Artykuły

Kristiine Miilen: Po zakończeniu gry w siatkówkę wrócę do jazdy konnej

Estońska przyjmująca – Kristiine Miilen w sierpniu zeszłego roku doznała fatalnej kontuzji kolana i ze względu na leczenie oraz rehabilitację nie mogła zadebiutować w zespole z Bielska-Białej. Obecnie przygotowuje się do sezonu TAURON Ligi Kobiet, a nam opowiada m.in. o radości z powrotu do siatkówki, czekaniu na upragniony debiut w barwach BKS-u ZGO Bielsk0-Biała, ale też o planach po zakończeniu siatkarskiej kariery.

SIATKARSKIE LIGI: Wraca pani po ciężkiej kontuzji złamania więzadeł krzyżowych w kolanie. Jak na ten moment wygląda pani stan zdrowia i gotowość do treningów w pełnym zakresie?
Kristiine Miilen (estońska przyjmująca BKS ZGO Bielsko-Biała): Na treningach daję z siebie wszystko. Przez ten miesiąc, odkąd jestem na przygotowaniach, nie miała żadnej taryfy ulgowej czy specjalnych programów treningowych. Kolano reaguje dobrze na wysiłek, tyle że jeszcze nie czuję, że mój poziom siatkarski jest taki sam jak wcześniej. Myślę, że potrzebuję więcej czasu, aby przyzwyczaić się do tego, co robiłam przed kontuzją. Najważniejsze jest jednak to, że kolano dobrze reaguje na treningi i nie sprawia mi żadnych problemów. Myślę więc, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Do rozpoczęcia sezonu pozostał jeszcze praktycznie miesiąc. Mam więc nadzieję, że do tego czasu będę czuła się na sto procent sobą.

Jak długo trwała rehabilitacja i co było dla pani najtrudniejsze w tej całej sytuacji?
Kontuzji doznałam 2 sierpnia zeszłego podczas meczu reprezentacji ze Słowenią. Było to mniej więcej pod koniec trzeciego seta. Przegrywałyśmy wtedy czterema lub pięcioma punktami i było to tuż przed końcem meczu. Wykonałam atak, wylądowałam na parkiet i nagle poczułam, że się poślizgnęłam albo podłoże było śliskie. Po chwili zaczął mi doskwierać straszny ból i czułam się tak, jakby moje kolano dosłownie eksplodowało. Patrzyłam na wielki otwór w suficie i myślałam, że to nie może być nic dobrego. Od razu pojawiły się takie myśli - a co z sezonem klubowym w Bielsku? Tak dużo rozmawiałyśmy z Kertu Laak o tym, jak bardzo czekamy na ten sezon w klubie. Przez pierwsze dwa, trzy dni od tego zdarzenia miałam nadzieję, że to tylko więzadło boczne, bo bolała mnie przede wszystkim boczna strona kolana. Jak zrobiliśmy rezonans okazało się jednak, że wszystko jest złamane. Na początku było mi bardzo ciężko. Czułam, że to takie niesprawiedliwe. Zadawałam sobie pytania: dlaczego akurat przed tym sezonem? dlaczego ja skoro wszyscy mówią, że mam takie silne nogi i przecież wcześniej byłam całkiem zdrowa? Nigdy nie odczuwałam bólu w kolanie ani niczego takiego. Po chwili zaczynałam się nad sobą użalać i zastanawiać dlaczego jeszcze w ogóle grałam w tym meczu i czemu trener mnie nie zdjął z boiska skoro wcale nie grałam dobrze? Zastanawiałam się też, czy może nie spałam dobrze albo źle się odżywiałam. Po prostu na siłę próbowałam znaleźć przyczynę. Mimo że od tej sytuacji minął już rok do dzisiaj jeszcze tego nie zaakceptowałam. Nie myślałam też w ten sposób, że wszystko jest po coś albo że każda negatywna rzecz ma też swoje pozytywne strony. Do tej pory trudno mi dostrzec w tej kontuzji cokolwiek pozytywnego. Natomiast sam powrót do zdrowia przebiegał całkiem nieźle. Nigdy nie miałam wątpliwości, że mi się nie uda. Jestem uparta i wiedziałam, że muszę wrócić do gry i że dam radę. Miałam też naprawdę świetnych ludzi wokół siebie, którzy mi pomagali. Nie mogę więc powiedzieć, że moja rehabilitacja była jakoś super ciężka, tylko po prostu długa. To jest kontuzja, która wymaga bardzo dużo czasu, żeby wrócić do dyspozycji.

