Laura Heyrman i Yacine Louati: Grać razem w jednym mieście? To jak spełnienie marzeń!
Belgijska środkowa Laura Heyrman i francuski przyjmujący Yacine Louati prywatnie są parą, a w tym sezonie klubowym mieszkają w Rzeszowie. Laura dołączyła do zespołu mistrzyń Polski – KS DevelopResu, a Yacine po rocznej przerwie wrócił do Asseco Resovii. – To jest jak spełnienie marzeń, kiedy zawodowi sportowcy pozostający w związku mogą być w trakcie rozgrywek w tym samym miejscu – podkreślają Laura i Yacine.
Poznali się oczywiście dzięki siatkówce. W sezonie 2019/2020 Laura występowała w zespole Saugella Team Monza (w którym wtedy grała też polska rozgrywająca – Katarzyna Skorupa), a Yacine reprezentował wtedy barwy Vero Volley Monza (m.in. razem z Bartoszem Kurkiem).
– Graliśmy w tym samym klubie w Monzie. Teraz Monza w żeńskiej lidze to Vero Volley Milano, ale w tamtym czasie zarówno zespół męski, jak i żeński były z Monzy. Wpadliśmy w sobie oko i trochę się obserwowaliśmy. Drużyny klubowe z tego samego miasta zwykle są ze sobą bardzo zżyte, więc zaczęliśmy się spotykać, bardzo się polubiliśmy i tak to się zaczęło – wspomina początki znajomości Laura.

Miłość w czasach pandemii
W kolejnym sezonie przyszedł dla nich czas pierwszej próby życia w związku na odległość, bo Laura została we Włoszech, a Yacine przeniósł się do PlusLigi, do JSW Jastrzębskiego Węgla, z którym zresztą zdobył mistrzostwo Polski. Dodatkową przeszkodą dla siatkarskiej pary była wtedy pandemia, która znacznie ograniczała podróże.
– Rozłąka była dla nas trudna przede wszystkim ze względu na COVID. Rok, w którym się poznaliśmy, to był przecież czas pandemii. Potem kiedy Yacine wyjechał do Jastrzębia, COVID trwał nadal. Latem wszystko wyglądało lepiej, ale zima znów była trudna. Wtedy mogliśmy się spotkać ze sobą tylko kilka razy, ze względu na ograniczenia wynikające pandemii – mówi Laura.
– Nie było wtedy łatwo się przemieszczać i swobodnie latać. Później to trochę nadrabialiśmy – wspomina Yacine. - Wtedy też zrozumieliśmy, że bardzo chcemy być razem. Zaczęliśmy się więc starać, żeby być jak najbliżej siebie. W następnym sezonie pojawiła się dla nas możliwość gry dla klubów ze Stambułu. Nie mieszkaliśmy wprawdzie razem, ale byliśmy w tym samym mieście i to już było dużo – wspomina z kolei Laura, która w latach 2021-2023 występowała w Eczacibasi Dynavit Stambuł, a Yacine w tym czasie reprezentował barwy Fenerbahce Stambuł.
– Bardzo polubiliśmy miasto, tamtejszych ludzi, atmosferę, więc byliśmy w Stambule bardzo szczęśliwi – wspominają Laura i Yacine.

Częste podróże między Polską a Włochami
W sezonie 2023/2024 czekała ich jednak kolejna rozłąka, ponieważ Laura wróciła do ligi włoskiej (do klubu Vero Volley Milano), a Yacine przeniósł się do Asseco Resovii Rzeszów. Jak sobie z tym poradzili?
