„Idę w kierunku Giannellego i Nikołowa". Kim jest najmłodszy w historii reprezentant Polski?
Kiedyś farbował sobie włosy na czerwono, a w wolnym czasie grał w GTA. Dziś ma tę samą pasję, co Wilfredo Leon. Jakub Przybyłkowicz siatkówkę pokochał od początku, choć miał moment zwątpienia, który jego mama nazywa „dziecięcym obrażeniem". Zdobył już wicemistrzostwo świata z kadrą do lat 19, po turnieju, w którym odwracali przegrane mecze. Kilkanaście dni temu Kuba skończył 17 lat i jest najmłodszym w historii zawodnikiem powołanym do dorosłej reprezentacji Polski. - Można powiedzieć, że mniej więcej idę w kierunku Simone Giannellego i Simeona Nikołowa - mówi mi Przybyłkowicz. A Jacek Nawrocki, który szkolił różne pokolenia zawodników, uważa, że w pewnych aspektach Kuba może być nawet od nich lepszy. Poznajcie historię niebanalnego 17-latka z Tomaszowa Mazowieckiego.
Gdy rozmawialiśmy, obchodził 17. urodziny. Na koniec popołudniowego treningu Nikola Grbić, inni członkowie sztabu i wszyscy zebrani zawodnicy odśpiewali mu „Sto lat", a Kuba rozdał wszystkim cukierki. Gdy Jakub Przybyłkowicz przychodził na świat (7 maja 2009 roku), Bartosz Kurek, po wywalczeniu Pucharu Polski ze Skrą, zdobywał z klubem z Bełchatowa swoje pierwsze mistrzostwo PlusLigi. W obecnym sezonie kadrowym Kurka nie będzie w reprezentacji, a uwaga wielu osób skupia się na Przybyłkowiczu. Trudno się dziwić, bo chłopak, o którym wcześniej mało kto słyszał, został najmłodszym w historii siatkarzem, powołanym do dorosłej reprezentacji Polski.
Pytam Kubę, jak odpowiedziałby, gdyby trzy miesiące temu ktoś zapytał go, kiedy liczy na pierwsze powołanie do kadry. - Powiedziałbym, że fajnie byłoby, gdyby to wydarzyło się po ukończeniu SMS-u Spała i osiągnięciu pełnoletności. Czyli za jakieś półtora, dwa lata – stwierdza.
Grbić powołał go, gdy był jeszcze szesnastolatkiem. Oficjalną listę zawodników przedstawiono mediom 16 kwietnia, a Kuba dowiadywał się o tym wszystkim w specyficznych okolicznościach.
Nikola Grbić myślał, że pisze do Kuby, a pisał do jego mamy
Jako że w systemie był tylko kontakt telefoniczny do mamy Kuby, Grbić najpierw odezwał się do pani Anny Przybyłkowicz, choć myślał, że pisze do zawodnika. - To była krótka wiadomość. Trener był przekonany, że kontaktuje się z synem. Poprosił o rozmowę telefoniczną. Odpisałam, że jestem mamą Kuby i że zaraz przekażę mu tę informację. Szczerze? Nie dowierzałam, że to się dzieje naprawdę. Najpierw był szok, ale po chwili już głównie radość - mówi w rozmowie z Siatkarskimi Ligami mama zdolnego zawodnika.
Kuba w tamtym momencie był u fryzjera.
Mama napisała mi wiadomość. Kiedy fryzjer skończył mnie obcinać, zadzwoniłem do niej. Powiedziała, że podała trenerowi mój numer i on rzeczywiście skontaktował się ze mną. Zadzwonił, rozmawialiśmy po angielsku. Mówił, żebym teraz twardo stąpał po ziemi i żeby nie odbiła mi woda sodowa. Dodał, że to szansa, którą mogę wykorzystać. Była nutka stresu podczas tej rozmowy, ale dominowała ekscytacja.
Trener Grbić był wybitnym rozgrywającym. Lubię włączać sobie archiwalne mecze, np. gdy jadę na spotkanie ligowe albo z niego wracam, i czasami oglądałem jego występy. I teraz ten człowiek, obecnie selekcjoner reprezentacji Polski, zaprasza mnie na zgrupowanie. Poza tym to była moja pierwsza w życiu rozmowa po angielsku przez telefon. To już w ogóle – wspomina Przybyłkowicz.
