Artykuły

"Mam znajomych w NHL". Patrik Indra zapowiadał się na świetnego hokeistę

Chciał być zawodowym hokeistą, marzył o NHL, ale zbyt szybki wzrost i problemy z kolanami spowodowały, że musiał znaleźć inną dyscyplinę sportu. Najlepszy obcokrajowej minionego sezonu PlusLigi, Patrik Indra, opowiada, jak trafił do siatkówki i czym różni się życie w Polsce i Czechach.

Hokej w Czechach to coś więcej niż tylko sport, jest wręcz jak religia. Jako dziecko zawsze marzyłem o tym, żeby być świetnym hokeistą i grać w Stanach Zjednoczonych w NHL. W pewnym momencie w swojej kategorii wiekowej byłem naprawdę niezły, oczywiście w tej szczytowej formie, jak miałem 14-15 lat. Byłem brany pod uwagę do drużyny narodowej w tej kategorii, ale po tym jak zacząłem nagle rosnąć i mieć problemy z kolanami, nie byłem już w stanie wrócić do hokeja. Teraz jestem oczywiście szczęśliwy z tego, co osiągam w siatkówce. Widocznie to siatkówka była mi pisana, a teraz spełniam swoje marzenia w Polsce.

PLUSLIGA: Jak się panu żyje w Polsce? Czy jest coś takiego, co pana zaskoczyło albo panu zaimponowało?

Bardzo podoba mi się w Polsce i nic mnie nie zaskoczyło, bo właśnie czuję się tutaj jak u siebie w domu. Do rodzinnego domu w Igławie mam około 3-3,5 godziny jazdy samochodem. Jak tylko mamy trochę więcej wolnego czasu między meczami, to wsiadamy z żoną w samochód i jedziemy w rodzinne strony, żeby trochę zmienić otoczenie i zresetować głowy. W Polsce też czujemy się bardzo dobrze. Nie widzę większych różnic kulturowych, czy chociażby jeśli chodzi o jedzenie. Jesteśmy zadowoleni z życia tutaj. Jedyną różnicę jaką dostrzegam, to trochę w języku, ale po kilku miesiącach pobytu już coraz więcej rozumiemy, więc w Polsce czuję się praktycznie jak w domu.

PLUSLIGA: Różnice między językiem polskim i czeskim są często pretekstem do żartów, zwłaszcza jak te same słowa znaczą zupełnie co innego. Nie doświadczył pan jakieś zabawnej sytuacji na tym tle?

Razem z kolegami z drużyny bardzo często żartujemy z tego powodu i wzajemnie sobie dogadujemy, bo tak jak Polacy śmieją się z niektórych czeskich słów, to tak samo jest w drugą stronę. Dzięki temu jest dużo zabawy. Np. po czesku „frajer” to taki super gość, którego się podziwia, a po polsku – to ktoś kogo się wyśmiewa. Najczęściej w drużynie przerabiamy więc właśnie takie słowa pułapki, które brzmią tak samo po polsku i czesku, ale mają zupełnie inne znaczenia.

PLUSLIGA: Jak się panu podoba w Częstochowie?

Mieszkamy akurat prawie w ścisłym centrum, 200 metrów od Jasnej Góry, więc bardzo często chodzimy tam z żoną na spacery. Pochodzę z rodziny chrześcijańskiej i jak bliscy mnie odwiedzają, to chodzimy razem do Sanktuarium. Częstochowa nam odpowiada. Mimo że mieszkamy praktycznie w centrum, to jednak w spokojnej okolicy, więc bardzo miło spędzamy czas.

PLUSLIGA: Jeśli chodzi o zainteresowania, to wciąż pasjonuje się pan hokejem?

Oglądam bardzo dużo sportów, a najwięcej hokeja. Wciąż mam w tym środowisku dużo znajomych, także w NHL, czy w lidze czeskiej. W miarę możliwości oglądam ich mecze i śledzę na bieżąco wyniki. Jak mamy czas, to jedziemy np. mecz do Ostrawy, bo z Polski jest tam blisko, a mam w tej drużynie przyjaciół.

PLUSLIGA: Oprócz hokeja dużą przewagę w Czechach w porównaniu z Polską ma piwo?

Dla mnie piwo czeskie jest nieporównywalnie lepsze od polskiego, ale mam nadzieję, że polscy kibice nie będę mi mieli tego za złe.

Powrót do listy