Razem tworzymy historię siatkówki, czyli wspomnienia Krzysztofa Mecnera o ORLEN Mistrzostwach Polski Masters
– Mistrzostwa Polski oldboyów to zawody z niepowtarzalną atmosferą, na których można spotkać jednocześnie siatkarskie gwiazdy różnych epok, bo przecież uczestniczyli w nich mistrzowie olimpijscy i świata, medaliści mistrzostw Europy i cała rzesza znakomitych zawodników polskiej elity, którzy tworzyli przez lata historię polskiej siatkówki. W tych mistrzostwach gra jednak cała masa ludzi kochających ten sport, niemająca może głośnych nazwisk, ale bez których trudno sobie wyobrazić siatkówkę – pisze we wstępie do swojej książki nieodżałowany Krzysztof Mecner, wielokrotny gość mistrzostw i legenda siatkarskiego dziennikarstwa.
Wszystko o 30. edycji ORLEN Mistrzostw Polski Masters
Przytaczamy obszerne fragmenty publikacji „Razem tworzymy historię siatkówki” przy okazji 30-lecia mistrzostw, które są tak lubiane przez siatkarską społeczność. Autor tej wspaniałej kroniki odszedł w maju 2023 roku, a książka ukazała się później. Przed nami już trzydziesta, jubileuszowa edycja, która w dniach 12-14 czerwca rozgrywana będzie w Drzonkowie.
Wyjątkowa rodzina
„Siatkarze mówią o sobie, że są jedną, wielką rodziną i to jest prawda. Sam też czuję się członkiem tej wyjątkowej rodziny. Jako sportowy dziennikarz specjalizujący się w siatkówce, dzięki tej dyscyplinie przeżyłem najwspanialsze chwile w życiu. Przez ponad 30 lat poznałem wielu wspaniałych ludzi z nią związanych. „Przeżyłem” kilka generacji polskich siatkarzy, a takie okazje, jak spotkania oldboyów są też dla mnie piękną sposobnością do spotkania dawno niewidzianych przyjaciół z siatkarskiej rodziny – tak Krzysztof Mecner wprowadzał w świat mistrzostw Polski graczy powyżej 35 roku życia:
Mistrzostwa Polski oldboyów to kapitalna impreza, na której jest czas i na walkę na boisku, i na wspominanie niezapomnianych chwil z dawnych czasów. Warto te mistrzostwa przybliżyć i przypomnieć wszystkim miłośnikom tego sportu, bo też te turnieje nie tylko ich uczestnikom zapadły głęboko w pamięć.

Ze swej strony chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować za pomoc wszystkim tym, którzy tak chętnie pomagali mi w napisaniu niniejszej książki. Podziękowania należą się Arturowi Popko, który wymyślił powstanie takiej książki, Wojciechowi Mielcarzowi, wspierającemu mnie niezwykle ciepło, paniom Małgorzacie Makarewicz i Beacie Piontek oraz Cezaremu Matusiakowi za niezbędną pomoc w zebraniu dokumentacji, nieocenionym: Leszkowi Dejewskiemu, Januszowi Kapce i Jarkowi Szalpukowi oraz wszystkim tym, którzy dzielili się ze mną pamiątkami, zdjęciami i wspomnieniami, a których opowieści można przeczytać w tej książce, która – mam nadzieję – będzie także interesująca dla wszystkich kibiców siatkówki w naszym kraju. Polska siatkówka liczy od niedawna 90 lat, istotną rolę w jej historii zajmują także mistrzostwa oldboyów. O tych, którzy ją wspólnie tworzyli można przeczytać w niniejszej książce”.