Wychowywał się w rodzinie przesiąkniętej sportem, choć na wysokim w skali kraju poziomie uprawiał go tylko jego ojciec. W domu często był włączony telewizor i leciała jakaś transmisja, najczęściej siatkarska. Rodzice Kuby regularnie pojawiają się na jego meczach, ale zdarza im się również oglądać na żywo dorosłą reprezentację. Drużynę, w której – mocno na to liczą – zadebiutuje w tym roku ich syn.
- Tata rzucał dyskiem, był nawet wicemistrzem Polski w juniorach. Cała rodzina lubi aktywność fizyczną. W siatkówkę grała ciocia, teraz gra w nią moja młodsza siostra, która ma 15 lat. Mam nadzieję, że pójdzie w moim kierunku – mówi 17-letni rozgrywający. - Maja zaczęła przygodę z siatkówkę dużo później niż brat, bo w wieku 11 lat. Kuba był jej wzorem. Jest leworęczną atakującą, w ubiegłym roku z drużyną województwa łódzkiego zdobyła złoto na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Obecnie możemy się cieszyć z jej powołania do szerokiej kadry Polski dziewcząt U-17, która będzie się przygotowywać do sierpniowych mistrzostw świata w Chile. Jesteśmy dumni z osiągnięć naszych dzieci - dodaje pani Anna.
Myślał też o piłce nożnej. „Wrócił do domu dziecięco obrażony"
W przypadku Kuby wszystko zaczęło się bardzo wcześnie. Miał sześć lat, gdy jego kolega z przedszkola, Maciek Tomczyk (dziś zawodnik młodzieżowych drużyn Lechii Tomaszów Mazowiecki), rozpoczął treningi. Kuba chciał robić to samo i ojciec zapisał go na zajęcia. - Dokładnie to było tak, że mama zapisała mnie na treningi, po czym zaproponowała tacie Kuby, by on zrobił to samo ze swoim synem, bo odbijanie piłki to dużo fajniejsza rzecz niż siedzenie w domu - opowiada mi Tomczyk.
W kolejnych latach byli nierozłączni. Odbijali piłkę przez płot, grali razem w dwójkach, trójkach, czwórkach, szóstkach. Grają w Lechii do teraz. - Pamiętam pierwsze zawody w Gliwicach, w dwójkach. Wpadliśmy na pomysł, żeby przefarbować sobie włosy na czerwono. Kiedyś tak się robiło. Miałem wtedy 10 lat, a Kuba dziewięć, bo był w klasie o rok młodszy. Ciekawe jest to, że na początku jakoś bardzo się nie wyróżniał. Myślę, że wiele dała mu Spała. To był chłopak, który, oprócz grania w siatkówkę, uwielbiał jeździć na hulajnodze. Robił na niej triki. Lubiliśmy też usiąść przy komputerze. Często graliśmy w GTA albo Brawl Stars. To drugie to taka gierka, w której zabijasz przeciwników i dostajesz Power Cube'y, które budują twoją postać - wspomina Tomczyk.

Zanim Kuba zaczął budować swoją postać siatkarza, miał pewne wątpliwości. - Był taki okres, miałem może siedem lat, kiedy chciałem spróbować piłki nożnej. Ale ostatecznie zostałem przy siatkówce. Na początku to była bardziej zabawa: balonami czy gumowymi piłkami. Od kategorii dwójek wszystko zaczęło się zmieniać. A kiedy przeniosłem się do SMS-u Spała, zrozumiałem, że z tego może być coś poważnego. To miejsce, które dało mi szansę na rozwój. W Spale zacząłem wchodzić na wyższy poziom i to tutaj uświadomiłem sobie, jak uwielbiam granie w siatkówkę – opowiada Przybyłkowicz.