– Nie było źle, bo w trakcie rozgrywek mieliśmy kilka wolnych dni, więc mogliśmy się spotykać. Można się już było swobodnie przemieszczać, więc podróżowanie było o wiele łatwiejsze niż wtedy, gdy Yacine grał w Jastrzębiu – mówi Laura. – Czasami zdarzało się też, że Yacine grał mecze dość wcześnie, np. o 14.00 czy 14.30, więc miał potem wolny czas i mógł polecieć do Włoch nawet tego samego dnia. Dawaliśmy sobie radę w tej sytuacji, ale mówiliśmy też, że jesteśmy już na to trochę za starzy, więc warto spróbować znów być razem w jednym miejscu. Na szczęście była taka opcja i w kolejnym sezonie występowaliśmy w zespołach z Mediolanu – dodaje Laura.
Przenosiny do Rzeszowa
Po etapie włoskim Laura i Yacine znaleźli wspólne zatrudnienie w klubach z Rzeszowa, Laura w KS DevelopResie, a Yacine w Asseco Resovii. Jak do tego doszło i czy w poszukiwaniu klubów z tego samego lub pobliskiego miasta pomaga im ta sama agencja menedżerska?
– Absolutnie nie – mówi Laura i po chwili dodaje. – Na pewno jest w tym wszystkim trochę szczęścia, bo to jest trochę jak marzenie. Chyba każdy, kto jest w związku z kimś uprawiającym sport, chciałby być w tym samym miejscu ze swoją ukochaną osobą. Może nam było w tym wszystkim trochę łatwiej, bo nie jesteśmy już tacy młodzi, a poza tym na tyle zapracowaliśmy na swoje nazwisko, że mamy zawsze kilka opcji do wyboru.
– To prawda. Jesteśmy na tyle dobrzy w tym co robimy, że mamy szansę mieć jakiś wpływ na swoją przyszłość. Nie wszyscy sportowcy mają taką możliwość. Poza tym dochodzi też tutaj kwestia szczęścia, ponieważ grając za granicą, jak np. teraz w Polsce, trzeba liczyć się z tym, że kluby liczą paszporty, więc musimy znaleźć zespoły, które potrzebują obcokrajowców akurat na pozycjach, na których gramy - dodaje Yacine.
– Zawsze jest w tym trochę szczęścia, ale myślę, że poziom gry, jaki prezentujemy, ma tu znaczenie. Dla nas ważne jest, żebyśmy byli razem, jeśli tylko to jest możliwe. Wiemy też, że kluby szukają zawodników, którzy pasują do koncepcji drużyny. W pewnym momencie wyrobiliśmy sobie siatkarską markę. Ludzie ze środowiska znają nas jako sportowców i myślę, że to wszystko układa się tak trochę jak puzzle – wyjaśnia Laura.

Siatkarska para na co dzień to duże wyzwanie na co dzień czy wręcz przeciwnie?
Jak Laura i Yacine radzą sobie w codziennym życiu zawodowych sportowców, którzy muszą być przyzwyczajeni do częstych wyjazdów i dostosowywania swoich kalendarzy do rytmu treningowo-meczowego?
– Na pewno nasz kalendarz gier w trakcie sezonu jest bardzo napięty i nawet grając w tym samym mieście zdarza się, że przez jakiś czas się mijamy, bo treningi i mecze naszych drużyn różnie się układają. Rozumiemy jednak bardzo dobrze swój rytm życia i myślę, że to jest ważne. Przykładowo, jeśli danego dnia Yacine chce iść wcześniej spać, to rozumiem dlaczego i nie musi mi tego wyjaśniać. Zostawiamy też sobie przestrzeń na swoją rutynę, bo oczywiście każdy z nas jest trochę inny, pracuje w innym rytmie, inaczej przygotowuje się do gry, ale rozumiemy to doskonale i nie musimy sobie tego wyjaśniać. Są też takie sytuacje, kiedy np. przegrywa się mecz i nie chce się o tym rozmawiać. Z drugiej strony, możemy się nawzajem wspierać i dawać sobie jakieś wskazówki czy rady. Doskonale rozumiemy, kiedy ktoś z naszej dwójki jest bardzo zmęczony i potrzebuje trochę czasu dla siebie. Dlatego ja postrzegam to wszystko jako coś pozytywnego – opisuje Laura.