Zawsze raz do roku
Mistrzostwa Polski oldboyów są jedną z najciekawszych form integracji siatkarskiego środowiska. Raz do roku wielka liczba polskich byłych, a czasem wciąż czynnych zawodników spotyka się ze sobą, ofiarnie rywalizując w kilku kategoriach wiekowych. Siatkarze walczą niezwykle zaciekle o medale mistrzostw Polski, które są dla nich cenną sportową pamiątką. Nie to jest jednak pewnie dla nich najważniejsze, ale możliwość takiego przedłużenia sportowej pasji i możliwość spotkania się z wieloma byłymi partnerami i rywalami z lat wyczynowej kariery. W mistrzostwach często można zobaczyć siatkarzy różnych generacji sportowych. Zarówno tych, którzy tworzyli historię polskiej siatkówki w pierwszych latach, przedwojennych, jak i w kolejnych dekadach istnienia państwa polskiego. Byli i są wśród nich zarówno wielkie gwiazdy światowej siatkówki, z mistrzami olimpijskimi i świata na czele, medaliści mistrzostw Polski i Europy, zawodnicy czołowych klubów ligowych, jak i ci, którzy grali w niższych klasach rozgrywkowych i półamatorsko. Wszystkich ich jednak łączy wielka miłość do tej pięknej dyscypliny sportu, którą można uprawiać z powodzeniem także w dojrzałym wieku.
Od 2008 roku mistrzostwom nadano imię Wojciecha Zielińskiego, niestrudzonego propagatora tego czempionatu, który miał wielką zasługę w popularyzacji tych rozgrywek i integracji polskiego siatkarskiego środowiska. Redaktor Zieliński przez wiele lat był wodzirejem zawodów, spikerem i ich duszą. Po przedwczesnej śmierci w 2007 roku uhonorowano go nazwaniem mistrzostw jego imieniem.

Tak się wszystko zaczęło
Pierwsze mistrzostwa Polski oldboyów rozegrano w 1996 r. w Jastrzębiu-Zdroju, ale już wcześniej mówiono o różnych formach walki starszych siatkarzy o medale. Juliusz Karski to dzisiaj żywa legenda polskiej siatkówki, najstarszy reprezentant kraju, niezwykle barwna postać w historii tej dyscypliny. Odegrał też wielką rolę w historii tych rozgrywek.
– Rozmawiałem w związku o tym, że warto też pomyśleć o siatkarzach starszej generacji, choć ówczesny prezes Eryk Ippohorski-Lenkiewicz nie był jakimś wielkim orędownikiem takich zawodów – wspominał JULIUSZ KARSKI, legenda polskiej siatkówki. – W Warszawie już dziesięć lat wcześniej rozgrywano mistrzostwa stolicy, organizowane przez TKKF. Oldboye zostali zaproszeni do Moskwy na turniej prezydenta Jelcyna, tam grano już w różnych kategoriach wiekowych. Takie były początki mistrzostw oldboyów. Pisaliśmy do PZPS potem pisma, by jednak zorganizować mistrzostwa Polski. Prezes był raczej przeciwny, PZPS wtedy wielkich funduszy nie miał. Projekt przeforsował jednak Artur Popko, który trafił w tamtych latach do Fundacji Rozwoju Piłki Siatkowej i wszystkich zaraził swoim entuzjazmem.
Pomysł narodził się w samochodzie, którym wracali z turnieju towarzyskiego w Szczytnie Artur Popko, Dariusz Domański, Józef Sobolewski i Leon Bartman.

– Wracaliśmy samochodem z tego Szczytna i zastanawialiśmy się, co zrobić, aby zintegrować siatkarskie środowisko – wspomina ARTUR POPKO. – Leon Bartman zaczął wtedy mówić, że np. w Niemczech organizowane są mistrzostwa w różnych kategoriach wiekowych i dlaczego czegoś takiego nie zorganizować u nas. Od słowa do słowa i wymyśliliśmy, że warto by zorganizować specjalne mistrzostwa dla siatkarzy, którzy pokończyli kariery, takie zawody, w których mogliby rywalizować o medale mistrzostw Polski. Zatrudniłem do propagandy tej imprezy redaktora Wojciecha Zielińskiego, który odegrał istotną rolę w rozwoju tych zawodów. Pierwsze mistrzostwa rozegraliśmy w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie pomagał nam Bank Spółdzielczy i Regionalna Izba Gospodarcza, bo trzeba przecież było mieć odpowiednie środki.