A pani Anna dodaje: - Dlaczego mój mąż wybrał Kubie siatkówkę? Duże znaczenie miał fakt, że w Tomaszowie Mazowieckim, z którego jesteśmy, są tradycje siatkarskie i szkolenie stoi na wysokim poziomie. Choć o mały włos, a syn miałby przygodę z inną dyscypliną. Pamiętam tamten moment: Kuba wrócił kiedyś ze szkoły, to było chyba w drugiej klasie, i dziecięco obrażony powiedział, że jako jedyny z chłopców z klasy gra w siatkówkę i on jednak, tak jak inni, chce być piłkarzem. Potraktowaliśmy tamto wyznanie bardzo poważnie, bo najważniejsze było dla nas, żeby uprawiał sport. Chcieliśmy zabrać go na próbę na trening piłki nożnej, ale syn po krótkim czasie stwierdził, że jednak siatkówka będzie dla niego zdecydowanie lepsza.
W Lechii Tomaszów Mazowiecki Przybyłkowicz zetknął się z osobami, które szkoliły również odkrycie poprzedniego sezonu kadrowego, czyli 20-letniego obecnie środkowego Jakuba Nowaka. Kubę trenowali m.in. Małgorzata Włosek i Bartłomiej Rebzda, a później znany m.in. z gry w Skrze Bełchatów Bartłomiej Neroj.
- Ja akurat pracowałam z nim krótko, bo skupiałam się na starszych chłopcach. Ale pamiętam, że rodzice go przyprowadzali, a Kuba, jeszcze wtedy mały Kuba, był niesamowicie ambitny i wielu rzeczy chciał się nauczyć od razu – opisuje Włosek.
Na wczesnym etapie w Tomaszowie nad rozwojem Kuby bardziej czuwał jako szkoleniowiec Cezary Świech. - Byłem jego pierwszym trenerem w klasie sportowej. Kształtowałem go przez trzy lata. On od pierwszych zajęć wiedział, że chce grać w siatkówkę, do tego lubił rywalizację i miał bystry, analityczny umysł. Myślę, że pewnym przełomem były dla Kuby mistrzostwa Polski w trójkach. 2021 rok, udało nam się przejść bardzo ciężkie eliminacje i dostać do strefy medalowej. Przed meczem o trzecie miejsce chłopcy mieli dość, byli wykończeni. W szatni lekko ich zmobilizowałem, była mała analiza taktyczna. Kuba wyszedł i zagrał świetnie. Był prawdziwym liderem. Zdobyliśmy brąz – opisuje szkoleniowiec.

Później, obok Rebzdy, obecnego reprezentanta Polski w Lechii prowadził też Michał Błoński. - On już wtedy był w SMS-ie, ale grał u mnie w juniorach i w kadetach, od finałów wojewódzkich. Imponowała mi jego dojrzałość: sportowa, ale też życiowa. Niezwykle szybko chłonął wiedzę i chciał się uczyć. Pamiętam mecz grupowy przeciwko Gwardii Wrocław w turnieju finałowym mistrzostw Polski. Mimo że jest rozgrywającym, zdobył grubo ponad 10 punktów. Brał na siebie ciężar w ataku, świetnie serwował, blokował i bronił - mówi Błoński w rozmowie z Siatkarskimi Ligami.
Pani Anna pamięta jeden moment, kiedy zrozumiała, że syn może sporo osiągnąć w siatkówce. - 2023 rok i Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży w Policach. Kuba z reprezentacją województwa łódzkiego zdobył złoto. Cała drużyna wypadła świetnie, a on, oprócz rozegrania, bardzo dobrze pokazał się też w obronie. Świetnie odnalazł się również w roli kapitana kadry wojewódzkiej. Zobaczyliśmy wtedy, jak bardzo Kuba lubi sportową rywalizację i pomyśleliśmy, że to będzie jego życiowy kierunek. Nasze spostrzeżenia potwierdziło powołanie go do szkoły w Spale, gdzie teraz się uczy i rozwija talent – opisuje.
Jakub Przybyłkowicz został już medalistą mistrzostw świata, po dramatycznym turnieju
Maja może wystąpić na mistrzostwach świata w Chile, a Kuba w ubiegłym roku, mimo że był młodszy o trzy lata od niektórych kolegów, wziął udział w mistrzostwach świata do lat 19, rozgrywanych w Uzbekistanie. Polacy spisali się świetnie, sięgając po srebrne medale. Pierwszym rozgrywającym był Maciej Drąg, wybrany zresztą najlepszym zawodnikiem turnieju na tej pozycji, ale Przybyłkowicz w niektórych spotkaniach pojawiał się na boisku. Turniej miał dramatyczny przebieg, dzięki czemu był dla niego ważnym i cennym doświadczeniem.
