Mistrzostwa Europy w kombinowaniu! Przegrać, żeby wygrać? Co się opłaca reprezentacji Polski
W ostatnim meczu grupy A mistrzostw Europy reprezentacja Polski siatkarek zagra z Turcją. Obie drużyny są najwyżej w światowym rankingu, więc można założyć, że spotkanie zdecyduje o pierwszym miejscu. Problem w tym, że jeśli siatkarki i trenerzy będą kalkulować, to korzystniejsza może okazać się… porażka.
W piątek zaczynają się mistrzostwa Europy siatkarek. Reprezentacja Polski zagra w grupie A, która będzie rywalizować w Stambule, a jej przeciwnikami będą kolejno Węgry, Łotwa, Słowenia, Niemcy i Turcja. Do fazy pucharowej awansują cztery najlepsze zespoły, a w niej będą czekać przedstawiciele grupy C, czyli Holandia, Belgia, Rumunia, Hiszpania, Azerbejdżan i Portugalia. Każda z tych drużyn jest niżej w światowym rankingu od piątej Polski – najlepsze Holenderki zajmują ósmą pozycję. Pierwszy zespół z grupy A zagra z czwartym z C, drugi z A – z trzecim z C, trzeci z A – z drugim z C, a czwarty z A – ze zwycięzcą grupy C.
PRZECZYTAJ TEŻ: Stefano Lavarini: Na mistrzostwach Europy chcemy być najlepszą wersją samych siebie
Dlaczego w teorii lepiej wyjść z grupy A jako wicelider? Bo wtedy – zakładając wygraną w 1/8 - w ćwierćfinale znów trafia się na drużyny z grup A (czwartą) lub C (pierwszą). A zwycięzca ze Stambułu na swojej drodze będzie miał najlepszy zespół grupy A, czyli najprawdopodobniej Włochy. A w ewentualnym półfinale powinna czekać Serbia, teoretycznie najsłabsza z europejskiej ścisłej czołówki.
Komentatorzy i eksperci podkreślają, że system zachęca do kombinowania. – Może dojść do sytuacji, ale ani Polska, ani Turcja nie będą zainteresowane w wygraniu grupy A, żeby później nie trafić na Włochy, najlepsze w ostatnich latach na świecie – mówi Jakub Bednaruk z Polsatu Sport.
Atakujący na rozegraniu, czyli porażka się opłaca
Sytuacja w mistrzostwach Europy 2026 nie jest wyjątkowa. W wielkich siatkarskich imprezach często zdarzały się sytuacje zachęcające do kombinowania i odpuszczania meczów. Tak było w 2010 roku w mistrzostwach świata siatkarzy. Włosi, czyli organizatorzy, przyjęli taki regulamin, żeby w drodze do finału uniknąć najsilniejszych rywali. Doprowadziło to do absurdu, że drużyny specjalnie przegrywały spotkania, by mieć łatwiejszych rywali w kolejnej rundzie. W ostatnim spotkaniu grupowym Polska zmierzyła się z Serbią – stawką było pierwsze miejsce i… trafienie w drugiej rundzie na najlepszą wówczas na świecie Brazylię.
PRZECZYTAJ TEŻ: Jestem bardzo zmotywowana przed mistrzostwami Europy
- Nie było mowy o odpuszczeniu meczu, nigdy nie padło takie słowo – wspomina Michał Bąkiewicz, ówczesny kadrowicz. Biało-czerwoni wygrali z Serbami 3:0 i w drugiej rundzie zmierzyli się z Brazylią i Bułgarią. A rywalami Serbii były Kuba i Meksyk! To nie koniec, bo w trzeciej fazie grupowej, do której Polska nie awansowała, Brazylii opłaciło się zająć drugie miejsce, by później trafić na Niemcy i Czechy zamiast na Kubę. Dlatego w meczu z Bułgarią zagrała bez nominalnego rozgrywającego – tę rolę pełnił drugi atakujący Theo Lopes – i przegrała 0:3. Kombinacje pomogły, bo Brazylia została mistrzem świata!