– Pamiętam podróż ze Szczytna. Mówiliśmy, że przecież na świecie są rozgrywane mistrzostwa świata i Europy w tych starszych kategoriach wiekowych, a u nas nie ma podobnej imprezy. I postanowiliśmy działać w tej sprawie – opowiada DARIUSZ DOMAŃSKI. – Rok później doszło do organizacji pierwszych mistrzostw w Jastrzębiu, w których zresztą zagrałem, jak i w kolejnych dwudziestu trzech edycjach. Jestem bodaj jedynym siatkarzem, który miał okazję grać we wszystkich mistrzostwach, mam w kolekcji aż 22 medale w różnych kategoriach wiekowych – uśmiecha się pan Dariusz. – Oczywiście, ciepło wspominam start w tej pierwszej edycji w Jastrzębiu, gdy grałem w zespole Kerkopolu, gdyż tak się nazywał sponsor naszej drużyny, którego załatwił nam Leon Bartman. Wówczas była tylko jedna kategoria wiekowa – plus 35 lat i zajęliśmy wtedy znakomite, drugie miejsce, przegrawszy jedynie z warszawską Asekuracją, która miała zespół złożony z samych gwiazd siatkówki.
Dariusz Domański jest jednym z wielu stałych uczestników mistrzostw oldboyów. Liczni siatkarze mają na koncie niewiele mniej występów niż on. Do takich zawodników zaliczają się: Witold Poinc, Leszek Dejewski, Ryszard Leszczyński i Krzysztof Poprawa. W 23 turniejach uczestniczył Cezary Matusiak, najpierw jako zawodnik, potem był też sędzią, sędzią głównym i koordynatorem imprezy.
– Grałem jako zawodnik w drużynie warszawskiej Syrenki, między innymi z Julem Karskim. Nawet śmiesznie było, bo miałem być rezerwowym, ale nie dojechał jeden z podstawowych graczy i musiałem walczyć na boisku – wspomina CEZARY MATUSIAK. – Nie było mnie tylko na jednych mistrzostwach, w Olsztynie. Dla mnie największy wpływ na powstanie tej imprezy miał Artur Popko. Też grał w siatkówkę, zresztą u mnie, gdyż kiedyś byłem jego trenerem. Pamiętam, że gdy organizował pierwsze turnieje, nawet ubolewał, że... jest za młody, by samemu uczestniczyć w tych rozgrywkach jako zawodnik. Zawsze wkładał wielką energię w organizację. Nawet w czasach bardzo trudnych relacji między PLS a PZPS potrafił uzyskać od związku koncesję na organizację mistrzostw oldboyów. Wojtek Zieliński odegrał z kolei ogromną rolę w propagowaniu tej imprezy. Miał do tego wyjątkowy talent. Kapitalnie interpretował grę jako spiker, był zresztą kolegą całej masy polskich siatkarzy, których znał doskonale, co bardzo ułatwiało mu pracę.
– To kapitalna impreza, którą można długo wspominać – mówi JANUSZ KAPKA, inny wieloletni uczestnik mistrzostw oldboyów. – Graliśmy w nich nie tylko dla medali i nagród indywidualnych, ale też dla własnej satysfakcji i frajdy, wszyscy kochamy przecież ten sport. Wiele wspomnień na zawsze zapadło w pamięci. Dostałem na mistrzostwach wiele nagród indywidualnych, ale nie moja nagroda, ale Andrzeja Martyniuka utkwiła mi do dziś w pamięci. W Olsztynie dostał niegdyś nagrodę MVP, którą była... kanapa. Nie miał jej jak zabrać do samochodu. Stała więc w hali, a siatkarze się na niej wylegiwali. Istnieje prawdopodobieństwo, że stoi tam do dzisiaj.

