Atak na zero plus, czyli tajemnice siatkarskich statystyk [ROZMOWA]
Co to jest atak na zero plus, przyjęcie z wykrzyknikiem, no i co najważniejsze, kiedy statystyki kłamią? Jaki wpływ na prace statystyka ma sztuczna inteligencja i w czym może pomóc? Na te i inne pytania odpowiada Marcin Nowakowski, były polski statystyk, który od lat współpracuje z Nikolą Grbiciem – najpierw w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, gdy zdobywała złoto Ligi Mistrzów, a potem w reprezentacji Polski.
Nowakowski od roli statystyka przeszedł drogę do funkcji asystenta selekcjonera biało-czerwonych. Zna siatkówkę na wylot od strony analitycznej i wie najlepiej jak czytać zalew liczb, którymi kibice są karmieni po każdym meczu i których często nie są w stanie poprawnie zinterpretować.

MAREK ŻOCHOWSKI: Statystyki kłamią? Czasem cyferki wyglądają słabo, a zespół wygrywa. Jak wytłumaczyć ten paradoks?
MARCIN NOWAKOWSKI: Okłamać nas mogą jedynie źle odczytywane statystyki. Spójrzmy na najprostszy przykład: wygraliśmy akcję, nabijając piłkę trzy razy na blok i kończąc dopiero za czwartym razem. To w takim razie mamy 25 procent ataku, bo skończyliśmy jeden na cztery. Ale akcja jest wygrana, a wszystkie pozostałe ataki były dobrze wykonane. I do tego na przykład były to ataki z piłki wysokiej po złym przyjęciu i później po asekuracji. Jak zawodnik ma 25 procent w ataku, ktoś na pierwszy rzut oka powie, że on nie kończy piłek w ataku, a tak naprawdę wybiera zawsze dobre rozwiązania, które koniec końców sprawiają, że wygrywa akcję. My taki atak nazywamy atakiem „zero plus”, co oznacza, że jest nieskończony, ale ostatecznie jest wygrana piłka. Inny przypadek: ludzie mówią, że zespół źle przyjmuje, ale na przykład jest przyjęcie, o którym my w fachowym żargonie mówimy „wykrzyknik”, czyli gdy piłka jest przyjęta w okolicy trzeciego metra. I takie przyjęcie w raportach meczowych nie jest odnotowywane jako pozytywne. Jeśli jednak na „wykrzyknik” przyjmujesz piłkę zagrywaną 120 na godzinę, to jest to bardzo dobre przyjęcie, bo z niego wielu rozgrywających nadal może grać nawet pierwszym tempem. Choćby Wilfredo Leon dużo piłek przyjmuje właśnie w granicach trzech metrów. W statystykach nie są to pozytywne przyjęcia, a mimo to pozwalają rozegrać dobrą piłkę na skrzydła, a też, przy dobrych środkowych, nawet w pierwsze tempo. Chyba w dawnej włoskiej nomenklaturze przyjęcie „wykrzyknik” nazywano „pośrednim negatywnym”. Mamy sześć stopni ewaluacji przyjęcia zagrywki: perfekcyjne, pozytywne, wykrzyknik, negatywne, czyli minus, poza tym przyjęcie na drugą stronę czyli tzw. slash oraz podwójne minus, czyli błąd. A w raporcie meczowym jest tylko przyjęcie perfekcyjne i pozytywne. Zaś my w swoich arkuszach do analizy mamy porobione odniesienia, w których widzimy, ile jest tych pośrednich wariantów, czyli widzimy dużo więcej. A mówiąc o „slashu”, warto dodać, że procent wygranych akcji po zagrywce, która wraca na drugą stronę w siatkówce męskiej to jest mniej więcej 80-90 w topowych zespołach. Czyli tak naprawdę to jest prawie jak as, choć tego się oczywiście nie odnotowuje.
Czyli my, patrząc z boku, czy na statystyki, nie widzimy wszystkiego?
Nie, nie widzicie wszystkiego. Widzicie na przykład 30 procent w ataku, a nie widzicie, że rozgrywający nie wystawiał atakującemu piłek po dobrym przyjęciu, bo tam był atakujący na bloku, a wszystkie pozostałe to były piłki wysokie, które musiał rozwiązywać nabiciem na blok albo szukaniem ataku daleko po palcach. Dlatego sam raport meczowy to jest tylko ogólny punkt odniesienia, na który człowiek patrzy na szybko, ale my na ławce w trakcie meczu mamy otwarte dużo więcej analiz, w których jest to, co może mieć istotne znaczenie.
Czego nie widać w statystykach, a może być ważne dla oceny gry?
