Mateusz Poręba o swojej pasji do motoryzacji: Jeśli ktoś by mi to odebrał, to całkowicie bym się załamał
Środkowy reprezentacji Polski i Asseco Resovii Rzeszów jest wielkim pasjonatem motoryzacji. Co ciekawe, nie tylko kolekcjonuje i zbiera kolejne eksponaty czy to kultowych motocykli czy samochodów amerykańskich, ale potrafi rozbierać i składać je na części. W rozmowie z nami opowiada też o tym dlaczego postawił na siatkówkę i co dzięki niej osiągnął.
SIATKARSKIE LIGI: Skąd się wzięła u Ciebie pasja do motoryzacji?
MATEUSZ PORĘBA (środkowy Asseco Resovii Rzeszów): Wyniosłem to z domu. Mój tata całe życie jeździł na motocyklach i też amerykańskimi samochodami. Praktycznie część swojego życia poświęcił na to. Zbierał motocykle i handlował na bazarze w Łodzi, jednym z większych w Polsce. Pamiętam, że jak byłem mały, to zawsze z nim jeździłem. Składałem sobie z tych części jakieś pojedyncze, mniejsze motorki. Im byłem starszy, to wygrywając na zawodach w judo dostawałem od rodziców taką nagrodę pieniężną i składałem sobie na motorki. Zaczęło się od pierwszego motocykla, potem drugiego, trzeciego i zaczęliśmy się też bawić w rozbieranie tego sprzętu. Początkowo były rowery, ale jak już złapaliśmy więcej doświadczenia i więcej wiedzy, to razem z młodszym bratem zaczęliśmy robić takie poważniejsze naprawy i spodobało mi się to. Początkowo troszeczkę byłem przestraszony, ale gdy poczułem już fajny „vibe” razem z bratem i ze znajomymi, to cały czas do tej pory tą pasję rozwijamy.

Myślałeś kiedykolwiek o uprawianiu sportów motorowych? Pochodzisz z Tuchowa koło Tarnowa, więc może w dzieciństwie jeździłeś na mecze Unii Tarnów?
Żużel to bardzo ciekawy sport, ale nigdy w życiu nie próbowałem jazdy na motocyklu żużlowym. Wydawało mi się, że to jest zbyt trudne dla mnie. Zawsze stawiałem jednak mocno na sport i to było u mnie na pierwszym miejscu. Najpierw było judo, ale też koszykówka, jakieś biegi przełajowe, piłka ręczna, później siatkówka. Dopiero gdy mieliśmy wolny czas, to razem z bratem jeździliśmy na motocyklach.

