Artykuły

Droga Aleksandry Szczygłowskiej od Elbląga do kadry. „Byłaby świetną piłkarką”

Na rozegraniu prezentowała się tak, że jej starsza koleżanka, występująca na tej pozycji, była „wysyłana na emeryturę”. Później Aleksandra Szczygłowska grała na przyjęciu, a po kolejnej zmianie pozycji prezentuje taki poziom, że jej były trener mówi nam wprost: – To dziś najlepsza libero w Polsce. W ten weekend Szczygłowska wraca do rodzinnego Elbląga, by po raz drugi sięgnąć w nim po TAURON Puchar Polski. Osoby z tego miasta, które w przeszłości ją prowadziły, opowiadają nam o dziewczynie, która zdobywała medale w skoku w dal i wzwyż. Mało tego – okazuje się, że Ola w dzieciństwie uprawiała sporty, które niebawem będziemy oglądać podczas zimowych igrzysk. 

Aleksandra Pietrulewicz była niedawno na obozie z dzieciakami od drugiej do ósmej klasy podstawówki. – Szczerze? Tylko jedna trzecioklasistka była ewidentnie uzdolniona ruchowo, sportowo. Z pozostałymi dziećmi było sporo gorzej. Coraz mniej jest w dzisiejszym młodym pokoleniu takich jednostek, jak chociażby Ola – mówi w rozmowie z Siatkarskimi Ligami. 

Ola, czyli Aleksandra Szczygłowska – obecnie pierwsza libero najlepszej ligowej drużyny, KS DevelopResu Rzeszów, oraz reprezentacji Polski. Zawodniczka, która kiedyś, jako mała dziewczynka, nieprzekonana jeszcze do siatkówki, trafiła w Elblągu pod skrzydła Pietrulewicz. 

Rodzice uprawiali inne dyscypliny. Ale Aleksandra Szczygłowska została siatkarką 
Pietrulewicz pracowała w elbląskim MKS Truso, akurat budowała nową grupę. Rocznik 1998. Z jednej klasy przyszło do niej kilkanaście dziewczyn, a z równoległej – dwie: Ola i jej koleżanka. – Od razu zobaczyłam, że ma niezwykły talent ruchowy. Bezproblemowe dziecko, bardzo chętne do pracy. Kiedy chodziła do trzeciej i czwartej klasy, regularnie jeździła na różne zawody sportowe. Miałam wrażenie, że gdzie się nie udawała, to wygrywała, a przynajmniej stawała na podium – opowiada nam Pietrulewicz. 

Aleksandra Szczygłowska wcale nie musiała zostać siatkarką. Jej mama i ciocia grały w piłkę ręczną, a tata – w nożną. – Z meczami taty kojarzy mi się zapach skoszonej trawy na boisku i powroty autokarem. Pamiętam, że byłam jedyną córką w autokarze pełnym piłkarzy. Byłam wtedy małą dziewczynką, a tata niedługo później zakończył karierę. Najpierw miał problemy z obojczykiem, a później z kolanami. Przeszedł nawet rekonstrukcję więzadeł i później trudno było mu już wrócić do rywalizacji. Później pomagał w sportowych początkach mnie i mojemu bratu – opowiadała w 2024 roku Edycie Kowalczyk z Przeglądu Sportowego Onet. 



Jej młodszy brat poszedł w ślady ojca, też trenuje piłkę nożną. Ją próbowano namawiać na szczypiorniaka, ale bezskutecznie. – Tata? Pamiętam go jakby grał o najwyższe cele. Przerwał karierę głównie ze względu na kontuzję i moje narodziny. To było bardziej amatorskie granie. Sama grałam chwilę w piłkę ręczną. Jeździłam też na nartach, co bardzo mi się podobało. Pamiętam, że za dzieciaka z dziadkami i rodzinką spotykaliśmy się na stoku. Było też łyżwiarstwo figurowe, a nawet short-track. Przewinęło się trochę tych różnych dyscyplin. No i lekkoatletyka. Zwłaszcza w skoku w dal i wzwyż praktycznie zawsze zdobywałam medale – mówi nam Szczygłowska. Ostatecznie jednak wygrała siatkówka. 