Czy otrzymała pani wsparcie z klubu z Bielska-Białej, bo przecież cały sezon miała pani z głowy i klub musiał od razu szukać zastępstwa?
W Bielsku po tym, jak to się stało, zaproponowali mi, że odroczą mój kontrakt na następny rok i byli w tej sytuacji bardzo wyrozumiali. Od stycznia do kwietnia byłam w Polsce. Chodziłam na fizjoterapię i trochę trenowałem z drużyną.

Jestem więc naprawdę bardzo wdzięczna klubowi, bo oczywiście straciłam ten jeden rok, ale dano mi od razu drugą szansę. To nie jest coś, co zrobiłoby wiele klubów, zwłaszcza że jestem zagraniczną zawodniczką. To było naprawdę miłe ze strony osób z klubu, że są takimi fajnymi ludźmi. Postrzegali mnie przede wszystkim jako osobę, a nie jako narzędzie. Dzięki wsparciu klubu i estońskiej federacji wiedziałam, że muszę wrócić do zdrowia i bardzo chciałam ponownie grać w siatkówkę.

Teraz czeka panią nowe otwarcie w Bielsku-Białej i w końcu możliwość gry, a nie tylko dopingowanie zespołu spoza band reklamowych?
Dokładnie. W zeszłym roku byłam w Bielsku tylko przez połowę sezonu. Dużo pracowałam nad siłą, wzmacniałam kolano i jeździłam z drużyną na mecze wyjazdowe. Teraz już powinnam być gotowa do gry począwszy od meczów towarzyskich.

Cały czas nie mogę się jednak pogodzić z tym co się stało, bo kiedy grałam w Radomiu, to czułam, że to był jeden z najlepszych sezonów w mojej karierze. Miałam poczucie, że jestem w takim wieku, w którym mogę grać najlepiej, bo ciało nadal jest w dobrej formie, a do tego mam doświadczenie. Czuję więc, że byłam na najwyższym poziomie w mojej karierze, bardzo nastawiałam się na sezon w Bielsku i właśnie dlatego ta kontuzja była dla mnie szczególnie bolesna. Teraz muszę zacząć wszystko od nowa i powoli wspinać się do góry.

Być może trochę trudno jest mi zachować cierpliwość i na razie na treningach nie zdobywam zbyt wielu punktów. Mam nadzieję, że to jednak nadejdzie, a na pewno daję z siebie wszystko. Gra w siatkówkę sprawia mi ogromną radość. Za każdym razem, gdy mamy treningi w szóstkach, to jestem tym podekscytowana.

Jakie będą w tym sezonie możliwości BKS-u ZGO Bielsko-Biała? Macie w drużynie tylko trzy przyjmujące, bo Klaudia Nowakowska jest przymierzana do gry jako druga libero?

No tak. Takie są decyzje klubu uwarunkowane pewnie budżetem, ale wydaje mi się, że Klaudia będzie cały czas w gotowości do gry jeśli będzie taka potrzeba, a na pozycji libero świetnie sobie radzi. Zazwyczaj zespoły mają w składzie cztery skrzydłowe, ale taką decyzją podjął klub, a ja po prostu muszę wykonywać swoją pracę i brać na siebie odpowiedzialność. Najważniejsze, że w drużynie panuje naprawdę bardzo dobra atmosfera. Dołączyła już do nas Iris Vos, która we wcześniejszej fazie sezonu grała w reprezentacji Holandii. Jesteśmy więc w pełnym składzie. Do tego mamy też Igę Wasilewską, która do nas dołączyła i wnosi wiele do treningów. Oczywiście z Kertu [Laak – przyp.red.] jest super zabawnie. Wszyscy dobrze mówią po angielsku, są otwarci i wspierają się nawzajem. Nikt w drużynie nie jest pomijany. Myślę, że jeśli uda nam się ułożyć te wszystkie elementy jak puzzle w całość, to na pewno będziemy miały dobry sezon. Nie sądzę, żebyśmy pod względem składu były na poziomie Rzeszowa czy Łodzi. Te zespoły na pewno mają w składzie większe gwiazdy. Myślę jednak, że wspólnym wysiłkiem możemy osiągnąć coś dobrego, zwłaszcza jak wszystkie będziemy w dobrej dyspozycji. Na razie czuję się w zespole znakomicie. Ludzie wokół są naprawdę niesamowici. Podoba mi się też samo miasto Bielsko-Biała.