– Miałem zawsze wielką satysfakcję z tego, że mogłem się przyczynić, by te mistrzostwa zostały zorganizowane i na stałe włączyły się do corocznego programu wielkich siatkarskich imprez – wspomina ARTUR POPKO. – Roli organizatora podjąłem się będąc jeszcze młodym człowiekiem, który czynnie walczył o jak najlepsze lokaty w turniejach o mistrzostwo Polski w siatkówce plażowej. Na wielu pierwszych turniejach ubolewałem zresztą, że muszę się zadowolić jedynie rolą organizatora, a nie czynnego zawodnika. Na wielu tych pierwszych edycjach mistrzostw Polski podkreślałem, że będę te mistrzostwa organizował przynajmniej dotąd, aż sam będę mógł zagrać. Doczekałem się potem wielu startów i medali tej imprezy i cieszę się, że tak się rozwinęła. Ze skromnego przedsięwzięcia w 1996 r., po ogromne wyzwania organizacyjne, jakie mamy w ostatnich latach. Mam piękne wspomnienia z tych mistrzostw. Były nie tylko dramatyczne spotkania na boisku i poza nim, ale także wiele zabawnych i niespodziewanych historii wokół mistrzostw.
Ikoną mistrzostw oldboyów z pewnością jest też Ryszard Leszczyński. Uczestniczył w niemal wszystkich czempionatach i przede wszystkim miał wielki wkład w powstanie tego turnieju i przeprowadzenie pierwszych mistrzostwa Polski w Jastrzębiu-Zdroju w 1996 r.
– Uczestniczyłem w dwudziestu trzech mistrzostwach Polski. Nie byłem jedynie na XX mistrzostwach, bo akurat wtedy spadłem z drzewa i skręciłem sobie nogę – wspomina RYSZARD LESZCZYŃSKI. – Pamiętam początki. Artur Popko szukał lokalizacji na zorganizowanie pierwszych w historii mistrzostw Polski oldboyów. Razem z Romanem Głodkiem podjęliśmy wyzwanie i mistrzostwa odbyły się na obiekcie w Jastrzębiu Boryni. Mój Bank Spółdzielczy, a także prezydent miasta i regionalna izba gospodarcza, w której działał Roman Głodek, zasponsorowali imprezę, która z biegiem lat przekształciła się w wielkie przedsięwzięcie. W pierwszych mistrzostwach zajęliśmy trzecie miejsce, choć grał u nas mistrz olimpijski Zbigniew Zarzycki. Na tytuł czekaliśmy jednak dość długo. Najpierw wygrywała Asekuracja, potem mistrzem była drużyna z Gdyni. Dopiero w 2002 r. osiągnęliśmy cel. Pamiętam rywalizację z Asekuracją, która była zawodową drużyną, złożoną z gwiazd siatkówki, z którą trudno było wygrać. Pamiętam, że nadzieję na wygraną mieliśmy w III mistrzostwach, które także organizowaliśmy w Jastrzębiu. Wtedy jednak pechowo skręcił nogę nasz znakomity rozgrywający Karol Janaszewski i szansa przepadła. Poszliśmy potem podobną drogą jak Asekuracja, zapraszając do siebie wielu czołowych graczy z całej Polski. Myślę, że około stu znakomitych siatkarzy z wielu rejonów naszego kraju występowało w barwach mojego Banku. Bardzo mile wspominam wiele turniejów. Pamiętamy też redaktora Zielińskiego. Wspólnie z kolegami z drużyny wystosowaliśmy nawet pismo, by mistrzostwa miały jego imię, po przedwczesnej śmierci redaktora. Wspominam mistrzostwa w Międzyrzeczu, gdyż wylosowałem wycieczkę do Egiptu. Pojechałem zresztą na tę wycieczkę i była ona bardzo udana. Myślałem o organizacji kolejnego turnieju w Jastrzębiu. Chciałem, by ponownie zorganizować tam mistrzostwa, gdy obchodziły jubileusz 20-lecia istnienia. Miałem dogadaną sprawę z prezydentem miasta i prezesem Jastrzębskiego Węgla Zdzisławem Grodeckim. Prezes Grodecki jednak wtedy odszedł ze stanowiska w klubie i projekt upadł. Gdy organizowałem pierwsze mistrzostwa, miałem 49 lat. Dzisiaj mam 75 lat i grałem w coraz starszych kategoriach wiekowych. To wspaniała impreza integrująca całe środowisko. Rozrosła się do gigantycznych rozmiarów. Bardzo się cieszę, że mogłem przyczynić się do jej powstania i rozwoju.