A zainteresowanie do technicznych rzeczy, jak rozbieranie, czy składanie tych motocykli – jak się tego nauczyłeś?
Wszystko zaczęło się od taty. Zresztą tato też nie skończył żadnych studiów ani techników mechanicznych. Był ślusarzem, więc wszystkiego uczył się sam. W dawnych czasach ciężko było z mechanikami, więc większość rzeczy robiło się samemu. Jeździło się na zloty po to, żeby poznawać ludzi, którzy mają na przykład tokarkę, żeby można było sobie dorobić jakieś rzeczy ciężko dostępne do niektórych motocykli. Tato stworzył też dużo projektów, na przykład motocykl z silnikiem od Garbusa, z wózkiem bocznym. Wtedy modne były również trajki, jedno koło z przodu i z tyłu dwa, na przykład z silnikiem od malucha, no i z bratem jak już zaczęliśmy łapać bakcyla, to sami rozbieraliśmy te silniki. Pierwszym motocyklem, którym się zajęliśmy, była Jawa Kaczka. Później była WSK-a, a gdy pojechaliśmy razem z bratem do Olsztyna i razem tam graliśmy, bo brat w II Lidze, a ja w PlusLidze, to mieliśmy swój garaż, gdzie zrobiliśmy pierwszy silnik w Olsztynie, do Urala m62. Poczułem w tym momencie, że potrzebuję tego, bo to mi resetuje głowę od siatkówki, od tych problemów, gdy mi nie idzie na boisku. Przychodząc do garażu, gdy zaczynam się skupiać na tych technicznych sprawach, to całkowicie się odcinam od rzeczy, które mnie otaczają w sporcie, jak np. hejt. I faktycznie wracałem do domu, spędzałem czas w garażu i byłem zadowolony. Gdy jeszcze udało się coś stworzyć własnymi rękoma i faktycznie to funkcjonowało, to frajda była większa. Dzięki temu przychodziło się potem na trening z dużą ilością energii.
Chciałeś podjąć naukę w technikum mechanicznym?
Przed tym jak dostałem informację, że mam możliwość pójścia do szkoły sportowej do Rzeszowa, to dostałem się już do szkoły mechanicznej w Mościcach, bo tam też grałem w koszykówkę w Unii Tarnów, więc chciałem to wszystko połączyć razem. Dostałem jednak szansę, żeby grać w siatkówkę w Rzeszowie, w AKS-ie, więc zrezygnowałem ze szkoły mechanicznej. Jednak w wolnym czasie z bratem zbieraliśmy dużo starych książek technicznych i czytaliśmy. Analizowaliśmy jak to wygląda i uczyliśmy się na błędach, bo sporo było różnych sytuacji, że coś złożyliśmy i trzeba było to rozłożyć od nowa. Jak np. w Uralu złożyliśmy sprzęgło i to sprzęgło się rozleciało, no to trzeba było od nowa ściągnąć skrzynię i rozebrać sprzęgło. Jest to dosyć ciężkie do składania, ale jak już się kilka razy rozłożyło i złożyło, a myślę, że sprzęgło w Uralu rozkładałem ze sześć razy, to teraz już mam taki patent, że bez problemu mogę to zrobić, nawet jak ktoś by mnie obudził w nocy. Kiedyś składaliśmy też kolejny silnik do Urala, m72. Tam była sytuacja, że jest taka mosiężna tulejka przy wałku rozrządu i nie sprawdziliśmy jak wałek rozrządu nachodzi w tą tulejkę. Gdy silnik zaczął pracować, to ta tulejka puściła opiłki, co skutkowało tym, że trzeba było od nowa ten silnik rozłożyć do ostatniej śrubki, wyczyścić i złożyć na nowo. Takie sytuacje się zdarzały i uczyły nas, żeby wyciągać wnioski i wypracować właściwą technikę.

O motoryzacji opowiadasz z ogromną pasją. Po meczach siatkarskich też zwykle jesteś rozmowny, ale nie aż w takim stopniu. Motoryzacja daje ci ogromną frajdę?
Nie ukrywam, że motoryzacją mocno żyję i jeśli ktoś by mi to odebrał, to bym całkowicie się załamał, bo to jest część, która mnie ukształtowała jako człowieka i ukształtowała mój charakter. Takie składanie motocykli wiąże się z tym, że trzeba być mocno cierpliwym człowiekiem, a jak już się jest w podróży, jak np. z tatą wyjeżdżamy na Węgry, to jesteśmy całkowicie wolni, możemy robić co chcemy, stajemy gdzie chcemy, możemy podziwiać piękne widoki gdzieś w lasach czy w górach. Myślę, że ciężko byłoby wziąć tym wszystkim ludziom, którzy jeżdżą na motocyklach po całym świecie i zwiedzają świat, żeby odcięli się od tego. To się nie bierze z niczego, tylko z tego, że faktycznie te motocykle dają taką dużą radość. Zresztą nie tylko motocykle, bo ja będąc profesjonalnym siatkarzem mam zabronione w kontrakcie i nie mogę jeździć na motorach. Dlatego wprowadziłem też te amerykańskie samochody, które mi pomagają w tym, żeby faktycznie tą swoją pasję rozwijać i ta kolekcja pojazdów sukcesywnie cały czas się powiększa.
Oprócz tego, że kolekcjonujesz motory i samochody, to tymi nietypowymi samochodami też jeździsz?
Tak. Zawsze nam się marzyło, żeby kupić sobie kampera. W tym roku przyszedł taki moment, że z dziewczyną zdecydowaliśmy, że kupimy sobie starego amerykańskiego vana Chevroleta G20, który ma zabudowę kempingową, dodatkowy akumulator, który nam też ułatwia, że jak chcemy gdzieś się przespać na dziko, to faktycznie nam to pomaga. No i jeździmy po Polsce, też trochę za granicę wyjeżdżamy. Jeszcze nie zrobiliśmy takiej dłuższej trasy, bo nie było tyle czasu wolnego, ale korzystamy z tego.

