Siatkarskieligi app
 

Artykuły

Katarzyna Zaroślińska-Król: miłość ważniejsza niż wszystko

To jedna z najlepszych atakujących w historii TAURON Ligi. Specjalnie dla nas opowiada o miłości do siatkówki, poznawaniu swego ciała, 240 kilogramach w siłowni i Darku, który od lat jest jej podporą. Poznajcie Katarzynę Zaroślińską-Król, która uwielbia siatkówkę od 12 roku życia i nadal umie się nią cieszyć, jak dziecko. 

Profil Katarzyny Zaroślińskiej-Król na tauronliga.pl



SIATKARSKIE LIGI: Masz najwięcej zdobytych punktów w historii TAURON Ligi (5530), rozpoczynasz też rekordowy 17 sezon w zawodowej lidze, a za 4 mecze będziesz siatkarką, która obejmie prowadzenie w klasyfikacji wszech czasów ligi pod względem liczby występów. Która z twoich cech pozwoliła na ustanowienie tych niesamowitych rekordów? Twój charakter, upór, konsekwencja, a może to miłość do siatkówki, czy jakieś złożenie tych czynników? 
KATARZYNA ZAROŚLIŃSKA-KRÓL (atakująca UNI Opole): Myślę, że złożenie tych czynników, ale chyba też to, że zawsze byłam uparta na siatkówkę i w ogóle uparta. Pamiętam jak dziś swoje początki – miałam chyba z 12-13 lat. Pojechałam na turniej nadziei olimpijskich do Cetniewa, moje pierwsze poważniejsze siatkarskie podrygi. W pamiętniku napisałam, że chcę być siatkarką i grać w reprezentacji Polski. 

Masz jeszcze ten pamiętnik? 
Kurczę, musiałabym go poszukać u mamy. Zresztą nieważne, ciekawe jest to, że już wtedy, w tak młodym wieku, miałam zdefiniowane to, jak będzie wyglądało moje życie. 

Jak to się stało, że trafiłaś do siatkówki? Miałaś sportową rodzinę? 
W ogóle nie. Pochodzę z Gorzowa Wielkopolskiego, w którym siatkówka żeńska praktycznie nie istniała. Chodziłam po prostu równolegle na treningi lekkoatletyczne i SKS-y w szkole. 

Lekkoatletyka? Co uprawiałaś? 
Biegałam długie dystanse, skakałam w dal, brałam udział w przeróżnych zawodach. We wszystkich, jakie były możliwe, ale najbardziej lubiłam biegać. Chyba z niezłym skutkiem, bo dostawałam się na zawody wojewódzkie. Trafiłam jednak na wuefistę, który powiedział: Kasia, ty musisz grać w siatkówkę! Masz doskonałą lewą rękę, jesteś wysoka i nie możesz chodzić tu i tu na treningi. Musisz wybrać siatkówkę, przekonywał. Ciągle mówił o tej lewej ręce, a ja go wówczas nie rozumiałam, dlaczego leworęczność miałaby dawać jakąś przewagę? Ale posłuchałam go i szybko się zakochałam w siatkówce. Zajęłam się nią tak na maksa. Poza treningami „łoiłam” w nią codziennie na trzepaku, gdzie się tylko dało. Ta miłość trwa do dziś.



Co było dalej?
Pojechałam na wspomniany turniej nadziei olimpijskich i dostałam się jako jedna z ośmiu dziewczyn do Sosnowca, do szkoły mistrzostwa sportowego. Pochodzę z dużej rodziny, w ogóle nie związanej ze sportem. Byłam jednak tak nakręcona, że przekonałam wszystkich, że muszę wyjechać.
 
Rodzice nie bali się o ciebie?
I to jak! Wyjechałam 500 kilometrów od domu, pamiętam że musiałam sama podróżować pociągami, poradzić sobie. Mama odwodziła mnie do Krzyża, bo tam miałam przesiadkę. Dosiadała się Kinga Kasprzak, była z nami Paulina Maj i inne dziewczyny. Jechałyśmy razem do SMS-u. Wciąż byłam małym dzieckiem i nie ukrywam, że pierwszy rok był ciągłym płaczem.