Historyczny start
Pierwsze mistrzostwa Polski oldboyów w Jastrzębiu-Zdroju zgromadziły na starcie tylko osiem zespołów, w kolejnych edycjach lista ekip walczących o medale systematycznie wzrastała. By uniknąć rywalizacji siatkarzy, których często różniło nawet 20 lat, w trzecim czempionacie wprowadzono drugą kategorię wiekową.
Pierwszych pięć turniejów było niezwykle ciekawych, ale niepokonana przez te lata była drużyna Asekuracji Warszawa. Jak mówiono w kuluarach – prawdziwie profesjonalna drużyna, złożona z gwiazd siatkówki. Jej kapitanem i sponsorem był szef firmy Asekuracja Wojciech Mielcarz, który do każdych mistrzostw przygotowywał się niezwykle starannie.
– Wszystko zaczęło się od rozgrywek Ligi Biznesu, która powstała w Warszawie w latach dziewięćdziesiątych. Aktywnie uczestniczyłem w nich po zakończeniu piętnastoletniego czynnego uprawiania siatkówki i rozpocząłem działalność w biznesie – wspomina WOJCIECH MIELCARZ. – Biznes to także sport, bo w warunkach ostrej konkurencji jest duża rywalizacja i prowadzenie firmy jest bardzo trudne. By wygrywać, trzeba mieć wolę walki i wytrwałość, jak w piątym secie w siatkówce. Sport daje dużą wytrzymałość, podwyższa ogólną sprawność pracowników, pomaga w różnych sytuacjach życiowych. Uczy tej woli walki i cierpliwości potrzebnej w negocjacjach biznesowych. W 1987 r. z kolegami powołałem Przedsiębiorstwo Specjalistyczne Asekuracja Spółka z o.o. Oczywiście, nie zerwałem z siatkówką, której uprawianie dalej sprawiało mi ogromną przyjemność. Stworzyliśmy drużynę siatkarską Asekuracji i zaczęliśmy grać we wspomnianej Lidze Biznesu. Wygraliśmy ją dwukrotnie, a startowały w niej drużyny największych warszawskich przedsiębiorstw. Udział i wygrane były dla Asekuracji dużym sukcesem marketingowym. Relacje z rozgrywek pokazywała telewizja, pisała o nas prasa, nawiązaliśmy wiele nowych kontaktów towarzyskich i biznesowych. Byliśmy zauważalni. Firma się prężnie rozwijała, miała zasięg ogólnopolski. Tworzyliśmy oddziały na terenie całego kraju. W pierwszych składach drużyny Asekuracji grali m.in. Jan Zaremba – wiceprezes Asekuracji, potem wiceprezes Fundacji Rozwoju Piłki Siatkowej i wiceprezes PLS S.A., Ireneusz Mazur – trener reprezentacji Polski juniorów i seniorów, dzisiaj komentator Polsatu, Jacek Kasprzyk – obecnie prezes PZPS, Józef Sobolewski – obecnie pracownik PZPS, Tomasz Rudnicki wraz z żoną, Bernard Smoleński, Ireneusz Smoleński, Sławomir Poślad, znany siatkarz plażowy Marek Antoniuk i ja oraz kobiety Krystyna Ostromęcka – medalistka igrzysk olimpijskich w Meksyku w 1968 r. i mistrzostw Europy w 1971 r., Jola Dolecka – trenerka reprezentacji Polski juniorek, a potem wieloletnia wiceprezes i prezes klubu AZS Politechnika Warszawska, oraz Jagoda Chmiel. W każdej z drużyn był obowiązkowy udział dwóch kobiet. Poszukiwaliśmy jednak nowych wyzwań. I wtedy pojawiła się okazja do udziału w I Mistrzostwach Polski Oldboyów, które organizował PZPS przy udziale Fundacji Rozwoju Piłki Siatkowej. Dla Asekuracji start w tym turnieju był nową próbą sprawdzenia się organizacyjnie i sportowo. Dlatego też wsparliśmy ten projekt także finansowo. W firmie powołałem sztab organizacyjny i techniczny, na