– Uważam też, że tak dobrze się dogadujemy ze sobą jako para, że możemy naprawdę rozmawiać o wielu sprawach. Właściwie nie widzę więc w takiej sytuacji żadnych minusów - dodaje Laura.
– To prawda. Uważam, że wyzwaniem jest coś, do czego już się dawno przyzwyczailiśmy, czyli zrozumienie naszego kalendarza, że czasami nie będziemy się widywać, bo nawet w tym roku w Rzeszowie bywało tak, że nasze kluby były w rozjazdach i praktycznie przez prawie dwa tygodnie się nie widzieliśmy się, ale to nic takiego. Wiemy, że taka jest nasza praca i nie ma mamy na to wpływu – tłumaczy Yacine.

Wspólne plany na wakacje przy grze w reprezentacji? To wręcz niemożliwe
Nieco inaczej wygląda sytuacja w sezonie reprezentacyjnym, bo Laura już od kilku lat nie gra w reprezentacji Belgii, a Yacine od kilku lat jest etatowym reprezentantem Francji, który gra w większości turniejów.
– Harmonogram reprezentacji Francji od kilku lat jest taki, że trenerzy starają się dać zawodnikom około dwa tygodnie przerwy po rozgrywkach klubowych. Z kolei potem w trakcie treningów i meczów zawodnicy dostają też wolne dni, więc kiedy jest tylko taka możliwość, to spędzamy czas ze sobą. Oczywiście nie jest to łatwe, ale ja też pomiędzy sezonami klubowymi jestem trochę w rodzinnym domu, spędzam czas z przyjaciółmi, więc mam co robić, a to wszystko sprawia, że ta rozłąka jest trochę łatwiejsze. Poza tym przyzwyczailiśmy się już do tego. Pod koniec lata cieszymy się, że to już jest koniec okresu reprezentacyjnego i że możemy być razem w klubie. Wiadomo, że jeśli w trakcie rozgrywek ligowych i potem reprezentacyjnych żylibyśmy cały czas na odległość, to byłoby to trudne. A tak to bardzo dobrze się dogadujemy, potrafimy dać sobie trochę przestrzeni i myślę, że jesteśmy w tym naprawdę dobrzy - opisuje Laura.

Czy przy takim trybie życia i napiętym kalendarzu siatkarska para jest w stanie zaplanować wcześniej jakieś wakacje i na przykład wspólny wyjazd na wczasy?
– Nie, odpowiem od razu, że nie – mówi Laura.
– To wynika z wielu powodów. W przypadku VNL, jeśli awansujesz do finałowej ósemki, to zmienia to cały plan na resztę lata, w tym również dni wolne. Do końca nie wiemy, ile dni, a może tygodni będziemy mieli do dyspozycji. Dowiadujemy się o tym zwykle na końcu, a dodatkowo ja nie jestem najlepszy w organizowaniu swojego kalendarza - wyjaśnia Yacine.
– Zdarza się, że muszę zapytać kogoś innego ze sztabu ekipy francuskiej, żeby dowiedzieć się o najbliższych planach drużyny i wolnych terminach. Po tylu latach już się jednak do tego przyzwyczaiłam – śmieje się Laura.
– Myślę też, że wcześniej byłam taka bardzo zorganizowana i perfekcyjna, ale teraz już tak nie jest. Dostrzegam plusy w tym, że dobrze jest też czasem działać na ostatnią chwilę lub po prostu cieszyć się tym, gdzie jesteśmy. Nie zawsze musi to być przecież jakaś wielka podróż – dodaje Laura, a przytakuje jej Yacine.