Płaczem?
Wtedy nie było jeszcze telefonów komórkowych, tylko budka telefoniczna na korytarzu w szkole, gdzie my i rodzice mogliśmy się kontaktować. Rodzice dzwonili pod ten stacjonarny numer, a gdy dzwonił telefon, to odbierał ktoś, kto akurat był najbliżej i wołał tą, do której dzwoniono. Codziennie płakałam mamie w słuchawkę, że strasznie tęsknię. Byłam blisko z rodziną, jest nas piątka rodzeństwa, wszyscy trzymaliśmy się razem. Rozłąka była dla mnie katorgą. Pamiętam mama mówiła: no to wróć dziecko do domu, przyjadę po ciebie jak trzeba. Ale wtedy brałam się w garść i odpowiadałam, że kocham siatkówkę, chcę w nią grać. I był koniec płaczu, aż do kolejnej rozmowy. 

Jak to przetrzymałaś?
Miałam jasny cel: chciałam grać. Pomógł silny charakter, na który w późniejszym czasie kilku trenerów narzekało. Może i faktycznie bywałam trudna. Jednak ostatnio jeden z trenerów powiedział: Kasia, ty masz mistrzowski charakter, niech sobie gadają, bo ty zawsze chcesz wygrywać, zawsze chcesz grać jak najlepiej.



Gdybyś ty miała być trenerką Kasi Zaroślińskiej-Król, to jakbyś określiła jej charakter?
Z biegiem czasu na pewno się zmieniłam. Mam większe doświadczenie życiowe i boiskowe. Ja z dawnych lat? Byłam w gorącej wodzie kąpana, bardzo niecierpliwa. Dawałam sobie tylko mały margines na błędy. Gdy nie wychodził mi trening – płakałam. Zawsze miałam do siebie najwięcej pretensji, że coś nie wyszło. Poza tym to co myślałam, to mówiłam na głos. Byłam bardzo emocjonalna i niektórym trenerom to nie pasowało. Dziś wiem, że czasem lepiej pomilczeć.  

Wkurzali się?
Myślę, że żaden trener nie może mi przez tyle lat odmówić tego, że się starałam, albo zarzucić, że robiłam coś na pół gwizdka. Byłam aż za ambitna, zawsze chciałam grać i wygrywać. OK, czasami mogłabym się ugryźć w język, ale też młodość ma swoje prawa. Byłam zawsze charakterna. Nie umiałam być cicho, także na boisku, bo wylewały się ze mnie emocje. Ostatnio jestem dużo bardziej wyciszona, ale nadal zapominam się w walce. Grałyśmy ostatnio sparing i dłużej popatrzyłam na rywalkę i coś się zadziało. A ja nawet tego nie kontroluję, nie robię tego celowo. Nie ma we mnie agresji, ale... Zapominam się na meczu, czasem dyskutuję z sędziami. Gdy na wspomnianym sparingu zrobiło się „nerwowo” to się rozbawiłam. Pomyślałam: „Kaśka tyle lat minęło, a ty dalej to samo” i zaczęłam się z siebie śmiać. To wszystko nie jest podszyte jakąś złością do przeciwnika, tylko ja się sama w ten sposób nakręcam.



Zakładam, że nie musisz już koniecznie grać w siatkówkę, ale nadal grasz i widać, że cię to bawi i cieszy. Jak to jest możliwe, by przez tyle lat utrzymać w sobie pasję z dzieciństwa? 
O Jezus, ona jest do dzisiaj ogromna! Ostatnio na porannym treningu siłowym tańczyłam sobie, dopingowałam koleżanki, że mogą więcej. Bo jeśli nie wiesz, jestem tą, która robi jeszcze rekordy na siłowni.

Rekordy?
Jestem jedną z najsilniejszych w drużynie. Na przykład na hip thruście (wypychanie bioder ze sztangą – przyp. red.) robię 230 czy 240 kilogramów.

Ile?!
Sporo, prawda? Ostatnio po nas w siłowni testy mieli piłkarze ręczni i jeden aż złapał się za głowę. Mówi, że nawet mężczyźni takich ciężarów nie podnoszą... A to jest moja koronna konkurencja, w której nadal staram się – mimo wieku – bić własne rekordy.