Jej pierwszymi idolami byli mężczyźni. – Michał Kubiak, Michał Winiarski. No i libero z Brazylii, Sergio. Nad jego grą się rozpływałam! Później zaczęłam inspirować się siatkarkami: Francescą Piccinini, Olą Jagieło, Serbką Stefaną Veljković i włoską libero, Monicą de Gennaro. One robiły na mnie największe wrażenie – wymienia. 

Była świetną rozgrywającą. „Martyna może już iść na emeryturę”
Ciekawie wyglądała kwestia pozycji Szczygłowskiej, bo przez pewien czas znakomicie radziła sobie jako... rozgrywająca. – Miała do tego smykałkę. Prowadziłem wtedy też grupę juniorek i czasami zapraszałam na ich zajęcia młodsze, wyróżniające się dziewczyny. Pamiętam, jak na takim treningu pojawiła się Ola. Weszła na rozegranie i prezentowała się tak, że jedna z juniorek, która siedziała obok mnie na ławce, w pewnym momencie powiedziała: „Proszę pani, Martyna może już iść na emeryturę”. Martyna była pierwszą rozgrywającą juniorskiej drużyny – opowiada ze śmiechem Pietrulewicz, która w pewnym momencie przekazała zespół z Olą w składzie młodszemu koledze, Wojciechowi Samulewskiemu. 

To człowiek, który prowadził Szczygłowską od młodziczki po juniorkę, przez pięć lat. Najpierw w Truso, a później w klubie KS Orzeł Elbląg, w II lidze, gdzie został asystentem Andrzeja Jewniewicza. – Ola mogłaby być świetną rozgrywającą, ale dla potrzeb drużyny młodzieżowej i seniorskiej występowała jako przyjmująca. To była dziewczyna, która każde ćwiczenie łapała w mig. Była też samoukiem. Szczerze? Nie pamiętam jej słabego meczu ligowego. W pewnym momencie dotarło do nas, że chyba będzie szukała klubu seniorskiego na poziomie przynajmniej I ligi. Pamiętam nasz półfinał mistrzostw Polski juniorek, który odbywał się w Bydgoszczy. Na trybunach siedział Włoch Nicola Vettori, który od 2016 roku prowadził Budowlanych Toruń. Chyba wtedy rozpoczęły się rozmowy o jej transferze – opisuje Samulewski w rozmowie z Siatkarskimi Ligami. 

Ludzie z klubu pamiętają turniej w Słupsku, na którym Szczygłowska spisała się rewelacyjnie jako wystawiająca piłki. Orzeł grał czasami na dwie rozgrywające, bo na tej pozycji występowała również Weronika Wołodko, inny spory talent. W pewnym momencie Ola wróciła jednak na przyjęcie. Podobno to Samulewski zaczął sugerować, że warto ją ustawiać jako libero. 

O sytuacji, która mogła mieć wpływ na wyjazd Oli z Elbląga, opowiada nam Jewniewicz, pierwszy trener Orła. – Pamiętam turniej o wejście do I ligi. Zajęliśmy trzecie miejsce, dwie pierwsze ekipy awansowały. Jedna wycofała się jednak i wtedy zaproponowano nam występy na zapleczu elity. Władze Orła nie zgodziły się. Poszło o finanse. Niedługo później dwie wyróżniające się dziewczyny i rówieśniczki, Ola oraz Wołodko, odeszły z Orła. Jedna do Budowlanych, a druga do Wrocławia - wspomina. 



Szczygłowska: - Bardzo chciałam spróbować swoich sił w profesjonalnej siatkówce. W porę dostałam telefon z propozycją wypłynięcia i zagrania pierwszego sezonu w najwyższej lidze. 

