Artykuły

Luna, czyli “osioł i diabeł wcielony” Artura Szalpuka. Dziś bez psa nie wyobraża sobie życia [WYWIAD]

W rodzinie Artura Szalpuka nigdy psów nie było, a w dzieciństwie siatkarz wręcz bał się czworonogów i uciekał przed nimi. Od ośmiu lat ma jednak swojego ukochanego przyjaciela, czyli Lunę. To pies, który wymaga wyjątkowej opieki, ale siatkarz zdołał nie tylko dobrze ją wychować, ale nauczyć też wielu sztuczek. A w lutym co roku wspólnie z Luną obchodzą adopciny! W Międzynarodowy Dzień Psa zapraszamy na wyjątkową rozmowę z przyjmującym Asseco Resovii i reprezentacji Polski.

Maciej Nowocień: 21 lutego to szczególna data w twoim kalendarzu. Dlaczego?
Artur Szalpuk: Są to adopciny mojego psa Luny. I to właśnie 21 lutego świętujemy, choć jeśli chodzi o typowe urodziny, to trzeba policzyć dwa miesiące wstecz, żeby ustalić konkretną datę. Najśmieszniejsze jest to, że obchodzenie urodzin jest takie ludzkie. Psa to przecież nie interesuje, dla niego nie ma to żadnego znaczenia i nie ma pojęcia, co się dzieje. On się cieszy tylko z tego, że dostaje mięso i może sobie zjeść coś dobrego. W jej przypadku wiadomo, że jest to coś specjalnego. No i cóż, Luna już zaraz będzie ze mną osiem lat. Uwielbiam spędzać z nią czas. Jest wariatką, cały czas pełną energii. Ludzie cały czas pytają mnie na ulicy, czy to szczeniak. Ja mówię: „No nie, już powinna się uspokoić”, ale jest o to bardzo trudno (śmiech). Wiadomo, że to też jest dużo zrozumienia i pracy, żeby pies mógł dobrze funkcjonować w mieście, bo to nie jest dla nich prosta sprawa. Są często przebodźcowane i trzeba dbać o to, żeby rozumiały, jak się zachowywać. Generalnie dla mnie mój pies jest najlepszy, dla każdego innego jego pies jest najlepszy. Te zwierzaki cieszą się życiem, dużo śpią. Dla nich nie ma znaczenia, czy jesteś siatkarzem, lekarzem, nauczycielem, czy jesteś dobry, czy zły. One zawsze się na ciebie cieszą i są gotowe do działania, jak tylko cię widzą.

Jak obchodzicie psie urodziny?
Zawsze po prostu staramy się sami przygotować mięsny tort, z jakąś symboliczną świeczką. Można też kupić trochę nowych zabawek, ale myślę, że w tym dniu najważniejsze jest to, żeby pies poczuł, że jest wyjątkowy. A w takim wypadku można go zabrać na jeszcze dłuższy spacer niż normalnie się go zabiera. Najlepiej gdzieś do lasu, żeby mógł sobie poniuchać. Można też porzucać frisbee czy piłkę, ale też nie ma co przesadzać, bo mój piesek jest akurat od niej “uzależniony” i to też nie jest za najlepsze. Najważniejszy jest wspólny czas.

Jak Luna znalazła się w twoim życiu?
Lunę adoptowałem z hodowli we Wrocławiu i nigdy wcześniej nie myślałem, że będę miał psa. U nas w domu nigdy nie było psów. Co więcej, sam jako dziecko się ich bałem. Jak tylko widziałem jakiegoś psa na ulicy, to uciekałem na drugą stronę albo wskakiwałem na ławkę, po prostu się chowałem. Ale pewnego dnia pojechałem do Wrocławia i kiedy zobaczyliśmy Lunę, od razu wiedziałem, że to właśnie ją adoptujemy. Początki były bardzo trudne, bo Luna była po prostu chodzącą małą piranią (śmiech). Gryzła wszystko, co tylko mogła, a szczególnie ludzi i ich ubrania. Jakoś jednak daliśmy radę i dzisiaj można powiedzieć, że pies jest ułożony, chociaż to jest trochę żartobliwe nadużycie tego określenia. Inaczej: Luna po prostu ma charakter.