Do takiej „zabawy” potrzeba mnóstwa energii. 
Ostatnio jedna koleżanka z drużyny spytała: Kasia, co ty bierzesz, powiedz mi? Bo od rana cały czas jesteś taka w humorze. Codziennie przychodzisz i jesteś happy. Odpowiedziałam: po prostu robię to, co kocham. Przychodzę, rano dostaję plan treningowy na siłownię, gdzie mogę popracować nad swoim ciałem. Po południu gram w siatkówkę, którą kocham. Dlaczego mam być smutna? Doceniam każdy trening, każdy dzień, że mogę tutaj być z wami, więc biorę jakby naturalny doping. Ona tak się spojrzała, Jezu, ty zawsze masz taki dobry humor. Już to kiedyś gdzieś powiedziałam, że ja już wracam z tego miejsca, do którego dziewczyny w większości dopiero zmierzają. Osiągnęłam już to, co chciałam. Byłam w różnych miejscach, grałam w ważnych meczach. Teraz robię to tylko i wyłącznie dla pasji, dla fanu. Nie muszę, ale ja to kocham!



Cieszysz się chwilą?
Patrzę na młodsze pokolenie, cieszę się, że mogę z nim pracować. Każdy trening sprawia mi przyjemność i go doceniam. Młode zawodniczki pewnie jeszcze tego nie czują, bo wiedzą, że mogą jeszcze wiele lat grać. A ja wiem, że to jest powiedzmy sobie szczerze moja końcówka, dlatego każdy trening traktuję jak święto. Że jeszcze mogę, na takim poziomie, pokazać na co mnie stać. Że jeszcze zaatakuję albo zrobię coś takiego, że nie wiem, ktoś się spojrzy i powie WOW, fajne zagranie. To jest dla mnie piękne. Jestem z siebie ogromnie dumna, a jak to mówię, to się wzruszam.

Grasz zawodowo w siatkówkę mając 38 lat, ciągle na wysokim poziomie. Co powoduje, że kariery sportowców się wydłużają?
Czasami czuję się lepiej fizycznie – już o mentalu nie wspominając, bo to jest przepaść – niż gdy miałam 26 lat. Wypracowałam dużą świadomość mojego ciała, świadomość tego, jak powinnam się odżywiać, wypoczywać, dbać o siebie. Pewne sprawdzone schematy mam, wiem, jak się suplementować i to wszystko mi pomaga. Dawniej nie patrzyłam na to, czy zjem obiad przed treningiem, gdzieś tam coś po prostu wrzuciłam. Teraz bardzo dbam o to, co jem, jak wypoczywam, jak się regeneruję. Prywatnie chodzę na masaże tajskie, które mi pomagają, na saunę, pracuję też mentalnie. Jestem ogromnie siebie świadoma. Pytają mnie dziewczyny z mojej drużyny, jak ja to robię. Kasia, co ty suplementujesz? No to ja już wam rozpiszę, co macie brać, żeby być silnym – odpowiadam. Doświadczenie pomaga lepiej rozumieć swoje ciało i to, co trzeba robić. Myślę, że to moja recepta na przedłużenie kariery. Ciało jest moim narzędziem pracy i o nie dbam, bardzo się nim opiekuję. 

Bez tego już byś nie grała?
Oczywiście. To jest na pewno też duża moja praca i tego, co robię dookoła, jak to wygląda.

A co będzie, gdy skończysz grać?
To nie jest tak, że ja nie dopuszczam takiej myśli, bo to by było błędem, pojawiłby się syndrom odstawienia i mogłabym sobie z nim nie poradzić. Od dłuższego czasu mam to z tyłu głowy. Wiem, że po siatkówce będę cały czas prowadzić aktywny styl życia, bo ja nie umiem inaczej. Myślę też, że zostanę gdzieś przy siatkówce.



Trenerka? Kiedyś się śmiałaś, że to nie dla ciebie. 
Miałam w te wakacje okazję być w reprezentacji Polski do 19 lat, przy Asi Szczurek i pracować jako trener z dziewczynami. Wcześniej zarzekałam się, że nie, trenerką nie będę, nie ma żadnych szans. Ale mnie oświeciło, że to jest to! Mogę próbować przekazywać młodym dziewczynom to, co potrafię. A gdy widzi się, że stosują twoje uwagi i gdy one wracają z odpowiedzią , że WOW, coś się udało, to jestem cała szczęśliwa. To najwyraźniej moja droga, żeby pracować z młodzieżą. A może w jakimś klubie, bo nawet miałam okazję poprowadzić fragmenty treningów. Przy siatkówce zostanę na bank!