W tym roku nie znalazłeś się w kadrze na MŚ na Filipinach. Czy zrekompensowałeś sobie to niepowodzenie jakimś wyjazdem na wakacje?
Pojechaliśmy razem z dziewczyną do Chorwacji, do Splitu i tam jeździliśmy po wyspach. Miałem też czas, żeby z tatą pojechać do Egeru. Później byliśmy w Czechach i objechaliśmy tam górki. Przydało mi się, że trener Asseco Resovii - Massimo Botti dał mi bardzo dużo wolnego i ja skorzystałem z tego. Naprawdę zresetowałem mocno głowę i wróciłem na boisko z dużym uśmiechem na twarzy; wróciła mi też przyjemność z grania.

W jakich miejscach znajdujesz te stare eksponaty, żeby je pozyskać i potem przerabiać. Czy są to głównie giełdy czy raczej aukcje internetowe?
Jest mnóstwo takich pasjonatów jak ja. Większość rzeczy się znajduje na OLX, też jakby się weszło na pierwszą lepszą grupę starych motocykli czy samochodów, to ja tam będę, więc trochę się udzielam. Stamtąd czerpię wiedzę od osób, którzy mają większe doświadczenie ode mnie. No i czasami się zdarza, że poznaję ludzi, którzy jak wyjeżdżają gdzieś za granicę, to ściągają np. z Norwegii czy ze Szwecji dosyć rzadkie motocykle, które ciężko jest dostać w Polsce.
Ta Twoja pasja pewnie do tańszych nie należy?
No nie. Dużo osób od początku, gdy wszedłem do profesjonalnej ligi, mówiło mi, żeby zacząć myśleć bardziej o mieszkaniach i żeby nie inwestować pieniędzy w samochody. Zgadzam się z nimi. Czasami te moje decyzje nie są trafione, tak jak kupiłem kiedyś Pontiaca Fiero i to był błąd, bo ten samochód dał mi mocno w kość. Są też jednak wyjątkowe samochody. Na przykład niedawno spełniłem swoje marzenie, bo kupiłem Chevroleta Suburbana z 1991 roku, przerobionego, podniesionego, w starym klasycznym stylu. Są również takie samochody jak Corvetta, która jest taką ikoną motoryzacji. To był samochód chyba najdroższy, jaki kupiłem i myślę, że drugi raz bym już go nie kupił. To jest mały samochód dla mnie. Sprawiał mi z początku dużą frajdę, ale jednak nie jestem fanem aż tak bardzo wyścigowych samochodów. Nie mam takiego dużego doświadczenia i nie umiem wykorzystać w stu procentach potencjału tych samochodów.

