Alaksiej Nasewicz: Jest we mnie czasami za dużo frustracji [WYWIAD]
Uprawiał taekwondo, ale obciążenia były za duże. Po przyjeździe z Białorusi do Polski było mu ciężko, uciekał w samotność. Kiedyś chciał być chirurgiem, a teraz Alaksiej Nasewicz jest czołowym atakującym PlusLigi. Gdy słyszy porównania do Bartosza Kurka, czuje się doceniony, ale podchodzi do wszystkiego ze spokojem. - Muszę dużo pracować, by osiągnąć nawet jedną dziesiątą tego, co on - mówi w rozmowie z Siatkarskimi Ligami. Opowiada w niej też o swoich początkach, aroganckich Brazylijczykach, prowokowaniu pod siatką i o tym, o co chciałby zapytać największych światowych polityków.
JAKUB RADOMSKI: Jak to się stało, że zostałeś siatkarzem? Wiem, że w dzieciństwie uprawiałeś też taekwondo i grałeś w ping ponga.
ALAKSIEJ NASEWICZ (atakujący Energi Trefla Gdańsk): W ping ponga podobno byłem dobry, ale grałem głównie z bratem, w domu. Nie trenowałem w klubie. Taekwondo ćwiczyłem przez dwa lata. Zrezygnowałem ze względu na strasznie mocne obciążenia, które fundowała nam trenerka. Pamiętam mistrzostwa województwa w mojej kategorii wagowej. Zająłem drugie miejsce. W finale przegrałem z chłopakiem, który też ważył 50 czy 55 kg, ale był o cztery lata starszy. Ze sportami generalnie miałem tak, że próbowałem tych, które uprawiał mój starszy brat.
On grał też w siatkówkę?
Tak, podobnie jak tata. Ojciec bardziej na poziomie młodzieżowym. Brat grał, później przestał, dziś robi to amatorsko.
Jak podchodziłeś do siatkówki, gdy jeszcze mieszkałeś na Białorusi?
To było hobby, granie dla przyjemności. Zabawa. Na Białorusi występowałem jako libero, ale chciałem atakować. Dlatego często, kiedy wysoko prowadziliśmy i mieliśmy np. piłkę setową, prosiłem rozgrywającego, by wystawił mi piłkę. Traciliśmy punkt, ale mogliśmy sobie na to pozwolić.
Jak reagował trener?
Miałem wtedy trochę czepialskiego trenera. Nie przepadał za mną. Był zawzięty, ciągle nie podobało mu się coś, co robiłem ja albo mój przyjaciel. Wiesz, my czasami lekko odwalaliśmy, a on niejednokrotnie próbował wywalić mnie z drużyny.
Obiektywnie - miał ku temu powody?
Żeby wywalić z drużyny, to nie. Przesadzał. A żeby się na nas zdenerwować, to miał.

Powiedziałeś o sobie w jednym z wywiadów, że jako dziecko miałeś ruchowe ADHD, a później to było ADHD w głowie.
Dużo się zmieniło, gdy przyjechałem do Polski. Trochę się uspokoiłem, ale fakt – w głowie cały czas ADHD pozostało.
Na Białorusi mieszkaliście w Grodnie. Miałeś 15 lat, gdy wyjechaliście do Gdańska. Jak dokładnie to wyglądało?
Najpierw wyjechał do Polski mój brat, na studia. Okazało się, że w polskich szkołach na zajęciach poruszane są trochę inne tematy. Może ujmę to inaczej – tutaj zajmujesz się wieloma tematami, niektórymi powierzchownie, a na Białorusi tych tematów jest mniej, ale się bardziej zagłębiasz. Brat zobaczył, że w Polsce jest trochę ciężej. Rodzice chcieli, żebym też uczył się i studiował normalnie w tym kraju. Dlatego wyjechaliśmy, a ja poszedłem tu do liceum.
Bałeś się tego, czy czułeś ekscytację?
Nie do końca pojmowałem, co mnie czeka. Na początku było mi ciężko: przez okres liceum, czyli trzy lata. Nie mogłem odnaleźć się w grupie rówieśników. To było naprawdę bardzo, bardzo trudne.
Uciekałeś w samotność?
Tak.
Polubiłeś ją?
Nie do końca, bo ja nie lubię być sam.
Kiedy poczułeś się lepiej?
Gdy jako 18-latek dołączyłem do młodzieżówki Trefla Gdańsk. Tam przyjęto mnie całkiem ciepło. Od razu zacząłem dogadywać się z tymi ludźmi. Z wieloma do dzisiaj mam kontakt.

