Ben Toniutti: Moje córki doskonale znają język polski
Benjamin Toniutti występuje w PlusLidze nieprzerwanie od 10 lat. W 2015 roku podpisał umowę z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a po 6 sezonach przeniósł się do JSW Jastrzębskiego Węgla.
PLUSLIGA.PL: Pamięta pan jakie miał oczekiwania i wyobrażenia związane z grą oraz życiem w Polsce? Pewnie nie zakładał pan, że będzie grał w PlusLidze aż tyle lat?
Nie spodziewałem się tego, ale od początku czułem duże podekscytowanie. W tamtym czasie gra w PlusLidze była moim dużym celem, bo po MŚ w 2014 roku wiedziałem, że w przyszłości będę chciał grać właśnie w Polsce. PlusLiga już wtedy była znana i popularna. Nie zakładałem jednak tego, że spędzę w PlusLidze aż tyle czasu. Na razie przedłużyłem kontakt z Jastrzębskim Węglem również na przyszły sezon, więc na pewno zagram w Polsce 11 sezonów z rzędu, a co będzie dalej, to zobaczymy. Od początku jak zacząłem grać w PlusLidze, to poczułem się w tym miejscu znakomicie. Miałem też bardzo udane życie rodzinne i również moja rodzina świetnie odnalazła się w Polsce. Do tego doszły jeszcze świetne wyniki klubowe, które też pomagały w tym, że moje samopoczucie było bardzo dobre. Już w pierwszym sezonie wygraliśmy z ZAKSĄ mistrzostwo Polski, po długiej przerwie w historii tego klubu. Poczułem się świetnie w PlusLidze i Polsce. Moim celem zawsze było, żeby jak najwięcej wygrać i żeby zapisać się w historii osiągnięć polskich klubów, w których występuję. Pewnie jestem już najbardziej utytułowanym obcokrajowcem grającym w Polsce, ale nie spoczywam na laurach i nigdy nie mam dość. Zawsze chcę dać jak najwięcej drużynie, w której gram i swoją grą odwdzięczyć się klubowi, który mi zaufał, co jest dla mnie bardzo ważne. Jeśli ktoś mi zaufał, to dla mnie oznacza misję do spełnienia, którą chcę wypełnić.
PLUSLIGA.PL: Jak się panu żyje w Polsce i jakie największe różnice widzi pan w codziennym życiu w porównaniu do życia we Francji?
W tym roku jest trochę inaczej niż w poprzednich sezonach, bo moja rodzina – żona i trójka dzieci, przebywają na co dzień we Francji, dlatego więcej czasu między treningami i meczami spędzam jednak sam. Przez to skupiam się jeszcze bardziej na siatkówce i na tym, żeby jak najlepiej wypocząć i zregenerować się po meczach spędzając też dużo czasu z fizjoterapeutami. Gramy jak co roku dużo meczów i czasu na odpoczynek nie ma dużo, więc regeneracja i kwestie zdrowotne są bardzo ważne. Jak rodzina przyjeżdża do mnie w odwiedziny, to spędzamy ze sobą możliwie najwięcej czasu. Lubimy też gdzieś wspólnie wyjść, chociażby na zakupy, czy do kina, bo moje córki mówią po polsku i doskonale znają ten język. Możemy więc swobodnie spędzać czas w Polsce, chodzić na place zabaw i w inne miejsca, gdzie nie brakuje też rodzin z dziećmi. Największa różnica jest pewnie w pogodzie, bo jesteśmy akurat z południa Francji, gdzie jest dość ciepło i słonecznie także w okresie zimowym. W Polsce wtedy dzień jest bardzo krótki i szybko robi się ciemno. We Francji pod tym względem jest lepiej. Skoro jednak już tyle lat jestem w Polsce i będę grał w PlusLidze również w kolejnym sezonie, to znaczy, że gorsza pogoda nie jest czymś co mi doskwiera i co by mnie doprowadzało do szaleństwa. Najważniejsze, że mam w Polsce wszystko, żeby grać w siatkówkę na wysokim poziomie. Jest dobra organizacja i cała infrastruktura wokół, zwłaszcza w takich klubach, jak Jastrzębski Węgiel. Mamy tutaj wszystko zapewnione, żeby jak najlepiej grać.
PLUSLIGA.PL: Decyzja o pozostaniu rodziny na co dzień we Francji jest związana z edukacją dzieci?
Tak. Moja najstarsza córka już coraz bardziej dorasta. Ma we Francji bliskich przyjaciół i gra też w siatkówkę, więc chcieliśmy jej zapewnić więcej stabilizacji i radości z życia towarzyskiego. Jak tylko w szkole są jakieś przerwy w nauce, to rodzina odwiedza mnie w Polsce, więc widujemy się w miarę często, średnio raz na sześć tygodni.
PLUSLIGA.PL: A jak w pana przypadku wyglądały początki w siatkówce? Czy zainspirował pana ktoś z rodziny?
Mój tato był prezesem małego klubu siatkarskiego ze wschodniej części Francji, a mama pracowała w sekretariacie tego klubu, więc całe weekendy spędzałem w hali i naturalną rzeczą było, że zacząłem grać w siatkówkę już jako dzieciak. Co prawda rodzice nigdy nie grali na wysokim poziomie; tylko siostra grała zawodowo w siatkówkę. W dzieciństwie dużo czasu spędzałem na hali i od szóstego czy siódmego roku już grałem w siatkówkę.
PLUSLIGA.PL: Uprawiał pan też inne dyscypliny sportowe?
Profesjonalnie nie, ale hobbistycznie lubię sporty, w których gra się rakietą, jak tenis ziemny, tenis stołowy, czy padel.
PLUSLIGA.PL: Trenując siatkówkę nie słyszał pan takich opinii, że nie ma pan wystarczających warunków fizycznych i jest zbyt niski, żeby osiągnąć sukces?
Dużo ludzi mówiło mi, że przy moim wzroście to będzie wręcz niemożliwe, żeby zrobić karierę w profesjonalnej siatkówce. Myślę, że początkowo niewiele było takich osób, które wierzyło, że osiągnę sukces w siatkówce. Dla mnie to była jednak dodatkowa motywacja, żeby tym wszystkim niedowiarkom udowodnić, że w siatkówce nie chodzi tylko o wzrost. Bardzo dużo pracowałem i cały czas pracuję nad techniką i jakością w grze. Zawsze staram się jeszcze rozwinąć i poprawić. Teraz odczuwam satysfakcję, bo pokazałem na swoim przykładzie, że można zrobić międzynarodową karierę jako rozgrywający nawet jeśli nie ma się ponad 2 metrów czy chociażby 195 cm wzrostu.
PLUSLIGA.PL: Czy przydomek, którego pan używa, czyli „Totti” jest związany z tym, że pana ojciec miał włoskie korzenie i był pan fanem piłkarskim, czy jest to tylko skrót od nazwiska „Toniutti”?
Mój tato urodził się we Włoszech, ale przydomek „Totti” w moim przypadku nie ma nic wspólnego z włoskim piłkarzem Francesco Totti’m, tylko ze skrótem od nazwiska. Tak nazywali mnie już koledzy w drużynie juniorskiej i tak zostało do dziś.