- Rozgrywaliśmy tam szalone mecze. Z Włochami przegrywaliśmy 2:9 w tie-breaku. Wszedłem na zmianę, razem z Maksem Łysoniem, i udało nam się wyciągnąć tie-breaka, również dzięki asom Kuby Szczurowskiego. Później przegraliśmy z Iranem i Hiszpanią. Z Egiptem i Tunezją musieliśmy wygrać i udało się. Pokonaliśmy jednych i drugich po 3:0. W 1/8 finału czekał bardzo mocny Pakistan. W tie-breaku przegrywaliśmy 12:14, broniliśmy meczboli, wyciągnęliśmy na 18:16. Z Koreą Południową podobna historia: znów piąty set, oni prowadzą 9:6, ale to my byliśmy górą. W półfinale wzięliśmy rewanż na Hiszpanii. Ten mecz był dla nas cięższy psychicznie niż fizycznie. A finał przeciwko Francuzom zaczęliśmy dobrze, jednak to oni okazali się od nas lepsi. Nie zdobyliśmy mistrzostwa świata, ale wywalczyliśmy srebro i odbieram dziś tamtą imprezę bardzo pozytywnie – opowiada Przybyłkowicz w rozmowie z Siatkarskimi Ligami.

Jego mama nigdy nie zapomni finału z Francją, oglądanego w Tomaszowie w wyjątkowo dużym gronie. - Nie mogliśmy polecieć na mistrzostwa, ale z godnością przygotowaliśmy się do oglądania finału. Przed naszym telewizorem zgromadziliśmy prawdziwy klub kibica. Było około 30 osób: rodzina, przyjaciele, sąsiedzi – wspomina.
A gdy dopytuję Kubę, co sprawiło, że tak młodzi ludzie potrafili w kilku meczach odwracać ich losy w końcówce, przekonuje:
Trener Jacek Nawrocki, który prowadził reprezentację U-19, często powtarzał: „Nieważne, co by się działo na boisku, trzeba do końca wierzyć i być w tym razem. Kluczowy jest spokój i wiara w wygraną". Natchnął nas tym trochę. Byliśmy na tamtym turnieju jak jedna wielka rodzina i również tym wyciągaliśmy te trudne mecze.
Nawrocki tłumaczy mi, że przede wszystkim dwa czynniki spowodowały, że jego młoda ekipa w takim stylu grała do końca. - To była grupa bardzo odpowiedzialnych zawodników. Na początku była duża rywalizacja: samo jej wygranie i pojechanie na mistrzostwa już pokazywało, że to musi być ktoś mocny psychicznie. Poza tym zwracaliśmy wiele razy tym chłopakom uwagę, że długi i ciężki trening obejmuje nie tylko przygotowanie fizyczne i taktyczne, ale też przygotowanie głowy. Dzięki temu narodził się zespół, który czuł się najmocniejszy właśnie wtedy, gdy było najtrudniej – przekonuje doświadczony szkoleniowiec.
Zdobył 25 punktów i miał 85 procent skuteczności w ataku
Przybyłkowicz w swojej przygodzie z siatkówką nie grał wyłącznie na rozegraniu. - W młodziku, rywalizując z trzy lata starszymi, trochę występowałem też na ataku. Od tamtego czasu jestem już jednak rozgrywającym – mówi. W wywiadach, których udzielił podczas dnia medialnego zorganizowanego w Spale, zaznaczał, że jego dwoma największymi wzorcami na tej pozycji są Włoch Simone Giannelli i genialny, 19-letni Bułgar Simeon Nikołow. - Jestem młodszy od Nikołowa i moja fizyczność, oprócz wzrostu, na razie nie dorasta do jego poziomu. Ale mogę powiedzieć, że mniej więcej idę w kierunku jednego i drugiego – mówi w rozmowie z Siatkarskimi Ligami.