Pewnie po tatusiu…
No tak, wiele osób to mówi (śmiech).

I dodajmy, że imię nawiązuje do książek z serii Harry’ego Pottera, których jesteś wielkim fanem.
Tak, zgadza się. Ale odkryłem, że nie jestem najlepszy w wybieraniu imion, bo chciałem, żeby imię było związane z Harrym Potterem, a właśnie spodobała mi się Luna. Wydawało mi się, że to takie łatwe i proste imię, więc tak też ją nazwaliśmy. Dopiero później, kiedy już bardziej wsiąkłem w ten psi świat, odkryłem, że Luna to jedno z najbardziej popularnych imion dla psów. Nawet ostatnio byłem na spacerze i spotkały się trzy psy i wszystkie trzy miały na imię Luna. Chyba nie jestem więc najlepszą osobą do wybierania imion dla psów (śmiech).

Toller, czyli retriever z Nowej Szkocji, jest trudnym psem do wychowania?
To, że na początku podgryzała mnie i gryzła wszystko, myślę, że było po prostu etapem szczenięcym. Natomiast toller jest dość trudną rasą pod tym względem, że potrzebuje bardzo dużo pracy umysłowej. Często ludzie wybierają psa, bo po prostu im się podoba, jest ładny, i na tym kończy się ich wiedza o rasie. A dobrze jest jednak dopasować psa do tego, co chce się z nim robić i do tego, jaki tryb życia się prowadzi. Luna potrzebuje dodatkowej stymulacji. Oczywiście długiego spaceru każdego dnia, ale też dodatkowej pracy umysłowej, na przykład noseworku. Kiedyś uprawialiśmy frisbee, teraz już nie do końca możemy, ale najważniejsze jest to, żeby pies miał jakieś zajęcie. Generalnie psy są inteligentne, ale ta rasa jest wyjątkowo inteligentna. Z tego, co wiem, tollery wywodzą się z Kanady i pierwotnie były wykorzystywane do polowania na kaczki. Uwielbiają wodę, uwielbiają ptactwo, więc niejako ich powołaniem jest właśnie polowanie na kaczki. A Luna przychodzi żyć w mieście, dlatego trzeba znaleźć jej takie zajęcie, żeby się po prostu nie nudziła i nie wariowała. Mam nadzieję, że żaden behawiorysta nie będzie później czytał tego wywiadu i nie powie: „co on tam opowiada?” (śmiech) Ale chodzi mi o to, żeby to dobrze zrozumieć. Dobrym przykładem są też border collie. Jest ich bardzo dużo w mieście i oczywiście można z nimi fajnie żyć i robić ciekawe rzeczy, ale jeżeli się z nimi odpowiednio nie pracuje, to potrafią w mieście zwariować. Są po prostu przepiękne, więc jeśli ktoś nie jest świadomy ich potrzeb, może takiemu psu nieświadomie zrobić krzywdę.

Dużo więc czytałeś, słuchałeś podcastów czy radziłeś się innych, skoro to tak wymagająca rasa?
Muszę powiedzieć, że byłem właśnie takim nieświadomym człowiekiem jeśli chodzi o te tematy. Nie zdawałem sobie sprawy, że przy psie trzeba poświęcać tyle uwagi i tak dużo się nim zajmować. Dlatego wszystkiego uczyłem się trochę w praniu. Kiedy jednak ktoś zwrócił mi uwagę i powiedział, jak ważna jest odpowiednia opieka nad psem, szybko stanąłem na nogi, żeby jak najlepiej zadbać o Lunę. Z czasem coraz więcej się nauczyłem i zrozumiałem, jak dużo pracy i zaangażowania wymaga życie z psem.

A propos behawiorystów, to korzystaliście z ich usług?
Tak i to dużo, naprawdę bardzo dużo. Luna przeszła chyba wszystkie etapy: psie przedszkole, zerówkę i tak aż do studiów (śmiech). Bardzo dużo chodziliśmy na nosework do trenerki, chodziliśmy też na frisbee. Mieliśmy indywidualne spotkania, więc tego wszystkiego było naprawdę sporo. Staraliśmy się od początku zapewnić jej dużo różnego rodzaju aktywności i pracy, żeby mogła się rozwijać i dobrze funkcjonować.

