warszawa utrzymała swoją pozycję w czołówce polskiej siatkówki i w końcu udało jej się zaistnieć również w Lidze Mistrzów. Wcześniej historia tego klubu z tymi rozgrywkami nie była szczególnie udana. Były sezony, w których naprawdę niewiele brakowało, czasem decydowały pojedyncze punkty, ale ostatecznie nie udawało się awansować dalej. W poprzednim sezonie również była bolesna porażka z Halkbankiem, więc tym bardziej cieszy, że w końcu udało się zrobić krok do przodu. Warszawa jest obecnie jedną z czołowych drużyn w Polsce, ale moim zdaniem ten klub potrzebuje jeszcze dużego sukcesu. Takiego zwycięstwa, które potwierdziłoby jego rozwój. Oczywiście zdobycie Pucharu Challenge było wartościowym osiągnięciem, ale trzeba też pamiętać, że jest to trzeci poziom europejskich rozgrywek. Dla polskiego klubu siatkarskiego, który ma ambicje walki o najwyższe cele, powinien być to raczej etap rozwoju niż docelowy sukces. Fajnie byłoby zobaczyć PGE Projekt z mistrzostwem Polski albo triumfem w Pucharze Polski. Szczególnie że te rozgrywki ostatnio nie układały się dla tego klubu najlepiej, kilka razy kończyło się na półfinale. Myślę, że właśnie takiego przełomowego sukcesu potrzeba, żeby jeszcze bardziej napędzić rozwój siatkówki w stolicy. Patrząc jednak na to, jak klub rozwija się z sezonu na sezon, można być optymistą. Warszawa się wzmacnia i jako brązowy medalista PlusLigi naturalnie będzie chciała zaatakować wyższe miejsca. Trzeba jednak pamiętać, że zarówno pierwsza, jak i druga drużyna poprzedniego sezonu również mocno się wzmacniają, więc walka o medale będzie niezwykle trudna. Tym bardziej przyszły sezon zapowiada się bardzo ciekawie. Trzy najlepsze zespoły powinny być jeszcze mocniejsze i wszystko wskazuje na to, że rywalizacja o najważniejsze trofea będzie naprawdę zacięta.
Przez ostatnie kilka lat jeszcze bardziej zbliżyłeś się do świata siatkówki. Byłeś gościem podcastu Łukasza Kadziewicza, w innym formacie z Edytą Kowalczyk o siatkówce rozmawialiście wspólnie z Wojtkiem Żalińskim. Jak się odnajdujesz w tym środowisku?
Mam jeszcze kontakt z Markiem Magierą, bratem śp. Jacka Magiery. W ostatnim czasie kilka razy rozmawialiśmy i rzeczywiście głównym tematem była właśnie siatkówka. Wcześniej robiłem też materiał z Kubą Radomskim i Edytą Kowalczyk, a później Edyta zaprosiła mnie do programu poświęconego siatkówce. Dla mnie takie rzeczy są ogromną przyjemnością. Jestem otwarty na każdą współpracę związaną z tą dyscypliną i bardzo chciałbym w przyszłości mieć z siatkówką coś więcej wspólnego. Jestem teraz w takim momencie życia, że powoli kończę profesjonalne granie w piłkę nożną. Nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji, czy będę występował w przyszłym sezonie. Być może znajdę jeszcze jakiś klub na niższym poziomie, blisko domu, i rozegram kolejny rok. Jednocześnie zaczynam zastanawiać się, jaką drogę obrać dalej. Obecnie trochę działam medialnie przy piłce nożnej, bo pojawiam się w programach dotyczących Legii Warszawa czy innych tematów futbolowych. Natomiast zaproszenia związane z siatkówką są dla mnie szczególnie miłe. Zdaję sobie sprawę, że w piłce nożnej mogę być traktowany jako pewien autorytet, bo coś w niej osiągnąłem, spędziłem wiele lat na boisku i mam doświadczenie z profesjonalnego poziomu. W siatkówce sytuacja jest oczywiście inna, bo tutaj jestem przede wszystkim pasjonatem. Nie zmienia to jednak faktu, że mam sporą wiedzę na temat tej dyscypliny. Obejrzałem setki meczów, śledzę rozgrywki, słucham podcastów i cały czas staram się poszerzać swoją wiedzę. Dlatego jeśli w przyszłości pojawi się możliwość, żeby być bliżej siatkówki, to na pewno będę chciał z tego skorzystać. Byłoby to dla mnie bardzo naturalne połączenie, czyli dalej być blisko sportu, który kocham, ale już z trochę innej perspektywy.

Ale gdybyś miał wybrać jedną dyscyplinę jako ekspert, to w którym kierunku byś poszedł?
Trudne pytanie. Zdecydowanie większą wiedzę mam o piłce nożnej, bo to jest sport, w którym funkcjonowałem przez całe życie i który znam od środka. Natomiast jeśli chodzi o samą przyjemność rozmowy i dzielenia się emocjami, to chyba jednak więcej radości daje mi obecnie siatkówka. Zobaczymy, jak to się wszystko potoczy. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby połączenie tych dwóch światów. Dla jakiejś redakcji możliwość posiadania eksperta, który może wypowiadać się zarówno o piłce nożnej, jak i siatkówce, byłaby chyba dużą wartością. Mam doświadczenie z profesjonalnego futbolu, ale jednocześnie ogromną pasję i wiedzę dotyczącą siatkówki. Być może właśnie takie połączenie okaże się w przyszłości moją drogą. Zobaczymy.

![Polscy siatkarze wicemistrzami olimpijskimi [ZDJĘCIA PROSTO Z PARYŻA]](/dl/627127/inline/scalecrop=496x330/bc29e1/LSE_0782.jpg)