W Polsce na początku występowałeś jednak w Stoczniowcu Gdańsk. Ciągle na libero, dopiero później zostałeś przyjmującym, a następnie atakującym.
Nigdy nie podobała mi się pozycja libero. Ona jest według mnie strasznie nudna, bo nic w zasadzie nie robisz, tylko przyjmujesz albo bronisz. Występowałem na niej z konieczności. Chciałem grać w siatkówkę i nie miałem wyboru. Byłem za niski, żeby występować na przyjęciu. Kiedy urosłem, przesunięto mnie na tę pozycję, ale nie wiem, co nagle stało się z moim dyszlem (przyjęcie dołem – przyp. red.). No i już w Treflu zostałem atakującym.
Który przeskok był najtrudniejszy?
Przejście z młodzieżówki do seniorów Trefla. Zrozumiałem, że te poziomy się różnią i to bardzo.
W jakich okolicznościach ty w ogóle trafiłeś do Trefla?
Graliśmy turniej w Zielonej Górze i mierzyliśmy się z młodzieżówką z Bełchatowa. Całkiem dobrze mi poszło i najpierw odezwał się do mnie właśnie trener z Bełchatowa. Ja stwierdziłem: „Kurde, to trochę daleko, ale bardzo chciałbym potrenować i pograć z kimś lepszym". Stwierdziłem, że skontaktuję się z trenerem Arielem Fijołem z Trefla. Napisałem, odpisał mi i zacząłem chodzić na zajęcia.
Pierwszy zespół Trefla prowadził wtedy Michał Winiarski. W sztabie był Dominik Posmyk. Obaj kojarzyli mnie z finałów wojewódzkich. W sezonie 2021/2022, ostatnim trenera Winiarskiego w Gdańsku, przez dwa miesiące trenowałem z pierwszą drużyną. Poziom, który zobaczyłem, skłonił mnie do wniosku, że ja tak naprawdę nie wiem nic o życiu zawodowego sportowca. Uczyłem się podstaw. Ćwiczenia na siłowni. Wiesz, że ja wcześniej w zasadzie nigdy w życiu nie ćwiczyłem porządnie na siłowni? Musiałem dużo zmienić.
Miałeś kiedyś jakiś siatkarski wzorzec?
Nigdy.
Ale powiedziałeś w wywiadzie, że duże wrażenie robiła na tobie gra Maksima Michajłowa.
Zgadza się, imponujące u niego jest też to, jak długo potrafi grać na bardzo wysokim i równym poziomie.
W Treflu spędziłeś sezon 2022/2023 u boku Mariusza Wlazłego.
Podobał mi się jego spokój. Gdy dostawał trzy czapy z rzędu, dalej miał identyczną minę i grał, jakby nic poważnego się nie wydarzyło. Ja niestety jeszcze tak nie umiem. Czasami w takich sytuacjach za mocno zaczynam się frustrować.

Później byłeś przez rok drugim atakującym, gdy miejsce w szóstce najczęściej miał Kewin Sasak. Zaskoczyło cię, że po transferze do BOGDANKI LUK Lublin on aż tak poszedł do góry?
Ani trochę. Trenowanie z Kewinem było czystą przyjemnością. Pamiętam, że wyglądał na gościa, który będzie raczej decydował się na rozwiązania siłowe, ale on potrafił zagrać technicznie i bardzo skutecznie. Decydował się na zagrania, których zupełnie bym się po nim nie spodziewał.
W 2021 roku miałeś już polski paszport. W czerwcu 2023 roku otrzymałeś polską licencję, dzięki czemu nie byłeś już traktowany w PlusLidze jak obcokrajowiec i mogłeś częściej grać. Co poczułeś w tamtym momencie?
Cieszyłem się, ale jednocześnie to wszystko bardzo długo trwało. Proces obejmował żmudne ogarnianie dokumentów, dzwonienie do pani z białoruskiej federacji i dogadywanie kolejnych spraw.
Brałeś w ogóle kiedykolwiek pod uwagę, by grać dla Białorusi?
Nie, bo, gdy tam mieszkałem, nie myślałem poważnie o sporcie. Nawet kiedy przenosiłem się do Polski, planowałem, żeby później pójść na medycynę. Chciałem być chirurgiem.
Skąd ten pomysł?
Pomaganie ludziom wydawało mi się fajne, a ta dziedzina medycyny jakoś tak najbardziej mnie intrygowała. Wciąż mi się taka wydaje, choć życie potoczyło się inaczej. Ale na siatkówce ono się przecież nie skończy. Może po zakończeniu kariery pójdę na studia medyczne?