– Staramy się również spędzać ten czas, w którym Yacine ma wolne dni, z naszymi rodzinami. Jesteśmy ludźmi bardzo ukierunkowanymi na rodzinę i uważamy, że ważne jest, aby spędzać wolny z bliskimi, których kochamy. Na przykład w zeszłym roku pojechaliśmy odwiedzić rodzinę Yacina w Tunezji i to był właściwie pierwszy razem odkąd się poznaliśmy. Było to dla mnie bardzo miłe doświadczenie. Tego typu wyjazdy traktujemy też trochę jako wycieczkę. Odwiedzamy rodzinę, spotykamy się z bliskimi, a przy okazji poświęcamy czas na własne sprawy i robimy różne małe rzeczy. Dla nas to naprawdę dużo i nie potrzebujemy wiele do szczęścia – mówi Laura, która miała okazję wspierać Yacina z trybun na igrzyskach w Paryżu i być świadkiem, jak francuska reprezentacja grając przed własną publicznością obroniła mistrzostwo olimpijskie wywalczone na turnieju w Tokio.

– Czy jestem największym siatkarskim fanem Yacina? Myślę, że tak, chociaż może drugim w kolejności, tuż za bratem Yacina, ale mogę podjąć to wyzwanie – śmieje się Laura.
– Tak na poważnie mówiąc, to Yacine jest naprawdę świetnym graczem. Jak myślę o tym, co już osiągnął wygrywając dwa złote medale olimpijskie, to jest to naprawdę niesamowite, takie „wow” – mówi z podziwem Laura, a za chwilę dodaje. - Mimo tego co już osiągnął jest bardzo skromny i moim zdaniem to sprawia, że jest jeszcze lepszym graczem, więc tak, jestem jego największą fanką.
Co ciekawe, Yacine z wykształcenia jest muzykiem i poświęca też dużo czasu tej pasji. Czy Laura podziwia również tą pasję swojego ukochanego? – Oczywiście, że tak. Cieszę się, jak wracam do domu i słyszę, że Yacine zajmuje się swoją muzyką. Wiem, że to dobrze na niego wpływa i sprawia mu radość, więc ja też lubię go posłuchać. Czasami zachęcam go, żeby zagrał mi jakąś piosenkę, więc to jest miłe – mówi Laura.
– Sama też mam swoje zainteresowania. Nadal się uczę, bo studiuję psychologię, więc staram się poświęcać na to trochę wolnego czasu. Cieszę się naprawdę małymi rzeczami i bycie w towarzystwie jest dla mnie bardzo ważne – dodaje Laura.
Szczerość Laury i uśmiech Yacina
Co najbardziej Laura i Yacine podziwiają u swojej drugiej połowy?
– To trudne pytanie, bo jest tego wiele – zastanawia się Laura.

– Mogę zacząć pierwszy, bo to co najbardziej przychodzi mi do głowy jeśli chodzi o cechy charakteru, to szczerość i uczciwość. Laura potrafi być uczciwa i lojalna wobec osób, które kocha i lubi. Jest bardzo oddana rodzinie i przyjaciołom, więc bardzo ją za to podziwiam – mówi Yacine.
– Przede wszystkim przychodzi mi na myśl bardzo sympatyczna osobowość Yacina, dzięki której wszyscy wokół niego czują się dobrze. On ma to coś w sobie, co sprawia, że ludzie wokół niego się uśmiechają. Ma taki sposób bycia, żeby dawać innym dużo tej sympatii i uśmiechu. Naprawdę go za to podziwiam, bo robi to nawet wtedy, gdy nie jest do końca zadowolony i szczęśliwy, więc to mi imponuje. Po drugie, podziwiam jego skromność. Jest taki przyziemny, cieszy się małymi rzeczami i nie potrzebuje niczego specjalnego do szczęścia. Po prostu jest sobą i okazuje tą skromność – wylicza Laura.

Dom w Belgii, we Francji czy w innym kraju? Dopóki jesteśmy razem to nie ma znaczenia
Czy pochodząc z różnych krajów Laura i Yacine widzą jakieś różnice w mentalności czy podejściu do życia Belgów i Francuzów?