Czy wszystkie te motocykle i samochody przechowujesz w rodzinnym w Tuchowie? Macie na to jakiś specjalny, duży garaż?
Jak chce się zobaczyć małe muzeum amerykańskiej motoryzacji, to można podjechać na rynek w Tuchowie. Ostatnio stało tam pięć amerykańskich aut. Dziwię się, że jeszcze ludzie się nie denerwują, że zajmujemy parkingi przed domem. Mamy też duży garaż, gdzie mieszczą się trzy samochody i pięć motocykli. Tam jeszcze jest kilka części i głównie tam jest nasza baza, gdzie działamy z różnymi projektami.
Zanim zostałeś siatkarzem byłeś też dobrze zapowiadającym się koszykarzem. Skąd zainteresowanie koszykówką?
Miałem trenera w Tuchowie, który był bardzo dużym fanem koszykówki i on mnie mocno pchał w tę stronę. Byłem najwyższy w szkole, więc ten wzrost bardzo mi pomagał. Byłem też mega mobilny i faktycznie dobrze to wyglądało na boisku, że byłem sprytny i wyróżniałem się. To była chyba jedna z cięższych decyzji, żeby pójść do Tarnowa na koszykówkę. Mocno się tego bałem, bo to jednak było wyjście z domu. Byłem wtedy bodajże w pierwszej klasie gimnazjum. To była trudna decyzja, ale jej nie żałuję, tylko tego, że wcześniej nie podjąłem się tego ruchu, bo w Tarnowie był dużo wyższy poziom zawodników, dużo większe możliwości, pierwsze rozgrywki młodzików czy kadetów. Pamiętam dobrze wyjazdy na mecze ligowe i poznawanie drużyn, np. jak pojechaliśmy pierwszy raz do Krakowa na Wisłę. Byłem pod dużym wrażeniem jak zobaczyłem, że mieli tam boiska na trzech sektorach i mnóstwo zawodników różnych dyscyplin. Były też różne maszyny, np. maszyna, która wyrzucała piłki. Dla mnie to było niesamowite i wiedziałem, że jeszcze wiele mnie czeka.

W międzyczasie pojawiła się też siatkówka?
Tak. Często była taka sytuacja, że jechałem na koszykówkę i z koszykówki od razu na siatkówkę w Tuchowie. Robiłem dwa treningi pod rząd. To był moment, gdy już zrezygnowałem w stu procentach z judo. Powiedziałem rodzicom, że wolę uprawiać inny sport, a oni powiedzieli, żebym robił to, co mi się najbardziej podoba i wspierali mnie w tym. Dużo czasu poświęcałem wtedy na treningi i dojazdy. Teraz sobie nie wyobrażam, żeby na przykład pojechać rowerem do Tarnowa, gdzie ja mam z domu 18 kilometrów. Raz gdy wracałem zdarzyła mi się taka sytuacja, że złapałem kapcia w połowie drogi i biegłem z rowerem, żeby zdążyć do Tuchowa na trening siatkówki. Bardzo mocno poświęciłem swoje życie dla sportu i myślę, że dużo osób, kogo by się nie zapytało w Tuchowie, to razem z bratem byliśmy bardzo widoczni na każdym boisku sportowym, niezależnie od tego, czy to było lato, czy zima. Graliśmy albo w koszykówkę, albo w piłkę i cały czas poprawialiśmy swoje możliwości. Jak byłem dzieciakiem, to miałem też dobre wyniki w pchnięciu kulą. Mieliśmy na dole nad rzeką takie boisko sportowe. Znalazłem duży kamień i sam uczyłem się, żeby pchać tym kamieniem, żeby się przygotować do zawodów. Mocno się poświęcałem, żeby faktycznie być coraz lepszym i zawsze było mi mało.
Co zadecydowało o tym, że w końcu postawiłeś na siatkówkę?
Siatkówka dała mi możliwość grania w kadrze Małopolski, czego nie dawała mi koszykówka. Pojechałem na swój pierwszy turniej w Szczyrku. Tam rozgrywaliśmy właśnie z kadrą Małopolski mistrzostwa Polski województw. Później odezwał się Rzeszów i powiedziano, że mam bardzo dużą szansę, żeby trenować w jednej z lepszych szkół sportowych. Stwierdziłem, że spróbuję podjąć się tego wyzwania. Oni zapewnili mi internat i wyżywienie, więc wszystko co potrzebowałem miałem na miejscu.