Gotujesz Lunie specjalne jedzenie czy bazujesz na puszkach?
Ja karmię Lunę suchą karmą i właściwie tyle, nie ma tu jakiejś większej historii. Do tego oczywiście gryzaki, ale Luna jest bardzo łasa na smaczki, więc można ją nimi przekonać praktycznie do wszystkiego. Im lepsza nagroda, tym więcej jest w stanie zrobić i tym chętniej słucha. Wiadomo, jeśli na spacerze bardzo się czymś zainteresuje, a ja wyjmę zwykłego smaczka, to może nie być nim zainteresowana. Ale gdybym miał prawdziwą szyneczkę, to wtedy jest już zupełnie inna historia. Dla takiej nagrody jest w stanie nawet z czegoś zrezygnować na spacerze.

A jej ulubione smaczki?
No to właściwie wszystko to, co my jemy, tylko wiadomo, pieskowi nie wolno dawać wszystkiego. Ale jakiś serek czy szynka? Wtedy Lunie po prostu świecą się oczy. Zawsze, kiedy otwierana jest lodówka, potrafi wybudzić się nawet z najgłębszego snu i przytruchtać do mnie, bo doskonale wie, że może liczyć na coś specjalnego.

Podobno u groomera, czyli psiego fryzjera, Luna była dwa razy. Pierwszy i ostatni.
Nie no, czasami chodzimy z Luną na pielęgnację, mniej więcej raz na trzy, cztery miesiące. Nie robimy tego zbyt często, bo nie ma takiej potrzeby, ale warto ją wtedy porządnie wyczesać, bo sierść cały czas odrasta. Luna ma też trochę zmienioną sierść na łapkach, jest w niektórych miejscach zniszczona i zmieniła kolor. Nie do końca wiemy, z czego to wynika, ale dlatego również potrzebuje od czasu do czasu odpowiedniej pielęgnacji. Tak naprawdę wystarczy jej taka wizyta raz na kilka miesięcy, żeby dobrze ją wyczesać i zadbać o jej sierść.

Luna umie też wiele sztuczek. Tollery to chyba psy, które szybko się tego uczą?
Wiesz co, umie ich sporo, ale jakbyś zobaczył, co ludzie są w stanie wyprawiać ze swoimi psami na frisbee albo w innych tego typu aktywnościach, to myślę, że nie jesteśmy nawet blisko nich. Luna jednak bardzo szybko wszystko pojmowała. Tak jak mówiłem, to jest rasa pracująca, więc jest chętna do pracy i do kontaktu z człowiekiem. Ona po prostu to lubi i chce współpracować, choć oczywiście nie zawsze ma na to ochotę. Dzięki temu bardzo szybko uczyła się różnych rzeczy i sztuczek.

Cały czas pracujecie nad nowymi sztuczkami?
Kurczę, ostatnio nie, ale chyba powinniśmy zacząć znowu nad tym pracować. Na pewno by chciała i byłoby lepiej. Ostatnio dużo robimy w domu takich sztuczek, można powiedzieć, że takiego psiego fitnessu, żeby wzmocnić jakieś małe partie mięśni. Chodzi o to, żeby Luna była sprawna, żeby lepiej jej się biegało i żeby po prostu dobrze się czuła. W pewnym sensie chcemy też wzmocnić jej ciało i zabezpieczyć ją na starość, żeby jak najdłużej była aktywna i sprawna.

Pamiętam, że kiedyś sporo bawiliście się frisbee. Dlaczego teraz musicie go unikać?
Mieliśmy badania i zdrowotnie okazało się, że frisbee może nie być dla Luny najlepsze, dlatego musieliśmy przestać.