– Jeśli chodzi o nasze rodzinne kraje, to jesteśmy sąsiadami. Przez pięć ostatnich lat pomiędzy sezonami mieszkaliśmy z Laurą w Belgii, a teraz przeprowadzamy się do Francji, ale nie wiem czy jest to ostateczna decyzja na przyszłość. Dopóki jesteśmy razem, nie ma znaczenia, dokąd jedziemy i gdzie będziemy mieszkać – mówi Yacine.
– Moim zdaniem różnica między Belgią a Francją polega na tym, że w Belgii ludzie są nieco bardziej powściągliwi, a Francuzi są nieco bardziej otwarci. W trakcie spaceru witają się z innymi ludźmi na ulicy i mówią „dzień dobry” czy coś w tym rodzaju, a w Belgii jest to niemożliwe. Myślę, że w Belgii jesteśmy jako naród bardzo zorganizowani i poukładani, a Francuzi są bardziej nastawieni na to, żeby cieszyć się chwilą i zobaczyć co się wydarzy. Przynajmniej takie są moje odczucia – mówi Laura.
– W pewnym sensie tak jest, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób myślenia. Trzeba też jednak dodać, że Francja jest większym krajem, więc są regiony, w których można spotkać ludzi o odmiennych charakterach lub osobowościach. Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że nasze narody dzielą jakieś drobne szczegóły. Można nas scharakteryzować w ten sposób, że jesteśmy mieszkańcami Europy Zachodniej – mówi Yacine.
– A jeśli chodzi o to, gdzie będzie nasz dom w przyszłości i czy na pewno we Francji, to myślę, że kiedy spędza się tak dużo czasu za granicą jak my, to jest coś takiego, że nie jest się przywiązanym do jednego miejsca i nawet nie potrzebuje się tego jednego miejsca; przynajmniej ja tak to odczuwam. Myślę, że tak właśnie jest z nami. Teraz kupiliśmy dom we Francji i na razie możemy powiedzieć, że tam jest nasz dom, ale czy zostaniemy tam do końca życia? Tego nie wiemy na pewno, ale na razie uważamy, że to będzie właśnie nasz przyszły dom – mówi Laura.
Nasze pierwsze Święta w nowym domu
Czy wobec krótkiej przerwy świątecznej w polskich rozgrywkach Laura i Yacine zdołają wyjechać na Święta do Francji lub do Belgii?
– Tak, pojedziemy do naszego nowego domu we Francji – mówi Laura. – Będziemy mieli bardzo mało wolnego czasu w klubie, bo właściwie 48 godzin w przeciągu trzech dni świątecznych, ale tak; chcemy spędzić ten czas razem w naszym domu. Możliwe nawet, że nie spędzimy tam ogółem 24 godzin, ale tak właśnie wygląda nasze życie. Rozumiemy, że tak jest. Siatkarski kalendarz nie jest łatwy do pogodzenia, zwłaszcza w Polsce, gdzie gramy dużo, a do tego dochodzi jeszcze za chwilę TAURON Puchar Polski – mówi Yacine i dodaje. - Zawsze jednak coś z tego będzie. I tak cieszymy się, że pojedziemy wspólnie na Święta. Wykorzystamy każdą minutę, którą będziemy mogli się nacieszyć.
– Poza tym nie staramy się zbytnio o tym myśleć, ponieważ, jak wiadomo, jesteśmy razem w Rzeszowie praktycznie cały czas. Może nie do końca cały czas patrząc na nasze harmonogramy, ale prawie cały czas. Poza tym dla nas nie ma znaczenia, czy zjemy na Święta elegancką kolację, czy raczej coś skromniejszego. Liczy się to, że spędzimy ten czas razem. Tradycje świąteczne w Belgii i we Francji są właściwie podobne. Najważniejsza jest Wigilia, a 25 grudnia spędzamy głównie razem w gronie rodziny i przyjaciół, jedząc resztki jedzenia z Wigilii, odpoczywając i nie robiąc nic specjalnego, tylko najwyżej grając wspólnie w jakieś gry lub coś w tym rodzaju – kończy Laura.