Twoja pierwsza międzynarodowa impreza z reprezentacją Polski to mistrzostwa świata do lat 21 w Bahrajnie. Zajęliście piąte miejsce. Jak wspominasz tamten turniej?
Fajne doświadczenie. W zasadzie wszystko było dla mnie nowe. Najpierw przeloty do innych krajów, sparingi, a później wylot do Bahrajnu na mistrzostwa. I turniej. Byliśmy w stanie osiągnąć więcej, stanąć na podium. Zabrakło trochę szczęścia, ale jednak przede wszystkich umiejętności. Inni, jak Iran czy Bułgaria, okazali się lepsi.
Na ubiegłorocznej uniwersjadzie reprezentacja Polski, której byłeś ważną częścią, okazała się z kolei najlepsza. W finale nie daliście szans Brazylii, wygrywając 3:0 i w każdym z setów będąc wyraźnie lepszym zespołem.
Nie wiem, czy mogę tak mówić, ale, no dobra, powiem. Poziom tamtego turnieju nie był za wysoki. Wiesz, co z niego zapamiętałem? Spotkanie z Tajwanem i akcję, w której przeciwnik, mający 174 cm wzrostu, skakał do bloku do Michała Gierżota. Strasznie śmiesznie to wyglądało. Ten gość skoczył jak najwyżej, a ledwo było mu widać nadgarstki na siatce.
Z Brazylią w finale poszło nam łatwo, to prawda. Mocno się na nich nastawiliśmy, bo w hotelu, przed meczem, nie zachowywali się fajnie. Byli w stosunku do nas aroganccy. Bardzo mi się to nie podobało.
A siatkarz nie powinien być czasami arogancki? Zobacz, jak zachowywał się np. w meczach reprezentacji Michał Kubiak. I ile to dawało drużynie.
Na boisku owszem, powinien być, ale poza nim trzeba być normalnym człowiekiem. A oni zachowywali się, jakby przyjechali na ten turniej tuż po wygraniu mistrzostwa świata i mieli właśnie grać w finale z jakimiś leszczami. Okazywali tę arogancję w hotelu, a na rozgrzewce, przed spotkaniem, któryś Brazylijczyk mocno zaatakował w naszego rozgrywającego, Kajtka Kubickiego. I nic, żadnego „przepraszam". Tak się będziemy bawić? No to zacząłem już wtedy ich trochę podburzać. Oni znów kozaczyli, a ja mówię tylko: „Zobaczycie na meczu". No i zobaczyli.
Lubisz prowokować pod siatką?
Zdarza mi się. Ale nie mam jakiejś konkretnej strategii i ja osobiście robię to nie po to, żeby obniżyć poziom gry danego przeciwnika, tylko żeby podnieść swoje emocje. Mam trochę tak, że jeżeli nakręcę się na kogoś, to przyjemniej i często lepiej mi się gra.