Myślałeś o tym, żeby pojechać z Luną na jakieś zawody?
My traktowaliśmy frisbee bardziej jako formę aktywności i zabawy, a nie jako sport, w którym chcielibyśmy rywalizować. Niestety, jeżeli jestem w kadrze, to na takie rzeczy nie ma za bardzo pola. Oglądaliśmy jednak zawody i dwa razy byłem na takich wewnętrznych zawodach u trenerki Ani z PajonkTeam. Nawet raz udało nam się je wygrać, właśnie w naszym debiucie. To nie było oczywiście nic wielkiego, ale było super. Pojechaliśmy pierwszy raz, wystartowaliśmy i coś tam wygraliśmy, więc mieliśmy naprawdę fajną zajawkę. Za drugim razem byliśmy już znacznie słabsi (śmiech). Ale ten pierwszy start wspominam bardzo fajnie.

Luna kilkakrotnie się z tobą przeprowadzała. Najpierw mieszkała w Bełchatowie, potem w Warszawie, była też z tobą na Ukrainie, a teraz jesteście razem w Rzeszowie. Gdzie czuła się najlepiej? Czy po prostu tam, gdzie jej pan?
Wiadomo, że najlepiej jest jej tam, gdzie jestem ja i możemy być razem. To jest chyba najważniejsze. A jeśli chodzi o najlepsze warunki, to ma je u babci, czyli u mojej mamy. Ma cały ogródek, nie ma zbyt dużo bodźców i uwielbia tam być. Do tego jest rozpieszczana i zabierana na dodatkowe spacery, więc ma tam naprawdę świetne warunki.

Dużo jednak podróżujesz, a w sezonie reprezentacyjnym nie ma cię tygodniami. Z kim Luna wtedy zostaje?
Z moją dziewczyną Olą.

Dziewczyny się dogadują?
Zdecydowanie! Ola też się świetnie nią zajmuje i mają znakomity kontakt.

A gdy jedziecie gdzieś dalej na wspólne wakacje?
To jedzie do swojego raju u babci!

Wraca dwa kilo cięższa?
Muszę przyznać, że lekko zaokrąglona wtedy jest (śmiech)

Macie też wspólne zdjęcia na Podpromiu. Luna bywa na twoich treningach?
W Rzeszowie jest taka możliwość, bo hala jest dla nas cały czas dostępna. Czasami Ola odbiera mnie tam z Luną i potem wracamy sobie razem na piechotę. Luna wtedy oczywiście wpada do szatni, z każdym musi się przywitać, pomerdać ogonem, może znajdzie jakąś piłkę. Jest ciekawa wszystkiego, co się dzieje. Nie chcę jednak nikomu sprawiać problemów, więc szybko ją zabieram i idziemy dalej. Ale zna już wszystkie kąty Podpromia.

Zauważyłem, że Luna chętnie występuje też w twoich współpracach reklamowych.
To już jest inwencja mojej Oli, bo ona jest operatorką kamery i to ona wybiera ujęcia. Luna jednak też świetnie odnajduje się we współpracach i reklamach.

A co się dzieje z kontem Luny na instagramie? Od kilku lat nic nowego się nie pojawia!
Po prostu zapomniałem hasła (śmiech). Ale ostatnio założyliśmy nowe konto, więc jeżeli ktoś potrzebuje aktorki Luny, to zapraszamy do współpracy.

Macie takie grono siatkarzy, którzy również są zafiksowani na punkcie psów?
Wiem, że Kamil Semeniuk ma psa, podobnie jak Kewin Sasak czy Marcin Komenda, więc dużo osób w środowisku siatkarskim ma pieski. I pewnie każdy z nich myśli o swoim tak samo jak ja o Lunie, czyli że jest najlepszy. A jeżeli w drużynie jest kilka osób z psami, to czasami można też wspólnie wyjść na spacer. Czasami chodzę sam, a czasami z kimś. W Warszawie bardzo dużo spacerowałem z Kubą Kowalczykiem. My sobie rozmawialiśmy, a psy w tym czasie biegały, niuchały trawę i bawiły się. Było więc sporo takich psich spotkań.

O Lunie pisałeś, że to “osioł i diabeł wcielony”, ale chyba nic nie jest w stanie zastąpić takiej miłości.
Ja jestem w swojej Lunie bardzo zakochany i po prostu ją uwielbiam. Wiadomo, jak w życiu: każdy ma swoje wady, więc mój pies też nie jest ich pozbawiony. Ale na pewno tych dobrych momentów jest zdecydowanie więcej.

Powrót do listy