A o pozycjach na boisku mówi nam tak: – Przez pewien czas granie na libero ani trochę mnie nie satysfakcjonowało. Jednak z czasem doceniłam, jak odpowiedzialna jest to pozycja. Zrozumiałam, że mogę czerpać radość z dobrego przyjęcia, obrony, sytuacyjnych wystaw i ataków koleżanek. 

Wróciła do elity i była rezerwową. „Chwila zwątpienia”
Jej droga do występowania w najlepszym obecnie polskim klubie wcale nie była usłana różami. W sezonie 2017/2018 w Budowlanych zadebiutowała w najwyższej lidze. Grała na libero, ale była zawodniczką numer dwa na tej pozycji. - Początki nie były proste, ale w klubie trafiłam na Agatę Nowak. Mimo że grałyśmy na tej samej pozycji, dostałam od niej dużo wsparcia. Naprawdę wiele mnie nauczyła – wspomina. 



– Za każdym razem, kiedy widziała, że się frustruję, oferowała radę. Dzięki współpracy z nią nauczyłam się współpracować z innymi zawodniczkami na mojej pozycji, które są drugie, na przykład w DevelopResie Rzeszów – tak opisywała relację z Nowak w rozmowie z Sarą Kalisz dla TVP Sport. 

Jej zespół w tamtym sezonie nie zdołał utrzymać się w lidze. Do miejsca barażowego zabrakło punktu. Do bezpiecznej lokaty – tylko dwóch oczek. Po tytuł sięgnął Chemik i to właśnie spotkanie z drużyną z Polic z tamtych rozgrywek Ola wspomina jako mecz, który dał jej wówczas najwięcej. 

Później były dwa sezony na zapleczu elity, w UNI Opole. A kiedy wróciła do najwyższej ligi i została zawodniczką BKS-u Stal Bielsko Biała, znów była libero numer dwa. - Czas w Bielsku nauczył mnie cierpliwości. Dużo wyciągnęłam od trenera Bartka Piekarczyka. Nie było mi wtedy łatwo. Miałam chwilę zwątpienia, różnych refleksji, ale koniec końców doprowadziło mnie to do Rzeszowa, więc cieszę się, że grałam w Bielsku – mówi nam dzisiaj. 

Po transferze do DevelopResu, czyli w 2021 roku, zrozumiała, że musi popracować nad sferą mentalną. – Jest dużo sportowców, którzy mają zachowany balans w głowie. Uczących się, jak kontrolować emocje, pracując ciągle nad tym i szukając najlepszych sposobów. Po Bielsku również ja zaczęłam o to dbać. Nadal to robię, ale już częściej sama (wcześniej Szczygłowska korzystała z pomocy psychologa – przyp. red.). Staram się wyciągać wnioski i być jak najlepszym wsparciem na boisku, zwłaszcza gdy sama nie gram najlepszych zawodów – tłumaczy. 

We wspominanej już rozmowie z TVP Sport została spytana, którzy sportowcy zainspirowali ją w tej kwestii. – Podoba mi się podejście Kyrie Irvinga, koszykarza NBA. Obserwuję też kilku innych sportowców ze świata koszykarskiego i lekkoatletyki. Chodzi o zachowywanie balansu w życiu. Mega mi się to spodobało. Dzięki temu zupełnie inaczej patrzy się na rozwój i pracę. To uczy odpoczynku, co nie zawsze było dla mnie łatwe - odpowiedziała. 

W kadrze Stefano Lavarini, w klubie – długo był Stephane Antiga 
W klubie z Rzeszowie rozegrała cztery pełne sezony, właśnie trwa jej piąty. Pierwsze trzy kończyła za każdem razem jako wicemistrzyni Polski. Niby drugie miejsce, wysokie, ale gdy masz większe aspiracje, a ciągle czegoś brakuje, można się trochę frustrować. 