- Łatwo jest porównywać go z tymi zawodnikami, właśnie przez warunki fizyczne, ale ja bym powiedział, że w kontekście przyszłości w pewnych aspektach Kubę można postawić jeszcze wyżej. Mam na myśli m. in. czucie swoich kolegów z drużyny. To jest niesamowite, jak on, będąc w tak młodym wieku, potrafi zbudować gościa, który jest w kryzysie albo wykreować lidera na dalszą część meczu - przekonuje Nawrocki.
Nikołow ma 208 cm wzrostu, co pozwala mu m.in. zaskakiwać przeciwników i zdobywać punkty atakiem. Pytam Kubę, który ma 204 cm, ile jemu udało się najwięcej punktów zdobyć w jednym spotkaniu.
Był taki mecz, w którym reprezentowałem Lechię Tomaszów Mazowiecki. Mistrzostwa Polski juniorów młodszych, spotkanie o piąte miejsce, przeciwko Pile. Przegraliśmy dwa pierwsze sety, w trzecim też było kiepsko, wynik 19:22. W tym momencie trener Bartłomiej Neroj zrobił zmianę i zacząłem grać na ataku. Udało nam się odwrócić losy tego spotkania, a ja zdobyłem 25 punktów i miałem 85% skuteczności w ataku. To chyba fajny wynik, jak na docelowo rozgrywającego – opisuje Przybyłkowicz.
Neroj miał na tamtym turnieju do dyspozycji wszechstronnych zawodników i wykorzystał to, żeby odwrócić losy meczu. - Kuba był u nas pierwszym rozgrywającym, drugim był mój syn, trzeci zawodnik wystawiający piłki grał u mnie na przyjęciu, a czwarty na libero, bo gracz na tej pozycji miał problemy z kostką. Spotkanie z Piłą rozpoczęliśmy z Kubą na rozegraniu, ale nam nie szło. Nie chciałem go zmieniać na pozycji, lecz pamiętałem, że dwa tygodnie wcześniej graliśmy ważny mecz, wynik również był niekorzystny i wtedy, gdy przesunąłem go na atak, gra trochę ruszyła. Dlatego w meczu z Piłą powtórzyłem ten manewr, tym bardziej, że mieliśmy problem z atakującymi. Kuba po zmianie pozycji prezentował się świetnie: kończył prawie wszystko, dodał jeszcze kilka bloków i skuteczną zagrywkę. Pokazał wszechstronność, inni zresztą też, bo miałem na boisku tak naprawdę czterech rozgrywających. W ten sposób osiągnęliśmy piąte miejsce w Polsce – wspomina Neroj, który zna Kubę również z kadry U-19, bo został dołączony do jej sztabu przed opisywanymi już mistrzostwami świata.
A co w grze 17-latka najbardziej imponuje Nawrockiemu, który prowadzi go również w SMS-ie PZPS Spała? - Gdy zapraszaliśmy Kubę do Spały, gołym okiem było widać duży potencjał fizyczny i motoryczny, natomiast ten chłopak też znakomicie czyta grę: zarówno w obronie, na bloku, jak i, jeśli chodzi o samą taktykę rozegrania. Ma niesamowitą intuicję. To też zawodnik, któremu zarówno treningi, jak i mecze, sprawiają niesamowitą radość. Posiada coś, co nazwałbym ciągiem do rywalizacji. Nakręca go i zarazem bawi sama walka, mecz, a nie tylko zwycięstwa. To podejście, które próbuję zaszczepiać w młodych zawodnikach. To nietuzinkowy facet, grający ładnie dla oka, a przy tym skutecznie. Już teraz może być przykładem dla innych - opisuje szkoleniowiec.
Przybyłkowicz: Mam w głowie święte słowa Nikoli Grbicia
Teraz w Spale Przybyłkowicz bierze już udział w treningach prowadzonych przez Nikolę Grbicia. - Trener na zajęciach daje nam wiele wskazówek. Mam też w głowie jego święte słowa, które nam przekazał. Powiedział, że każda piłka, którą odbijemy albo zaatakujemy, czy w ogóle którą dotkniemy, ma być najlepszym zagraniem w naszym życiu – mówi 17-letni rozgrywający reprezentacji Polski.