Czego nauczył cię uraz kręgosłupa, z którym zmagałeś się w 2024 roku? Latem musiałeś przejść operację usunięcia przepukliny. Wiem, że to był trudny czas.
Zrozumiałem, że siłownia jest bardzo ważna. Wcześniej czasami się na niej opierdzielałem. Unikałem pewnych ćwiczeń. To był błąd. Doszedłem też wtedy do wniosku, że sportowiec zawsze powinien mieć jakiś plan B na siebie.
To było tak niebezpieczne, że myślało się o planie B?
Nie było. Ale z czarnymi myślami czasami nic nie zrobisz. A takie z tyłu głowy się zakradały. Na początku był ból. Później miałem rezonans, usłyszałem diagnozę. Okazało się, że mam ekstruzję. Trochę się przestraszyłem. Następnie dowiedziałem się, że to kwestia przepukliny. Przed operacją, która była w lecie, też byłem trochę bardziej nerwowy. Miałem wcześniej zabiegi, ale nie tak poważne. A to zwichnięty łokieć, który trzeba było nastawić. Ustawianie kości. Tego typu rzeczy. A tu chodziło o coś poważniejszego.
Gdy wraca się do gry po takim urazie, jest w głowie podświadomy lęk?
Tak, choć to zależy od człowieka. Ja do dzisiaj czasami się boję, że z moimi plecami jest coś nie tak. A wszystko jest w porządku.
Ale udało ci się dość sprawnie wrócić po tych problemach zdrowotnych i już w maju ubiegłego roku debiutowałeś w dorosłej reprezentacji Polski. Mecz z Bułgarią, turniej Silesia Cup.
Samo wejście do szatni nie było jakieś trudne, bo starsi zawodnicy pomagają młodszym, by na początku było im łatwiej. A sportowo? Młodzieżowa i seniorska kadra to zupełnie inne światy. Nikola Grbić jest człowiekiem, który od razu budzi duży respekt. Widzisz gościa, który bardzo wiele osiągnął jako zawodnik i świetnie radzi sobie w pracy trenerskiej. On ma w sobie takie coś, że gdy tylko wchodzi na halę, czujesz do niego szacunek. Dużo też rozmawia z zawodnikami, potrafi na nich wpływać. Mnie np. przekonywał, że mam bardzo duży potencjał. A sam debiut? Ciekawe doświadczenie. Pamiętam, że jednocześnie byłem podekscytowany i trochę się bałem. Dwa w jednym.
Czytasz komentarze na swój temat?
Nie, olewam.
A gdy ktoś mówi w jakimś programie albo pisze, że jesteś w gronie kilku kandydatów do zastąpienia w przyszłości w reprezentacji Polski Bartosza Kurka i nawet do bycia pierwszym atakującym kadry?
Myślę sobie: „Fajnie, że porównują mnie do legendy tego sportu". A druga myśl jest taka, że muszę dużo, dużo pracować, żeby osiągnąć nawet jedną dziesiątą tego, co osiągnął w siatkówce ten człowiek.

Gdzie masz jeszcze braki jako siatkarz?
Wszędzie. W każdym elemencie jest pole do pracy i do poprawy.
Rekord zagrywki Wilfredo Leona wynosi 138 km/h. Ty należysz do najmocniej zagrywających zawodników PlusLigi. Masz ambicje, by go przebić?
Zaserwowałem już 138 km/h. Tyle że w siatkę (śmiech). A tak poważnie – nie skupiam się na biciu rekordów. Chcę tylko, by moja zagrywka była jednocześnie mocna i regularna.
Co czujesz na myśl o Los Angeles? To tam odbędą się kolejne letnie igrzyska.
Zrobię wszystko, żeby powalczyć o miejsce w reprezentacji Polski. I żeby tam polecieć.
Rozmawialiśmy o sportowych wzorcach. A jest jakaś osoba, niekoniecznie ze świata sportu, z którą chciałbyś usiąść na dłużej i na spokojnie porozmawiać?
Z babcią bym pogadał. Brakuje mi jej. Niestety, nie żyje od 2011 roku. Myślę, z kim jeszcze... Gdybym miał pewność, że ta rozmowa byłaby w 100 procentach szczera i ta osoba by nie kłamała, chciałbym porozmawiać z jakimś ważnym światowym politykiem i zapytać go, czy w niektórych teoriach spiskowych jest część albo nawet sporo prawdy. Na przykład o iluminatach. No bo wychodzą teraz akta Epsteina i ja już sam nie wiem, w co wierzyć. Niby ludzie się śmiali z testów na dzieciach i z modyfikacji genów, żeby stworzyć lepszego człowieka, ale teraz w sumie okazuje się, że to mogło być prawdą.
Interesujesz się polityką?
Niespecjalnie. Ale lubię czasami czytać o rzeczach, które zupełnie nie są związane z siatkówką
Rozmawiał: Jakub Radomski
Autor jest dziennikarzem serwisu Weszlo.com.
Powrót do listy



![Gracze z PlusLigi i PLS 1. Ligi świętują wygraną uniwersjadę w Berlinie [ZDJĘCIA]](/dl/673264/inline/scalecrop=496x330/2507cf/20250724RO_21593265.jpg)