Jak Paweł Zatorski został biegaczem? Półmaraton pokonał w nieco ponad 1,5 godziny! [WYWIAD]
Spotkać siatkarza, który naprawdę lubi biegać, to rzadkość. Wyjątkiem jest Paweł Zatorski, który swoją biegową pasję rozpoczął wraz z rehabilitacją po operacji biodra. Libero Asseco Resovii na zakończenie sezonu biegowego 2026 ukończył półmaraton w czasie 1:35, a w rozmowie z Siatkarskimi Ligami opowiada o swoich trudnych początkach biegowych, czy jest gadżeciarzem biegowym oraz dlaczego nie zdecydował się na start w biegu ulicznym. I czy zostanie kiedyś maratończykiem?
Maciej Nowocień: Ostatnio pochwaliłeś się półmaratonem ukończonym w czasie 1:35. To dobry wynik, jak na amatora. Jak do tego doszedłeś?
Paweł Zatorski: W tamtym roku, podczas wakacji, kiedy jeszcze rehabilitowałem się po operacji, zacząłem biegać i szukać informacji, jak się do tego odpowiednio zabrać. Zobaczyłem, że jeśli robi się to z głową i spokojnie, bieganie naprawdę może sprawiać przyjemność. To dyscyplina, za którą siatkarze raczej nie przepadają. Jeżeli na treningu pojawia się trening biegowy, zwykle nie ma wielu chętnych, żeby z własnej woli później go kontynuować. Mnie jednak bieganie się spodobało. Dlatego w tym roku, kiedy zaczęły się wakacje bez reprezentacji, miałem już plan, żeby powolutku się przygotowywać. Moim celem było przebiegnięcie półmaratonu pod koniec lata. Tempo i wynik uzależniałem od tego, jak często i intensywnie uda mi się trenować w wakacje. Ostatecznie wyszło całkiem nieźle. Oczywiście nie porównuję się do osób, które mogą biegać regularnie przez cały rok i mają znacznie wyższy poziom. Z drugiej strony nie porównuję się też do tych, którzy dopiero zaczynają i nie mają takiej bazy sportowej jak ja jako profesjonalny sportowiec. Myślę, że w żadną stronę nie warto się porównywać. Najważniejsze jest to, żeby cieszyć się własnymi postępami i właśnie to staram się robić

Jesteś zadowolony ze swojego wyniku na koniec biegowej przygody w 2026 roku?
Tak naprawdę zrobiłem to bez żadnej presji. Postawiłem sobie po prostu konkretny cel. Chciałem biegać w tempie między 4 a 5 minut na kilometr. Nie wiedziałem jednak, na co mnie stać, bo nigdy wcześniej nie biegałem stricte na czas. Dopiero kiedy zmierzyłem się z tym wyzwaniem, zobaczyłem, jak duży jest to wysiłek i jak trudne jest takie zadanie. Tym bardziej podziwiam więc ludzi, którzy na co dzień mierzą się z tą dyscypliną i takimi konkurencjami. Naprawdę potrzeba do tego dużo samozaparcia. Teraz, kiedy sam tego doświadczyłem, jeszcze bardziej szanuję osoby, które z własnej woli wychodzą i biegają. Bardzo cieszy mnie też to, że coraz więcej aktywnych osób pojawia się w przestrzeni publicznej i w mediach społecznościowych. Sam często, biegając wcześnie rano, żeby uniknąć upałów albo znaleźć czas pomiędzy obowiązkami, również rodzicielskimi, spotykałem bardzo wielu biegaczy, rolkarzy, rowerzystów czy po prostu spacerujących ludzi. To naprawdę budujące, że w naszym społeczeństwie pojawia się takie zdrowe uzależnienie od aktywności fizycznej, zamiast tych uzależnień, o których niestety często się mówi i które są bolączką naszego narodu.
Jak wspomniałeś, bieganie nie jest popularne wśród siatkarzy. A stara gwardia do tej pory wspomina, że bieganie po górach było najgorszą częścią sezonu przygotowawczego.
Rejon, po którym na co dzień się przemieszczam, czyli Podkarpacie, jest dość mocno pagórkowaty, więc też znam ten ból. To naprawdę nie jest łatwy teren do biegania. Trasa, którą wybrałem na półmaraton, również miała sporo przewyższeń i niektóre podbiegi były naprawdę wymagające. Momentami wydawało mi się, że prawie mnie pokonają. Na szczęście dostałem też ogromne wsparcie od żony i przyjaciółki, które niespodziewanie pojawiły się na trasie. Pomogły mi wtedy wodą, dopingiem i swoją obecnością. To było bardzo budujące i dodało mi energii w trudnych momentach. Wspólnymi siłami udało się więc ten cel zrealizować, co dało mi ogromną satysfakcję.