– Gdy w 2024 roku zdobyłam trzeci srebrny medal, długo zastanawiałam się, co z nim zrobić i jak ja w ogóle powinnam na niego patrzeć. Uznałam jednak, że koniec końców to jest medal. Oznacza zwieńczenie pracy i pokazuje, kto był lepszy. W poprzednim sezonie w Rzeszowie powstała drużyna zbudowana, by zdobyć mistrzostwo Polski i to zrobiliśmy. Po ostatniej piłce finału poczułam jednocześnie ulgę i niesamowite szczęście. Wiem, ile ludzie w Rzeszowie na to czekali – opisuje Szczygłowska. 

DevelopRes został założony w 2012 roku. Od 2017 roku przez osiem lat siedem razy stawał na podium ligi, ale nigdy jej nie wygrywał. Pięć razy (i to z rzędu!) był drugi, dwa razy trzeci. Dlatego wielka euforia po upragnionym złocie nie mogła dziwić. 

W reprezentacji Polski Szczygłowska zadebiutowała w 2022 roku, ale przez długi czas była na libero „dwójką”. Sytuacja zmieniła się, gdy problemy ze zdrowiem zaczęła mieć Maria Stenzel, która musiała przejść zabieg usunięcia wyrostka robaczkowego. W 2024 roku Polki powtórzyły sukces sprzed 12 miesięcy, sięgając po brąz Ligi Narodów, ale tym razem uczyniły to ze Szczygłowską w pierwszej szóstce. Ola najczęściej zbierała bardzo dobre recenzje. 



– Stres to część sportu, presja również, ale chyba wszystko to przyćmiła radość, bo spełniałam marzenia. Doceniałam każdą chwilę, a jednocześnie nabierałam doświadczenia. Potraktowałam tę sytuację zadaniowo – mówi nam o zostaniu pierwszą libero kadry. W rozmowie z TVP Sport dodawała: – Na początku podchodziłam do tego z nastawieniem, że chcę korzystać z każdej szansy i każdego meczu, w którym selekcjoner będzie chciał, bym grała. Czerpałam z każdego treningu, bo wiedziałam, że w tym momencie będę "jedynką". Starałam się skupić na swojej grze i nie myśleć o tym, co wydarzy się w przyszłości, jednocześnie wierząc w swoje umiejętności. Pomogło mi to, że zaczęłam myśleć o sobie, jak o innej zawodniczce i uwierzyłam w to, że jestem w stanie udźwignąć nową rolę w kadrze.

Na horyzoncie była największa możliwa impreza, igrzyska olimpijskie w Paryżu. Polskie siatkarki jechały na nie jako ekipa, która ma spory potencjał i, choć nie są wśród głównych kandydatek do medali, to na pewno mogą namieszać. Wypadły średnio – to chyba najlepsze określenie. W grupie najpierw po trudnym spotkaniu pokonały 3:1 Japonki, następnie planowo uporały się z Kenią (3:0), by w trzecim meczu nie sprostać Brazylijkom (0:3). Powalczyły tylko w drugim, wyjątkowo długim secie. W ćwierćfinale trafiły na Amerykanki i znów nie ugrały nawet seta. 

Ola: – Igrzyska to był piękny czas, który teraz doceniam jeszcze bardziej. Pamiętam dzień, gdy leżałam chora i robiłam wszystko, żeby jak najszybciej wydobrzeć. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie wykorzystała takiej szansy. Wydawało mi się, że każdy mecz jest taki sam, jednak w Paryżu ewidentnie było czuć ten zapach igrzysk. To taka atmosfera, w której powietrze staje się troszkę cięższe, bardziej ci zależy, a jednocześnie niepotrzebnie często narzuca się presję. Ale to było piękne doświadczenie. Dla nas już udział w tej imprezie był czymś dużym. A ćwierćfinał? Amerykanki zasłużyły na wygraną. Były bardziej opanowane, przyjechały w niesamowitej formie. Nam ewidentnie zabrakło doświadczenia i panowania nad emocjami. Takie mecze jednak umacniają i sprawiają, że w przyszłości potrafisz skupiać się tylko na siatkówce. 