Często słyszanym przeze mnie na przykład w telewizji argumentem jest to, że rozgrywający gra mało piłek pierwszym tempem ze środkowymi. Ten zarzut pojawia się zwykle na meczach pań. To kompletnie nieobiektywne stwierdzenie, jeśli nie wiemy, jaki jest tak naprawdę procent dystrybucji piłek tej rozgrywającej. Przykładowo środkowe mają wykonane 8-10 ataków, ale dobrych przyjęć załóżmy było 15, a osiem z tych piłek zostało zagranych środkiem, to jest ponad 50 procent dystrybucji pierwszym tempem. Ale one nadal mają tylko 8-10 ataków, bo być może było dużo przyjęć negatywnych, tudzież pośrednich negatywnych, bo zespół przeciwny ma dobrą zagrywkę. Czyli to nie znaczy, że rozgrywająca gra mało pierwszym tempem, tylko to znaczy, że zespół nie przyjmuje, a rozgrywająca co może, to i tak stara się grać pierwszym tempem.
W dzisiejszych czasach używanie mają internetowi eksperci.
Głupot w sieci nie czytam, bo praktycznie nie czytam komentarzy. Nie jestem na żadnych forach, prawie nie czytam komentarzy po meczach. Mam odinstalowanego z telefonu Instagrama i Facebooka, zwłaszcza w okresie kadrowym, kiedy wokół nas jest tak duże napięcie. Czasem nasi statystycy mi podrzucają co ciekawsze perełki albo komentarze na X, żeby się pośmiać albo żeby mi podnieść ciśnienie... Na pewno niektóre komentarze odnośnie do personaliów zawsze potrafią człowieka rozbawić. Gdy ludzie nie widzą szerszego planu albo nie znają sytuacji w drużynie, stanu zdrowotnego zawodników. I wyprowadzają własne teorie na ten temat. Choć w jakiś sposób to, że nasze powołania są tak szeroko komentowane, to jest naturalne i to jest raczej powód do dumy, że siatkówka jest tak istotnym sportem w Polsce. Ostatnio rozmawiałem z Aaronem Russellem i on mówił, że dla Amerykanów to jest niesamowite, że my Polacy zawsze gramy o zwycięstwo i na maksa, że Nikola Grbić zawsze gra, żeby wszystko wygrywać. Oczywiście każdy chce wygrać, ale w USA liczą się tylko igrzyska, a w Polsce liczy się wszystko.
Jednym z efektowniejszych elementów w siatkówce jest as serwisowy. Jak to jest: liczy się prędkość zagrywki, czy wcelowanie we właściwe miejsce po drugiej stronie siatki?
Po mistrzostwach świata spędziłem dłuższy czas, analizując prędkość serwisu wszystkich najlepiej zagrywających zespołów. I u sześciu najlepiej serwujących drużyn przy zagrywce z wyskoku jest zaskakująca liniowa zależność między prędkością a jakością zagrywki. Czyli, im mocniej zagrywasz, tym zazwyczaj zagrywasz lepiej. Ale gdy wejdzie się już w każdy zespół z osobna, to wygląda to zupełnie inaczej. Mogę podać przykład Włocha Simone Giannellego, który jest jednym z najlepiej zagrywających zawodników swojej drużyny. Na mistrzostwach świata wykonał 19 zagrywek z prędkością między 100 a 105 na godzinę i zepsuł jedną. A potrafił zagrywać z taką prędkością w linię. Amerykanie byli najlepsi pod względem pracy w polu serwisowym, Włosi drudzy, a my wypadliśmy niestety nie tak dobrze, jak byśmy chcieli. Wyciągnęliśmy z tego wnioski i będziemy z pewnością wprowadzać korekty w przyszłym sezonie. W jednym zdaniu można to podsumować tak, że musimy zagrywać lepiej niż zagrywaliśmy w ubiegłym roku.

Sposób pracy sztabów, analityków, statystyków na pewno musiał się zmienić kolosalnie w ostatnich kilkudziesięciu latach.
Nie opowiem o dawnych czasach, bo jestem za młody, ale znam relacje. Miałem przyjemność pracować z trenerem Ryszardem Litwinem w Solnej Wieliczka. Opowiadał, że gdy wygrywali medale mistrzostw Polski z Wisłą Kraków w żeńskiej siatkówce, to nagrywał opis meczu na kasetę magnetofonową i później sobie to odtwarzał, robił z tego notatki i przeprowadzał pierwsze analizy. Sam, ucząc się podstaw statystyki około 10 lat temu, zaczynałem jeszcze od prostych arkuszy w Excelu z porobionymi odniesieniami, które same liczyły pewne rzeczy, a wszystko wpisywało się ręcznie. Potem weszły specjalistyczne programy Data Volley i ostatnio Volley Station, czyli świetny polski produkt.