Gra w jednym klubie z rodaczką i przyjaciółką – Kertu Laak, to będzie dla pani coś wyjątkowego?
Oczywiście, w końcu, bo czekałyśmy na ten moment bardzo długo. Kiedy Bielsko chciało zatrzymać Kertu na kolejny sezon, to też jej powiedziałam, że musi zostać, żebyśmy w końcu miały wspólny sezon w klubie. Na szczęście jej też się bardzo podoba ten klub i miasto. Nie bez powodu będzie tu grała już czwarty rok z rzędu. Teraz mieszkamy w tym samym budynku. Między naszymi mieszkaniami jest jakieś 10 metrów, więc jest idealnie. W wolne dni robimy różne rzeczy razem i zawsze łatwiej jest dołączyć do drużyny, w której jest już ktoś, kogo naprawdę dobrze się zna, zwłaszcza gdy jest się obcokrajowcem. Jeśli mam jakiś słabszy dzień albo problemy, to jest blisko ktoś z kim mogę pogadać. To naprawdę mi pomaga i jestem przekonana, że razem z Kertu spędzimy w Bielsku fajny sezon.

Patrząc po transferach klubów TAURON Ligi Kobiet, to większość zespołów wzmocniła składy. Czego się pani spodziewa po nadchodzących rozgrywkach?
Wygląda to wszystko bardzo ciekawie. Wrocław na pewno jest mocniejszy i ma w składzie większe nazwiska. ŁKS też. Police również mają całkiem niezłą drużynę.

Czuję więc, że rywalizacja w lidze będzie bardziej zacięta, ale to dobrze. Chcę grać właśnie w takiej dobrej polskiej lidze, a nie słuchać narzekania, że polska liga jest coraz gorsza, bo wiele dobrych polskich zawodniczek wyjechało grać za granicę. Moim zdaniem kluby sprowadzają do Polski znane nazwiska. Dobre siatkarki i silniejsze drużyny sprawią, że ta liga będzie coraz bardziej atrakcyjna.

Z kolei dla mnie to znaczy, że muszę być wystarczająco dobra na boisku, żeby grać w tej lidze. Ogólnie bardzo lubię i cenię sobie grę w Polsce. Uważam, że dba się tutaj o zawodniczki, a wiem o czym mówię, bo grałam już w różnych krajach.

Jak na bazie pani doświadczeń wygląda gra i życie w Polsce?
W Polsce podoba mi się, że mamy bardzo dobre warunki do gry i życia. Trenujemy w fajnych obiektach, mamy do dyspozycji dobre mieszkania, czy samochody klubowe. Nie miałam tu również żadnych problemów z wypłatą wynagrodzenia. Jeśli czegoś potrzebuję, to w klubie mi pomagają. Poza tym grając w Polsce da się odczuć, że sport tutaj jest ceniony. Oczywiście w innych krajach też tak jest, ale tutaj jest to bardziej widoczne. Po prostu siatkówka w Polsce jest bardzo popularna i to jest wyjątkowe. Na przykład we Francji ceni się tylko piłkę nożną. Z kolei w Grecji dominuje rywalizacja Olympiakosu i Panathinaikosu, także w koszykówce. Natomiast w Polsce siatkówka jest naprawdę doceniana, dlatego bardzo mi to odpowiada. Poza tym nie mam daleko do domu w Estonii, więc to też jest na plus.

Co się pani najbardziej podoba w Polsce, bo mieszkając teraz w Bielsku-Białej może też pani podziwiać widoki na góry?
Oczywiście, ale już nawet w Radomiu całkiem mi się podobało. Wiadomo, że Radom nie jest najpiękniejszym miastem w Polsce, ale bardzo przypominał mi dom w Estonii. Są tam wciąż budynki z czasów socjalistycznych i takie drobne rzeczy, jak małe sklepiki, w których ludzie spędzają czas w ciągu dnia. Z Bielska mam do domu dalej niż z Radomia, ale uważam, że to bardzo urokliwie miasto. Już obok naszej hali są góry, a w Estonii nie mamy żadnych gór, więc dla mnie to wielka sprawa. Bielsko to fajne miasto na spacery, ale też dobra baza, żeby gdzieś pojechać w wolnym czasie. Jak na przykład miałyśmy wolny weekend, to mogłyśmy pojechać do Wiednia i Brna. Można powiedzieć, że Europa jest stąd dość blisko, jeśli jeździ się samochodem, więc, nigdy się tu nie nudzę. Planujemy też wybrać się do Energylandii. Jest więc co robić. Niedawno odwiedziła mnie siostra. Wybrałyśmy się też na wycieczkę do Auschwitz. Tak więc naprawdę jest tu co robić.

Śledzi pani mistrzostwa Europy kobiet?
Tak. Byłyśmy nawet na weekend na meczach w Brnie, bo to jakieś dwie godziny drogi od Bielska i było super. Moja siostra mnie odwiedziła w Polsce i też chciała pojechać na te mecze, a na hali w Brnie panowała naprawdę świetna atmosfera. Było tam pełno ludzi i wydaje mi się, że Czesi podobnie jak Polacy uwielbiają sport.