Czyli to wsparcia na trasie faktycznie pomaga, nie jest tylko utartym sloganem?
Nie, to nie jest tylko slogan. Naprawdę mocno wierzyłem w siebie i myślałem, że mimo bardzo upalnego dnia dam radę przebiec całą trasę bez żadnego napoju, korzystając wyłącznie z żeli energetycznych. Dzisiaj wiem, że to było zbyt optymistyczne założenie. Bardzo szybko odbiłem się od ściany. Myślę, że gdyby nie wsparcie po drodze, w pewnym momencie musiałbym się zatrzymać i po prostu napić, bo nie byłbym w stanie dalej biec. Kilka bardzo stromych i intensywnych podbiegów zrobiło swoje, a dodatkowo od początku chciałem biec w dosyć szybkim tempie. To mocno podbiło moje tętno już na starcie. Praktycznie na początku trasy, na pierwszym podbiegu, zobaczyłem na zegarku 180 uderzeń serca na minutę…
…klasyka u biegaczy!
(śmiech) Wtedy zrozumiałem, że ten bieg będzie znacznie większym wyzwaniem, niż początkowo zakładałem. Tak, trochę mnie to wystraszyło i od razu stwierdziłem, że to zdecydowanie za szybko. Dlatego później musiałem trochę zwolnić i bardziej kontrolować swoje tempo. Jednocześnie bardzo mocno przekonałem się, jak duże znaczenie ma doping. Naprawdę widziałem ogromną zależność między tym, co działo się na trasie, a moim tempem. Kiedy tylko widziałem znajome osoby, słyszałem wsparcie i jakieś dobre słowa, od razu przyspieszałem automatycznie, wręcz podświadomie. Taki doping potrafi dać naprawdę dużego kopa i sprawić, że w trudnym momencie człowiek jest w stanie wykrzesać z siebie jeszcze trochę więcej.

I to wszystko po operacji artroskopii biodra, którą przeszedłeś pod koniec 2024 roku. Bieganie było elementem twojej rehabilitacji?
Rehabilitując się jeszcze w klinice, traktowałem bieganie przede wszystkim jako naturalny etap powrotu do sprawności. Najpierw było poruszanie się do przodu, później w innych kierunkach: na boki, góra, dół i tak dalej. Były to kolejne etapy, na które nakierowywał mnie trener. Natomiast sama zajawka na bieganie rodziła się w mojej głowie już od dłuższego czasu, podobnie jak zainteresowanie tenisem ziemnym. Nigdy wcześniej nie było jednak czasu, żeby to zrealizować. Grając w reprezentacji przez praktycznie 20 lat, łącznie z reprezentacjami młodzieżowymi, miałem bardzo mało wolnego w trakcie wakacji. Trudno było wtedy na poważnie zabrać się za jakąkolwiek inną dyscyplinę, bo zarówno w tenisie, jak i w bieganiu trzeba przez dłuższy czas zbudować odpowiednią bazę i przygotowanie. Nie da się tego zrobić z marszu. Moje pierwsze zderzenie z bieganiem było zresztą dość trudne. Jeszcze w czasie pandemii, po przejściu COVID-u i powrocie do sprawności po lockdownie, stwierdziłem, że pójdę sobie pobiegać. Przebiegłem wtedy siedem kilometrów, w czasie, który z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się bardzo wolny. Pamiętam, że po tym biegu prawie zemdlałem. Widziałem swoją duszę obok mojego ciała (śmiech). Wtedy kompletnie nie wiedziałem, z czym to się je. Ten brak wiedzy mógł skończyć się urazem, kontuzją albo innymi problemami zdrowotnymi. Dlatego naprawdę warto zabrać się za bieganie z odpowiednią wiedzą. Kiedy później zrozumiałem, że zdecydowana większość treningów powinna być, mówiąc bardzo kolokwialnie, po prostu lekka, wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Wtedy postęp przychodzi naturalnie, a z każdym kolejnym biegiem robi się coraz przyjemniej. Łatwiej też dostrzegać i doceniać wszystkie inne rzeczy, które dzieją się wokół nas. I chyba właśnie to najbardziej polubiłem w bieganiu.
Biegając słuchasz muzyki, podcastów czy po prostu napawasz się tym otoczeniem?
Zawsze biegam z muzyką. W zależności od tego, jaki akurat mam trening, dobieram też odpowiedni jej rodzaj. Przy sprintach, interwałach czy biegach progowych pojawiają się jakieś mocniejsze brzmienia, które dodatkowo mnie napędzają. Jeżeli natomiast jest to po prostu budowanie bazy i spokojny bieg na niskim tętnie, mam playlistę, która nazywa się „Wake Up Happy” (śmiech). Są tam różne pozytywne piosenki, które nie wzbudzają dodatkowych emocji ani stresu, nie powodują jakiegoś niepotrzebnego wzrostu ciśnienia. Jest po prostu kompletny luz, spokojny bieg i trzymanie niskiego tętna. Taki trening pozwala mi się naprawdę wyciszyć i czerpać przyjemność z samego biegania.
Masz, jak każdy biegacz, swój znienawidzony rodzaj treningu?
Ja właśnie dość późno zacząłem się szykować konkretnie pod ten swój bieg. Tak naprawdę połowę tegorocznych wakacji przebiegałem bez żadnego planu. Po prostu biegałem sobie w komfortowym tętnie. Oczywiście dzięki temu baza tlenowa rosła i się budowała, ale nie wiedziałem dokładnie, co powinienem zmienić, żeby zacząć biegać szybciej i przygotować się pod konkretny cel. Bardzo pomogła mi aplikacja jednej z popularnych firm produkujących zegarki sportowe. Jest tam trener AI, który po założeniu konkretnego celu i określeniu czasu, w jakim chce się go osiągnąć, rozpisuje wszystkie treningi. To bardzo mi pomogło, bo nagle wiedziałem dokładnie, co i kiedy powinienem robić. Najtrudniejszym z treningów było dla mnie bieganie progowe, czyli dłuższy wysiłek w strefie bliskiej beztlenowej. To jest naprawdę zderzenie ze ścianą. Interwały też są ciężkie, ale są szybkie i stosunkowo krótkie, więc ten wysiłek jest mi nawet dość bliski ze względu na siatkówkę. Na boisku często pracujemy właśnie interwałowo: mocny wysiłek, później chwila na obniżenie tętna i uspokojenie organizmu. Natomiast bieganie progowe jest zupełnie inne. Przez dłuższy czas trzeba utrzymywać bardzo wysoką intensywność i nie ma tego momentu, w którym można odpuścić i złapać oddech. Dla mnie właśnie to było największym wyzwaniem w przygotowaniach.