Jakie znaczenie ma lub może mieć sztuczna inteligencja w waszej pracy?
Już są programy, które są w stanie już w bardzo podstawowy sposób opisać mecz na podstawie samego wideo. Ale jest tam jeszcze za dużo błędów i oczywiście nie nadaje się to do analizy na żywo. Natomiast wiem, że jest wielu statystyków używających skryptów współpracujących z AI do przygotowywania pewnych analiz. Czyli doszliśmy od kartki długopisu i magnetofonu do sztucznej inteligencji. Volley Station pozwala zbudować bardzo rozbudowane arkusze do analizy.
I przykładowo mogę sobie wydobyć ogromną liczbę analiz gry rozgrywającego, ale później ja już sam w tym gąszczu liczb, wiedząc w czym się poruszam i co naprawdę jest potrzebne, znajduję sobie najistotniejsze wskaźniki. Można stworzyć dużo szumu informacyjnego, ale kluczem jest wyciągnąć z tego najważniejsze informacje, które mogą nam ułatwić zagranie jednej-dwóch piłek w najważniejszym momencie meczu. Dla zawodników należy wyciągnąć tego esencję, przedstawić to tak, żeby zrozumieli, w jaki sposób myśli lub prowadzi grę rozgrywający, na czym się opiera, budując grę swojego zespołu. Siatkarzom nie będziemy nigdy dawać takiej ilości danych, jakie my posiadamy. AI może nam przyspieszyć pewne procesy, ale zobaczymy, w jaką stronę to pójdzie za 10 lat. Sztuczna inteligencja może na przykład przejąć rolę opisującego mecz statystyka, który wklepuje obserwacje, i sama je wprowadzać. I pozostaną wtedy tylko analitycy, a znikną statystycy.
Czy można powiedzieć że najważniejszym elementem analizy przedmeczowej jest rozgryzienie rozgrywającego drużyny przeciwnej?
Nie, chociaż o tym się najchętniej mówi, bo to jest najciekawsze. Zdecydowanie najważniejsze zawsze są kierunki ataku i zagrywki. Bo rozgrywający są na tyle dobrzy, że mogą zawsze zmienić swój sposób gry w zależności od tego, kto jest po drugiej stronie na bloku. W związku z czym spodziewamy się, że pomimo iż teoretycznie wygląda to tak, to w praktyce może wyglądać inaczej. I kluczowe jest, jak my reagujemy na meczu, jak umiemy się dostosować. Natomiast szczególnie kierunek ataku to rzecz naprawdę trudna do zmiany, bo nie powiesz zawodnikowi, żeby nagle atakował w inny sposób niż w ten, którym atakuje przez cały sezon. Po prostu zacznie popełniać błędy, bo się nie czuje w tym pewnie. Naprawdę dobrze przygotowane kierunki ataku i dobrze przygotowany system blok-obrona to jest podstawa. Kierunki zagrywki też oczywiście mogą się zmieniać w zależności od tego, gdzie jest ewentualny cel, ale widzi się, czy dany zawodnik umie zagrywać w cel, czy zagrywa w swoją strefę.
Czyli nieczęsto się zdarza, że analiza przygotowana pod konkretnego gracza zupełnie się nie sprawdza?
Czasem się tak może zdarzyć, najczęściej w kontekście gry rozgrywającego. Pamiętam jak w ZAKSIE graliśmy ze Skrą, to był sezon, w którym pierwszy rok wygrywaliśmy Ligę Mistrzów. Przez cały sezon zagraliśmy z nimi wiele spotkań, a przegraliśmy bodaj jedno. I rozgrywający Skry Grzegorz Łomacz z meczu na mecz zmieniał swój sposób gry. A z drugiej strony mamy rozgrywającego reprezentacji Czech, który miał bardzo jasny schemat grania przez całe mistrzostwa świata. I my bardzo dobrze zrealizowaliśmy taktykę przeciwko niemu w pierwszym secie meczu o trzecie miejsce. Wygraliśmy tego seta bardzo wysoko, w związku z czym oczywiście od drugiego seta zaczął coś zmieniać, bo widział jak stoimy w bloku. To jest ciągła adaptacja. I ważne, żeby nie być krok za kimś, tylko spróbować wyprzedzić to, co on wymyśli. W dzisiejszych czasach mecz wygrywa się będąc dokładnym oraz odrzucaniem od siatki na przyjęciu. Jeżeli będziemy dokładni i w systemie blok obrona, i w kontrataku, i w momencie, w którym odrzucimy przeciwnika od siatki przy naszej jakości zagrywki, a do tego sami utrzymamy pierwszą akcję na rozsądnym poziomie, to już powinno być dobrze. A jeżeli do tego ograniczymy atak przeciwnika po dobrym przyjęciu na poziomie około 50 procent, to będzie fantastycznie.