Polska przegrała, by pozostać w mistrzostwach i zdobyła medal
Męska reprezentacja Polski też ma w swojej historii podobną sytuację. Po nieudanych mistrzostwach świata zwolniony został Daniel Castellani, którego zastąpił Andrea Anastasi. W 2011 roku Polacy zdobyli brąz mistrzostw Europy w Czechach. W jakich okolicznościach? Opowiada Anastasi w biografii „Licencja na trenowanie”:
Turniej zaczęliśmy dobrze, wygrywając z Niemcami. To zawsze groźny rywal i drużyna ze światowej czołówki. Później przegraliśmy z Bułgarią i w trzecim starciu czekali na nas Słowacy. Mieliśmy potencjał sportowy, by ich pokonać, nie obawiałem się ich. Bardziej bałem się czegoś, co mogło nas spotkać, gdybyśmy Słowaków faktycznie pokonali. Wtedy w ćwierćfinale Euro czekaliby na nas Rosjanie. A ja wiedziałem, że na tym etapie najpewniej oznacza to dla nas koniec mistrzostw. Pozostało nam jednak jeszcze inne rozwiązanie: świadomy wybór rywala. System grania tamtego turnieju nie był doskonały, łagodnie rzecz ujmując. Szefowie światowej federacji (FIVB) i europejskiej (CEV) przygotowują tak dziwne systemy grania mistrzostw, że niemal zawsze otwierają dla kogoś furtkę, kuchenne drzwi, a jeszcze innym wprost budują autostradę po medal. To jest jedna z największych bolączek współczesnej siatkówki – system rozgrywania turniejów, który daje ci możliwości kombinowania, wybierania, decydowania, zamiast zmuszać cię po prostu do grania w siatkówkę i wygrywania. Przecież o to właśnie powinno w tym wszystkim chodzić! Ten fatalny system zabija siatkówkę i psuje ją u podstaw. Wybór był taki: wygramy i idziemy prosto na ćwierćfinał z Rosją, czy też przegramy i omijamy w ćwierćfinale faworytów turnieju, skazując się na mecze barażowe z Czechami, a później w ćwierćfinale ponowne spotkanie ze Słowakami.”
Polska przegrywała ze Słowacją 1:2, a w czwarty secie było 23:23. Anastasi: - Wziąłem czas, kamera przed moją twarzą, więc nie mogę mówić wprost, co myślę. Mówię zatem: hej, chłopaki pamiętajcie o naszym projekcie, musimy starać się podążać zgodnie z wytyczonym kierunkiem! Było groźnie, bo gdybyśmy niechcący wygrali seta, cały plan poszedłby do kosza. Przerwa się skończyła, Ruciak miał zagrywać. To inteligentny gość, więc walnął z całej siły, o mało nie strącając arbitra z krzesełka. W kolejnej akcji Mateusz Mika zaatakował chyba ze 20 metrów w aut i było po meczu.
Anastasi był krytykowany, m.in. przez swojego poprzednika czy nieobecnych na mistrzostwach zawodników, ale Polska trafiła w końcu na Rosję w meczu o brązowy medal i wygrała 3:1.
Nie muszą, więc nie wygrywają
Ciekawa sytuacja miała miejsce w mistrzostwach świata w 2018 roku w Bułgarii i Włoszech. W ostatnim spotkaniu w drugiej rundzie Polska, która przegrała z Argentyną i Francją, musiała pokonać wysoko kroczącą od zwycięstwa do zwycięstwa Serbię, żeby jechać na fazę finałową do Turynu. Wydawało się to mało prawdopodobne. Przed meczem polscy dziennikarze rozmawiali z Lurentem Tillie, trenerem Francuzów. – Jesteśmy już spakowani – zakomunikował obecny szkoleniowiec reprezentacji Japonii. Na pytanie, dlaczego, odpowiedział: - Bo Serbowie nigdy nie wygrali meczu, kiedy mogli sobie pozwolić na porażkę.
Tillie miał rację – Polacy wygrali 3:0, w setach do 17,16 i 14. Po czym tak się rozpędzili, że zostali mistrzami świata.
Wbrew temu, co mówił Anastasi, Takie kuriozalne sytuacje zdarzają się nie tylko w siatkówce. Polscy kibice piłkarscy powinni pamiętać mundial z 2018 roku i ostatni mecz Biało-czerwonych z Japonią w grupie H. Naszych rywali satysfakcjonowała przegrana 0:1, bo wtedy i tak wyprzedzali Senegal. Ostatnie pół godziny spotkania było farsą, bo nikomu nie zależało na strzeleniu gola.
W 1982 roku doszło wręcz do skandalu, bo w ostatnim spotkaniu grupowy Niemcy musieli wygrać z Austrią 1:0, żeby uzyskać awans. Strzelili gola w 10. minucie, po czym oba zespoły udawały, że grają.
Regulamin zachęca do kombinowania
Jak powinny zachować się reprezentantki Polski w Stambule? – Myślę, że Turcja nie odpuści, bo tak jak Włochy, interesuje ją tylko złoto – uważa Bednaruk.
Milena Sadurek, która w 2009 roku zdobyła z reprezentacją Polski ostatni medal mistrzostw Europy, też uważa, że nie powinno się kalkulować. – Jak ktoś jest mocny, nie powinien bać się żadnego przeciwnika. Nigdy w reprezentacji Polski nie grałam w meczu, którego nie chciałyśmy wygrać, bo nam się nie opłaciło – wspomina.
Bednaruk zwraca uwagę, że problemem jest regulamin, który daje możliwość kombinowania. – Błędem obecnego jest to, że drużyny z jednej grupy mogą na siebie trafić już w półfinale – dodaje.
Jak będzie w Stambule? Żeby móc wybrać sobie ćwierćfinałowego przeciwnika w ostatnim spotkaniu, trzeba wcześniej pokonać m.in. zawsze niewygodnie dla Polski Niemcy czy coraz silniejszą Słowenię. Mecz z Turcją zaplanowany jest na 28 sierpnia o godz. 18.
Powrót do listy