Zostałeś biegowym gadżeciarzem?
Jeśli chodzi o sprzęt siatkarski, to wspiera mnie firma Mizuno, więc skorzystałem na tym i dostałem też buty biegowe. W tym roku miałem więc okazję pobiegać w naprawdę wygodnym i odpowiednio dopasowanym do mnie obuwiu. Jeśli chodzi o resztę sprzętu, nie jestem wielkim gadżeciarzem. Spodenki i koszulka to w zasadzie wszystko, czego potrzeba. Mam też prosty zegarek, który dostałem od żony na prezent, do tego słuchawki, telefon i żele energetyczne. I właśnie to bardzo podoba mi się w bieganiu. Niezależnie od tego, w jakim zakątku świata jesteś, tak naprawdę nie potrzebujesz praktycznie niczego poza butami i jakimiś lekkimi ubraniami do biegania. To wystarczy, żeby zrobić dobry trening. Nie trzeba mieć całego arsenału sprzętu, żeby po prostu wyjść i pobiegać.
Nie chciałeś wystartować w zorganizowanych biegach ulicznych?
Myślałem o tym, ale zdecydowanie bardziej robiłem to dla siebie niż dla chwały, medali czy rywalizacji. Tej czystej adrenaliny mam w swoim życiu naprawdę pod dostatkiem. Przez wszystkie lata funkcjonowałem w ciągłym napięciu, pod presją, w pogoni za marzeniami i kolejnymi medalami. Dlatego bieganie traktowałem przede wszystkim jako challenge samego siebie i sprawdzenie własnej wytrwałości i konsekwencji w realizowaniu treningów. Byłem przekonany, że akurat z tym nie będę miał problemu, bo jako profesjonalny sportowiec jestem przyzwyczajony do pracy według harmonogramu. Tutaj również miałem rozpisane treningi przez aplikację i po prostu konsekwentnie realizowałem założony plan. Szczerze mówiąc, trochę obawiałem się też startu w prawdziwym, masowym biegu, szczególnie tuż przed przygotowaniami do sezonu siatkarskiego. Nie jestem przyzwyczajony do biegania w tłumie i bałem się, że w takim ścisku ktoś mnie potrąci, skręcę kostkę i będę wyłączony z treningów już na początku przygotowań. Dlatego wolałem zrobić to na własnych zasadach. Bez niepotrzebnego ryzyka, bez presji na wynik i przede wszystkim dla własnej satysfakcji.