W reprezentacji jej trenerem od 2022 roku jest Stefano Lavarini. W DevelopResie przez długi czas szkoleniowcem był Stephane Antiga, który przed obecnym sezonem wrócił do pracy z mężczyznami i objął Bogdankę LUK Lublin. Dwóch świetnych fachowców, których pewne rzeczy łączą, a niektóre dzielą. 

– Obaj są profesjonalistami, którzy kochają siatkówkę i uwielbiają statystykę. Potrafią przekazać umiejętności i wiedzę, choć każdy robi to na swój sposób. Stefano dobrze wie, jak odnaleźć się wśród kobiet i jak do nich dotrzeć. Stephane raczej potrzebował czasu. To trener, przy którym trzeba być przez cały czas skupionym, skoncentrowanym. Antiga bardzo dużo widzi i dużo wymaga - analizuje Szczygłowska. 



A w rozmowie z Bartłomiejem Płonką z „Przeglądu Sportowego” ujęła to tak: – Selekcjoner też przykłada dużą wagę do taktyki, ale upraszcza wiele rzeczy. U trenera Antigi zawodniczka musiała wiedzieć dosłownie wszystko. 

Czy Szczygłowska znów zdobędzie puchar w rodzinnym mieście? 
Turniej finałowy o TAURON Puchar Polski siatkarek odbędzie się w Elblągu po raz drugi. Rok temu Szczygłowska po raz pierwszy grała o tę stawkę w rodzinnym mieście i udało jej się sięgnąć po trofeum. W finałowym spotkaniu jej KS DevelopRes pokonał 3:0 ŁKS Commercecon Łódź. Teraz do walki w Elblągu staną, obok ekipy z Rzeszowa: PGE Budowlani Łódź, a do tego BKS BOSTIK ZGO Bielsko-Biała i pierwszoligowiec, NETLAND MKS Kalisz. Za faworyta uchodzi zespół bohaterki tego tekstu. 

– Oczywiście, że będę na miejscu. Jestem dumna, że Elblążanka tak sobie radzi w siatkówce. Miałam szczęście, że Ola na wczesnym etapie trafiła do mnie. Ona miała taki talent, że gdyby pojawiła się na treningach u innej osoby, jej losy potoczyłyby się bardzo podobnie. Gdy patrzę na nią dzisiaj, najbardziej imponuje mi w obronie, podbijaniu piłek. Zresztą jej jakość w tym elemencie dobrze obrazowały statystyki w Lidze Narodów – mówi Pietrulewicz.

Jewniewicz: – Ola ma fantastyczną sprawność ogólną, rzadko spotykaną. Gdyby grała w piłkę nożną albo ręczną, na pewno też robiłaby to świetnie. A jeśli miałaby 10 cm wzrostu więcej, podejrzewam, że występowałaby w siatkówce na innej pozycji. Ale nie wyszło źle. Dziś jestem przekonany, że to najlepsza libero w Polsce. 

– Ona zawsze miała dobre ułożenie ciała i świetnie przesuwała się na nogach, ale to w elemencie obrony zrobiła olbrzymi postęp. Jest ciągle tak samo uśmiechniętą zawodniczką, bardzo rzetelnie podchodzącą do treningu. Będę rzecz jasna na turnieju finałowym, podobnie jak cały Klub Kibica Truso – dodaje Samulewski. 

Szczygłowska: – Cieszę się, że spotkam się z rodziną i znajomymi. I że oni będą mieli okazję zobaczyć trochę żeńskiej siatkówki, bo myślę, że za tym tęsknią. Nie mogę się już doczekać turnieju. Liczę na głośny doping, zwłaszcza mojej rodziny.



Autor jest dziennikarzem serwisu Weszlo.com.

Powrót do listy