Patrząc z perspektywy czasu, wydaje się, że w koszykówce nie miałbyś możliwości osiągnąć tyle, co w siatkówce, więc podjąłeś dobrą decyzję?
Nigdy nie wiadomo co by było gdyby. Ostatnio razem z dziewczyną rozmawialiśmy właśnie na ten temat i to analizowaliśmy. Myślę jednak, że grając w koszykówkę nie pojechałbym na mistrzostwa świata, na Ligę Narodów, na mistrzostwa Europy. Zresztą w koszykówce też jest bardzo dużo zawodników. Ja z moim wzrostem myślę, że niekoniecznie byłbym najlepszym zawodnikiem na boisku. A w siatkówce to był już olbrzymi przeskok. Jeszcze jako junior pojechałem do Spały; byliśmy z drużyną w Finlandii, w Rosji, na Ukrainie, później w Bahrajnie. Jak już wskoczyłem do seniorskiej siatkówki, to mogłem zobaczyć np. Japonię, czy Chiny. Ja nigdy w życiu nie myślałem, że do Chin polecę. To było dla mnie tak daleko, jakiś odległy świat, a można powiedzieć, że do tej pory byłem więcej razy na lotnisku w Pekinie niż w Krakowie, czyli niedaleko od domu rodzinnego. To coś wspaniałego i na pewno siatkówka otworzyła mi całkowicie okno na świat. Ten sport dał mi bardzo dużo, bo dzięki siatkówce mogłem zdać prawo jazdy na samochód, maturę, poznałem świetnych znajomych, świetnych trenerów, którzy cały czas mi pomagali i cały czas pchali mnie do przodu. Mnóstwo takich pozytywnych rzeczy można zresztą wymienić. Dlatego czasami, gdy siadam po treningu w domu, to się zastanawiam, czemu ja się tak denerwuję będąc na boisku. Ja mam taki charakter, że strasznie szybko się denerwuję i jak przychodzę do domu, to sam się nie mogę nadziwić dlaczego tak jest? Mam przecież dobre życie, mam wspaniałych ludzi dookoła siebie. Tak naprawdę nic, tylko się cieszyć z tego, a to że popełniłem błąd w trakcie meczu, no to trudno. Jakoś cały czas nie mogę sobie wbić tego do głowy, żeby przestać się denerwować, tylko czerpać przyjemność z gry i wykorzystywać to, co dostałem od losu.
Mówisz o nerwach, ale przecież to co robisz przy motocyklach czy samochodach wymaga ogromnej cierpliwości i precyzji. Może na boisku chcesz być za bardzo perfekcyjny?
Tak. Jak przychodzę do garażu, to wszystko muszę sobie dobrze wyczyścić i przygotować tak, żeby było perfekcyjnie. A jak przychodzę na trening czy mecz, to siatkówka jest sportem, w którym popełnia się też dużo błędów i jak popełnię błąd w ataku czy zepsuję zagrywkę, to od razu się denerwuję. Nie mogę się tego oduczyć i zaakceptować, że nikt z zawodników nie jest perfekcyjny i że zawsze te błędy będą popełniane. Na pewno dużo od siebie wymagam, czasami może za dużo i dlatego te nerwy mnie nie opuszczają.

Dzięki temu, że grasz w Rzeszowie masz znacznie bliżej do rodzinnego Tuchowa niż w poprzednich sezonach. Często zaglądasz do domu i do swojego garażu?
Praktycznie w każdej wolnej chwili jadę spotkać się z tatą i troszeczkę ten czas, który on spędza na co dzień sam, mu urozmaicić. Wiadomo, że tato nie ma już tyle sił i chęci, żeby robić przy motorach i samochodach, ale samo to, że siada w garażu i ogląda jak tam działamy z bratem, to sprawia mu to ogromną przyjemność. Kilka razy widziałem, że poleciały mu łzy z oczu ze wzruszenia, że spełniamy nie tylko naszą pasję, ale też to, o czym on w dawnych czasach nie był w stanie nawet pomyśleć, że można coś takiego osiągnąć. Te samochody amerykańskie i części do nich to były marzenia, których tato nie mógł spełnić, bo te rzeczy były bardzo ciężko dostępne za czasów komuny.

W motoryzacji masz jakiś duży cel do zrealizowania, jak nabycie cennego i trudno dostępnego eksponatu?
Jedno takie marzenie już spełniłem. Jest to właśnie Chevrolet Suburban, który mi się zawsze się marzył. Z motocykli jeszcze jest Zundapp, który jest ciężko dostępny, ale myślę, że z czasem, gdy bardziej zabezpieczę swoją przyszłość, to taki eksponat do mnie trafi.