Jesteś z tej swojej drogi zadowolona? Jesteś przecież jedną z legend, ikon TAURON Ligi!
Staram się nie myśleć o tym, czego nie zdobyłam. Wiadomo, gdzieś tam moje ambicje sięgają jeszcze wyżej, że mogłam na przykład być w innych klubach w niektórych sezonach, mnożyć medale. Ale dla mnie zawsze było ważne, czy będę grała. Nie chciałam iść tylko do super klubu i siedzieć na ławie, patrzeć na portfel. To nigdy nie było moim celem.

Nie dałabyś rady siedzieć cały sezon na ławie? 
Nie. Wybierałam kluby tam, gdzie realnie miałam szansę grać, bo dla mnie gra była ważniejsza niż wszystko. Zawsze sugerowałam się intuicją. Spróbowałam zagrać za granicą, rok w Grecji, bo chciałam po prostu wiedzieć, jak to jest i czy to dla mnie. Czasami mam wyrzuty sumienia, że mogłam spróbować, bo miałam propozycje z klubów tureckich czy najlepszych włoskich, kiedy byłam w swoich najlepszych latach. Były nawet propozycje z Japonii czy Korei. Ale zawsze wybierałam Polskę, bo miałam fajne warunki. Umówmy się, gram w świetnych czasach siatkówki w naszym kraju, więc nigdy nie musiałam wyjeżdżać, bo było mi tutaj dobrze. Ale wierzę, że wszystko jest po prostu po coś. Ostatnio miałyśmy prezentację drużyny i wyczytywano moje osiągnięcia. Wzruszyłam się na maksa, bo do mnie dotarło, co osiągnęłam. Na co dzień o tym nie myślę, po prostu się dalej bawię, gram w siatkówkę i robię to, co kocham. Ale kiedy ktoś mi o tym przypomni, tak jak nawet teraz ty, to dostaję takiego wielkiego WOW! Kasia, fajne rzeczy zrobiłaś, możesz być z siebie dumna! I znowu się wzruszam... Na Gali PLS, gdy wyczytali, że jestem najlepszą punktującą w historii ligi, to tak się wzruszyłam, że płakałam. Sama się zadziwiłam swoją reakcją. 

Cieszy cię, gdy inni doceniają twoją miłość do siatkówki?
To jest takie fajne, jak ktoś to widzi i docenia. Chociaż najważniejsze jest dla mnie to, że ja sama się czuję ze sobą OK. To jest najlepsza droga, jaką mogłam wybrać. Żyję tak, jak chcę. 

Z tego co mówisz, współpraca z psychologiem powinna być w sporcie standardem?
Jejku, oczywiście! Nie zgadzam się z opiniami, że sportowiec powinien być twardy, nie pokazywać emocji i samemu radzić sobie z problemami. Siatkówka i profesjonalny sport mają wiele odcieni i naprawdę wystawiają nas na różne próby, nie tylko fizyczne. Czasami ciężko wstać z łóżka i ruszyć się, z powodu ogromnej presji, oczekiwań, walki ze sobą, swoimi myślami. Myślę, że wiele karier by się nie skończyło zbyt wcześnie, bo dużo dziewczyn nie radzi sobie z obciążeniami i rezygnowało albo rezygnuje z siatkówki. Pomoc psychologiczna na pewno bardziej by je otwierała. Gdybym pomoc psychologa byłaby popularna za czasów mojej wczesnej młodości, bo ja dalej jestem młoda, to być może grałabym jeszcze lepiej, bo potrafiłabym sobie poradzić z niektórymi rzeczami, którymi w tamtym czasie nie byłam w stanie sobie poradzić. 

Z czym na przykład?
Nawet z małymi rzeczami. Czasem, po ciężkiej siłowni na popołudniowym treningu przechodzę linię ataku zza trzeciego metra, bo mam bardzo zmęczone nogi, a to jest oczywiście błąd. Dawniej się wściekałam na siebie, bo myślałam, że po prostu coś robię źle i katowałam się tym. A teraz mówię OK, następny dzień. Myślę, że psycholog sportowy dla tych, którzy go potrzebują, nigdy nie powinien być powodem do wstydu. Warto o tym pamiętać.