Gdy się rozmawia przed meczami z trenerami, czy z zawodnikami, to często słyszymy, że zespoły się świetnie znają, grały tyle razy ze sobą i niczym się nie mogą zaskoczyć.
Myślę, że gdybyśmy w tej chwili spytali Kubę Kochanowskiego o kierunki ataku przeciwników z, powiedzmy, topowych ośmiu drużyn PlusLigi, to wymieniłby mniej lub bardziej dokładnie, ale byłby w stanie opowiedzieć o wszystkich. Oczywiście taktyka rozgrywającego po dobrym przyjęciu, to zawsze jest coś, co może się zmienić. Natomiast koniec końców kluczowe jest, żeby wszystkie proste elementy wykonać najlepiej, jak się da, po to, żeby mieć miejsce na ewentualne błędy i ryzyko w tych trudniejszych elementach. Szukamy każdej możliwej przewagi, który da ci ten jeden albo dwa punkty więcej.
W kadrze było na mundialu dwóch asystentów trenera i dwóch statystyków. Jak wyglądał wasz podział zadań?
Warto zaznaczyć, że zarówno asystenci jak i statystycy również w klubach pracują jako asystenci trenerów. Funkcja w reprezentacji jest określana jako „trener współpracujący – statystyk”. Do statystyków należy najbardziej żmudna część, czyli opisywanie, czy jak mówimy kodowanie meczów albo opis spotkań, które dostają od innych statystyków. W związku z czym na nich spoczywa mniej analiz, dużo więcej analiz leży po stronie nas asystentów, ponieważ my jesteśmy stricte odpowiedzialni za siatkówkę, a oni są odpowiedzialni też za tę brudną komputerową robotę. Natomiast mamy swój schemat podziału przygotowania taktyki. Oczywiście trener Grbić sprawuje nad wszystkim pieczę i ogląda też mecze po swojemu. I potem razem sklejamy to wszystko w całość. Zwłaszcza Liga Narodów jest bardzo wymagająca, bo jeśli grasz trzy mecze z rzędu, to śpisz po trzy, cztery godziny. A my w reprezentacji Polski i tak nie mamy najliczniejszego sztabu. Japończycy i Włosi jeżdżą z jeszcze większym. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoją część tego ciasta, a Nikola to wszystko bierze i pilnuje, by wypiek się udał, używając kulinarnego porównania.
Trener główny ogłasza decyzje kadrowe, a w jakim stopniu sztab bierze udział w selekcji?
Selekcjoner zawsze pyta nas o zdanie, rozmawiamy na ten temat, ale ostateczny wybór należy do niego. Przed jego dokonaniem zazwyczaj przez tydzień widać, że chodzi cały czas zachmurzony i że jego umysł to wszystko trawi, zastanawia się i analizuje, bo naprawdę chce podjąć najlepszą możliwą decyzję dla zespołu. To on jest szefem.
Jak mocno się analizuje rozegrane już mecze, zwłaszcza te przegrane?
Na przykład półfinał ostatnich mistrzostw świata obejrzałem akcja po akcji i robiłem to z takim zaangażowaniem, że słyszeli mnie na pewno sąsiedzi. Natomiast jeśli chodzi o igrzyska, to prosto z Paryża pojechałem do Belgii i gdy w sobotę graliśmy finał, to ja w poniedziałek już prowadziłem tam trening, brakowało czasu i szczerze mówiąc dalej nie obejrzałem całych meczów z turnieju olimpijskiego. Ale spędziłem mnóstwo czasu na analizowaniu wykonania poszczególnych elementów, ponieważ ten turniej jako całość to była najlepsza jakościowo siatkówka, jaką w życiu widziałem. Chciałbym spokojnie obejrzeć finał, bo wszyscy uważają, że Francja była nie do ogrania, a ja się z tym nie zgadzam. Oczywiście byliśmy niesamowicie pokiereszowani fizycznie, a także mentalnie wyczerpani, ale w kilku ważnych momentach dwóch setów prowadziliśmy. Oczywiście Francja zagrała świetnie, mieli takie „flow”, że było ich niesamowicie ciężko zatrzymać, ale uważam, że gdybyśmy złapali jednego seta, to wszystko mogłoby się jeszcze odwrócić.