Pytam panią Annę, jak opisałaby osobowość syna. - Jako zawodnik zawsze walczy do końca, scala drużynę i motywuje do walki o każdą piłkę. Dba o relacje w grupie. Jako syn jest skromny, wrażliwy i wesoły, z dużym poczuciem humoru, ale jednocześnie pracowity, odpowiedzialny i dbający o każdy szczegół. Poza siatkówką uwielbia kontakt z przyrodą. Najwięcej radości sprawia mu wędkarstwo. To jego sposób na relaks, reset – wymienia Anna Przybyłkowicz.
Sam Kuba w rozmowie z Interią chwali się rekordowymi okazami, które udało mu się złapać. - To 78-centymetrowy szczupak, karp ważący 11,2 kg i 68-centymetrowy boleń – wymienia. Mówi, że złowione ryby z powrotem wrzuca do wody. - Praktycznie zawsze, gdy mam jakiś wolny weekend i jest ładna pogoda, a sam chcę się zrelaksować, biorę sprzęt i jadę nad wodę – dodaje. Ma więc tę samą pasję, co Wilfredo Leon i na pewno chciałby w siatkówce osiągnąć w przyszłości choćby zbliżony status.
Jeszcze rok, dwa lata temu można było usłyszeć głosy, że trochę brakuje polskich rozgrywających, grających i wyróżniających się w silnych klubach. Wydaje się jednak, że przyszłość naszej reprezentacji na tej pozycji wcale nie rysuje się źle. A wręcz przeciwnie.
Tomczyk: - Powołanie dla Kuby to ogromne zaskoczenie. Oczywiście pozytywne. Ono jest też takim kopniakiem i zastrzykiem olbrzymiej motywacji dla takich zawodników, jak ja.
Świech: - Byłem przekonany, że przyjdzie ten moment. Ale że tak szybko? Mam w sobie pewność, że Nikola Grbić podjął dobrą decyzję i w kolejnych latach będziemy wiele słyszeli o Kubie. Mam poczucie, że wniosłem jakiś wkład w jego rozwój, on zresztą czasami mi mówi: „Trenerze, od pana się wszystko zaczęło". Miło, że pamięta.
Błoński: - Trener Grbić sprawdza jak największą grupę osób i dobrze się stało, że daje szansę młodym zawodnikom. Taki chłopak jak Kuba Przybyłkowicz trafia się raz na x lat. To absolutnie nie jest powołanie na wyrost. Mówimy o człowieku, który w niedalekiej przyszłości powinien grać na bardzo wysokim poziomie.
Neroj: - Przybyłkowicz to chłopak niesamowicie sfokusowany na tym, co robi. Jego atutem są warunki fizyczne, jest też inteligentny na boisku. Do poprawy na pewno ma blok i czasami wystawę z wyskoku. Ale Kuba robi ciągłe postępy we wszystkich elementach. I jeszcze jedno: to jest chłopak, któremu raczej woda sodowa nie uderzy do głowy.
- Z tym blokiem to jest tak, że trener Grbić prawie każdemu graczowi zwraca uwagę, by nie machał rękami. To coś, co przychodzi z fizycznością i doświadczeniem. Kuba wie, że musi to poprawić i będzie nad tym pracował – mówi Nawrocki.

I dodaje, patrząc już szerzej na rozgrywających: - Wróciłem do pracy z młodzieżą trzy sezony temu. Gdy prowadziłem reprezentację U-19 do wicemistrzostwa świata, przekazywałem trenerowi Grbiciowi, ale też innym szkoleniowcom starszych kadr, że widzę czterech młodych ludzi na rozegraniu, którzy są według mnie znakomitym materiałem na klasowych graczy. To Kuba Przybyłkowicz, Maciek Drąg, Filip Falkowski i Piotr Pilarz. Oni sobie naprawdę świetnie radzą i sądzę, że polska siatkówka z każdego z nich będzie miała duży pożytek. Nie mamy powodów, by narzekać na potencjał młodych graczy na tej pozycji. Jest naprawdę dobrze.
Powrót do listy