Czy liczy pani na jakąś niespodziankę w Stambule, czy zakłada finał między dwójką największym faworytów turnieju – Włochami i Turcją?
Oczywiście kibicuję Polsce! Moim zdaniem finał Turcja–Włochy byłby trochę nudny, bo wydaje mi się, że w każdym ostatnim finale ważnego turnieju grały właśnie te dwie drużyny. Chciałabym więc jakiejś odmiany, może to będzie Polska, może Serbia, ale mam nadzieję, że Polska.

Estonia nie zakwalifikowała się do tegorocznych mistrzostw Europy. Ciężko jest aktualnie zostać zawodową siatkarką w Estonii?
Na pewno poziom żeńskiej siatkówki w Estonii nie jest teraz zbyt wysoki, ale nasza reprezentacja była kiedyś całkiem niezła. Byliśmy też współorganizatorem mistrzostw Europy rozgrywając mecze w Tallinie. Starsze zawodniczki zakończyły już jednak karierę w reprezentacji, a młodsze jeszcze nie są w stanie wypełnić tej luki. Poza tym niektóre zawodniczki, które mogłyby wyjechać, żeby się rozwijać, nie chcą wyjeżdżać za granicę albo wolą pójść na studia. W Estonii nie mamy profesjonalnej ligi, więc jeśli chcesz grać, to musisz pracować albo kontynuować naukę, więc nie ma szans na dwa treningi dziennie. Myślę, że to jest trudny czas dla estońskiej siatkówki kobiet, ale mam nadzieję, że to tylko chwilowa słabość. Mamy teraz nowego fińskiego trenera, który próbuje znaleźć nowy styl gry. Staramy się zachęcać więcej młodych dziewczyn do wyjazdu za granicę. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie pod tym względem lepiej.

Kilka lat temu wyglądało to inaczej niż teraz?
Miałam szczęście, bo kiedy byłam młodsza i dostałam się do reprezentacji, to mieliśmy naprawdę świetne zawodniczki, które grały za granicą. One miały prawdziwą sportową mentalność i ja dorastałam razem z nimi. Dlatego wiem, jak ciężko pracować i że trzeba też brać na siebie odpowiedzialność. Czuję więc, że miałam szczęście, że trafiłam właśnie na to pokolenie. No i oczywiście cała moja rodzina – mama, tata, siostra – wszyscy albo grali w przeszłości siatkówkę albo grają do dziś.

Też zawodowo czy tylko amatorsko?
Moi rodzice nie byli zawodowymi graczami, tylko występowali w lidze estońskiej. Teraz moja siostra miała okazję być na zgrupowaniu reprezentacji. Moi dziadkowie też grali w siatkówkę, ale raczej na poziomie uniwersyteckim.

Z kolei ja w przeszłości jeździłam też konno i naprawdę chciałam rzucić siatkówkę, żeby zająć się jeździectwem. Rodzina naciskała jednak na mnie, żebym postawiła na siatkówkę. W końcu im uległam, ale uwielbiam konie i pomyślałam sobie, że będę mogła jeździć konno, kiedy będę starsza. Teraz więc gram w siatkówkę, zbieram pieniądze, a kiedy skończę grać, to znów będę jeździć konno i kupię sobie własnego konia.

Naprawdę?
Tak, bo bardzo mi na tym zależy, a w przeszłości miałam poważną kłótnię z rodziną o siatkówkę. Oni mnie wręcz błagali, żebym postawiła na treningi siatkarskie. Jak już zaczęłam grać w Lidze Bałtyckiej, potem w lidze fińskiej i trzeba było więcej podróżować, a wszystkie weekendy były zajęte, to nie miałam czasu na jazdę konną. W przyszłości będę chciała jednak do tego wrócić.

Czyli ma pani wielką pasję poza siatkówką?
Pasja to właściwe słowo w odniesieniu do koni, bo one żyją i dają coś więcej, a do tego są takie piękne i trzeba się nimi opiekować. W siatkówce ta relacja z piłką i boiskiem jest zupełnie inna. Z końmi można zrobić o wiele więcej rzeczy, no ale pogodziłam się z tym, że jest to dla mnie melodia przyszłości. Wiem też, że sześćdziesięciolatkowie startowali w jeździe konnej na olimpiadzie, więc mam jeszcze czas. 

 

Powrót do listy

Powiązane informacje

POWIĄZANE WIADOMOŚCI