W szatni była szyderka, że trenujesz bieganie?
Jeden z kolegów napisał mi już w wiadomości prywatnej coś na ten temat. Szczerze mówiąc, nawet nie zastanawiałem się nad tym, czy było to w formie szyderki, czy nie. Naprawdę się nad tym nie rozmyślam. Robię to przede wszystkim dla siebie. Jestem też na takim etapie życia, że coraz mniej przejmuję się tym, co powiedzą inni. Staram się żyć według własnych zasad, być po prostu szczęśliwym człowiekiem i robić to, na co mam ochotę, bo pierwszy raz od dawna mam taką możliwość. Teraz dopiero doświadczam tego, że mam jakiekolwiek inne życie poza siatkówką. I to jest dla mnie czymś zupełnie nowym. W te wakacje po raz pierwszy w życiu byłem nawet na koncercie. Dla wielu ludzi takie normalne, bardzo przyziemne chwile są czymś oczywistym, a dla mnie są nowością. Dlatego naprawdę mocno je doceniam.
Zostaniesz kiedyś maratończykiem?
Myślę, że tak. Wydaje mi się, że to może być naturalny i nieunikniony krok, chociaż nie wiem, czy nastąpi już za rok. Podoba mi się ta ścieżka i jeszcze raz chcę podkreślić, że bardzo podziwiam ludzi, którzy mimo wielu obowiązków, przeciwności losu, pogody czy innych okoliczności zakładają buty, czasami nawet w deszczu i bardzo trudnych warunkach i wychodzą biegać. Naprawdę potrzeba do tego ogromnego samozaparcia i samodyscypliny. Uważam, że to świetna droga do ciągłego stawiania sobie wyzwań i sprawdzania własnych możliwości. I jeszcze raz powiem, że bardzo cieszy mnie to, jak dużo osób widać dziś aktywnych, nie tylko uprawiających sport, ale po prostu spędzających czas w ruchu i korzystających z możliwości, jakie daje aktywne życie. To naprawdę bardzo budujące.

Pochwalisz się jeszcze na koniec swoimi życiówkami na pięć i dziesięć kilometrów?
Szczerze mówiąc, mój najlepszy czas zarówno na piątkę, jak i na dziesięć kilometrów wyszedł trochę paradoksalnie właśnie podczas tego ostatniego półmaratonu. Wyszło wtedy mniej więcej po 4 minuty i 20 sekund na kilometr. Wiem jednak, że na krótszym dystansie byłbym w stanie pobiec zdecydowanie szybciej. Nie wiem, może trochę się łudzę, ale wydaje mi się, że na piątkę mógłbym zejść w okolice czterech minut na kilometr i pobiec naprawdę szybko. Pokazały mi to między innymi treningi progowe i podprogowe, na których byłem w stanie utrzymywać wyższą intensywność. Nie sprawdzałem się jednak specjalnie. Tak jak mówiłem, dość późno zabrałem się za precyzyjnie dobrane treningi pod półmaraton. Wcześniej wolałem po prostu spokojnie biegać, budować bazę i nie robić na siłę treningów czy kolejnych wyzwań, kiedy nie byłem jeszcze do końca gotowy. Wolałem podejść do tego rozsądnie i dać sobie czas. Dzięki temu bieganie cały czas sprawiało mi przyjemność, a jednocześnie mogłem stopniowo przekonywać się, na co naprawdę mnie stać.
Teraz buty do biegania zamieniłeś już na buty do siatkówki…
Tak, już zaczęliśmy przygotowania do sezonu, więc teraz podchodzę do swojej pracy bardzo poważnie. Oczywiście uwielbiam tenis, bieganie i wszystkie aktywności, które miałem okazję wykonywać w trakcie wakacji, ale przygotowania do sezonu klubowego to już zupełnie inna historia. To nie jest zabawa. Tutaj w stu procentach trzeba podejść do tematu profesjonalnie i odpowiednio regenerować się pomiędzy treningami. Zajęcia są na tyle intensywne, że naprawdę nikt z nas nie myśli wtedy o dodatkowych atrakcjach czy aktywnościach. Cała uwaga skupia się na treningu, regeneracji i jak najlepszym przygotowaniu do sezonu.







![7 DNI - ODLICZAMY‼️ | Magazyn PlusLigi [WIDEO]](/dl/680393/inline/crop=359x28x2205x1257,scalecrop=496x330/74b549/Zrzut_ekranu_2025-10-13_o_20.05.43.png)