Jak z twoją karierą radzą sobie najbliżsi?
Zawsze ponad wszystko wspierała mnie mama, miałam ją po swojej stronie. Nawet jeśli może robiłam coś źle, ona zawsze stawała za mną. A od kiedy pojawił się mój mąż, to moja kariera wystrzeliła. Darek sam grał siatkówkę, jest bardzo mądrym facetem, a co istotne, moim przeciwieństwem. Opanowanym, bardziej racjonalnym człowiekiem. Rozmawiałam pewnego razu z psycholog sportową i zapytała: Kasia, jak ty tyle lat grając cały czas z taką presją dałaś sobie radę bez psychologa? No i ja wtedy odpowiedziałam, że mój mąż zawsze stał przy mnie. Musiał czasem chwytać się różnych sposobów, żeby mnie uspokoić, pomóc. Nie ukrywam, w niektórych latach i sezonach było mi bardzo ciężko.



Opowiedz proszę więcej.
W jednym sezonie przeżywałam już chyba wypalenie sportowe. Jadąc na mecz Ligi Mistrzyń w samochodzie mocno płakałam i byłam przerażona, że muszę wyjść zagrać. To był bardzo ciężki sezon, pod wieloma względami. Różne rzeczy akurat w tym klubie mnie bardzo przytłoczyły i nie radziłam sobie z presją. Nie tyle grania, ale wszystkiego, co działo się dookoła. Pamiętam, że w trakcie jednego meczu wybiegłam po pierwszym secie i płakałam. Dostałam chyba ataku paniki. Ale wróciłam potem na boisko i dograłam. Opowiadam o tym, żeby nie było, że ja cały czas jestem taka hej, jest fajnie, fajnie się gra i jest wszystko super. Nie, były trudne momenty, ale zawsze przy nich był mój Darek. Przypominam sobie dzień, że mówię mu: ja się nie nadaję, gram słabo! Wtedy pokazał mi statystyki z mojego poprzedniego sezonu, w którym grałam bardzo dobrze. I mówi: słuchaj, jest tylko różnica jednego procenta, masz bardzo dobry sezon. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że ma rację. Jestem mu za wszystko bardzo wdzięczna.

Za wsparcie?
Stwierdziliśmy, że życie na odległość to nie dla nas i faktycznie ktoś się musiał poświęcić. Dzięki jego decyzji jesteśmy od zawsze razem. Darek zawsze wyjeżdżał i był ze mną, gdzieś chowając w kieszeń swoje plany, ambicje. Wychodziliśmy z założenia, że teraz jest czas, w którym ja się realizuję, bo całe życie nie będę mogła grać w siatkówkę. Przyjdzie jednak moment, kiedy gdzieś pójdę trochę w cień i on będzie miał czas dla siebie. Wtedy będę zawsze z nim i będę podążała za jego marzeniami. Do tej pory dla niego nie było to łatwe funkcjonować. W takim trybie zmian, co rok miast, klubów, pracy, ale myślę, że jesteśmy razem, wspieramy się i to jest najważniejsze.


Jaki masz plan na najbliższy sezon TAURON Ligi?
Kurczę, powiedziałam mojemu mężowi, że chciałabym być w tym roku najlepiej atakującą zawodniczką ligi. Od dawna przed sezonem zakładam, co chcę zrealizować, co dodać, bo to mnie też nakręca, gdy mam jakiś cel sportowy. Chciałabym z UNI Opole pokazać, że mamy fajny zespół, zdobyć jakieś historyczne miejsce dla tego klubu. I to, żeby też te dziewczyny, które są teraz w tym roku z nami, szczególnie te młode, mogły coś czerpać fajnego ode mnie i jak chociaż w jednej, dwóch rzeczach im pomogę, to będę bardzo szczęśliwa.

Jak widzisz swoją przyszłość?
Sama nie wiem, nie mówię, czy to jest mój ostatni rok, czy jeszcze jeden, czy jeszcze dwa. Kieruję się intuicją i w ogóle nie ulegam żadnym presjom. Parę lat temu usłyszałam, że to już pewnie ostatni sezon… Raz mi już nawet zakończyli karierę w jednym portalu. Nie chcę kierować się żadną presją. Ani zdaniem obcych ludzi na mój temat, którzy niby wiedzą, kto i kiedy powinien kończyć. Nie, będę kierować się tym, co czuję i chcę, a los i tak ma pewnie na mnie swój własny plan.

Powrót do listy