którego czele stanął Irek Mazur. To on dokonywał wyboru zawodników i ustalał skład drużyny. Znacznie wzmocniliśmy drużynę, sięgając po byłych reprezentantów Polski. Wszyscy siatkarze Asekuracji za udział w mistrzostwach otrzymywali stosowne wynagrodzenie, mieli zapewnionego trenera i salę treningową przed zawodami. Otrzymali trzy komplety strojów sportowych i inne niezbędne wyposażenie. Ponieważ w drużynie Asekuracji było wielu dawnych reprezentantów kraju, podstawowe barwy strojów sportowych były biało-czerwone, drugimi, na zmianę – barwy firmy Asekuracja, czyli niebiesko-białe, a trzecimi – zielono-białe, a więc kolory równowagi, przyjaźni, a także nadziei na zwycięstwo. Zdobyliśmy w sumie pięć tytułów mistrza Polski. Na pierwsze mistrzostwa mieliśmy ciekawy skład ekipy, z olimpijczykami Janem Suchem, Wojciechem Drzyzgą, Bogusławem Kanickim na czele. Te pierwsze mistrzostwa wspominam bardzo mile. Były dobrze zorganizowane, poziom rywalizacji był bardzo wysoki. Odnowiłem wiele starych znajomości i cieszyliśmy się z faktu, że zdobyliśmy w Jastrzębiu złoty medal.

Walka o medale I mistrzostw Polski była niezwykle zacięta. Na parkiecie w hali na Boryni wystartowało osiem zespołów, z wieloma byłymi gwiazdami siatkówki na czele. Najstarszym zawodnikiem był legendarny Julo Karski (odszedł w 2021 roku, w wieku 90 lat – przyp. red.), były reprezentant Polski, walczący w barwach drużyny warszawskiej Syrenki, która zajęła w turnieju siódme miejsce. Najbardziej utytułowanym graczem był mistrz olimpijski i świata, słynny podopieczny Huberta Wagnera – Zbigniew Zarzycki, który zasilił szeregi drużyny gospodarzy – Jastrzębia Jastrzębie-Zdrój.
– Nigdy wcześniej nie grałem w Jastrzębiu, ale organizatorzy mistrzostw zaprosili mnie do swojego zespołu, a ponieważ kocham ten sport, bez wahania się zgodziłem – wspomina ZBIGNIEW ZARZYCKI. – Ja zawsze grałem by zwyciężyć, w tych mistrzostwach jednak wywalczyłem tylko brązowy medal, bo koledzy z zespołu mieli trochę odmienne zdanie, jak należy grać. Wspominam ten start bardzo miło. Potem, kilka lat później, po raz drugi wystąpiłem w tej imprezie, w Cetniewie, ale tam medalu już zdobyć się nie udało.
Jastrząb Jastrzębie, który tworzył Ryszard Leszczyński (obok niego i Zarzyckiego występowali w tym zespole: Jan Karaś, Roman Głodek, Karol Janaszewski, Jerzy Florkiewicz i Jan Słowiński), nie dostał się do finału. Rywalem Asekuracji była inna warszawska ekipa Kerkopol, w barwach której występowali m.in. kierownik reprezentacji Polski Leon Bartman, wieloletni zawodnik warszawskiej Legii Witold Poinc czy Dariusz Domański, jeden z pomysłodawców tych rozgrywek, jedyny siatkarz, który grał we wszystkich 24, rozegranych do 2019 r., mistrzostwach Polski. W drużynie tej grali także Dariusz Pucuła, Jerzy Wójt i Leszek Pszczoła.
W finale Asekuracja nie dała większych szans Kerkopolowi, wygrywając to historyczne starcie 3:0 (15:9, 15:7, 18:16). Nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju dostał słynny niegdyś rozgrywający reprezentacji Polski Wojciech Drzyzga, który umiejętnie kierował grą kolegów w finałowym meczu. Inną nagrodę dostał kolejny gracz Asekuracji Jarosław Sadowski. Tuż przed mistrzostwami oldboyów zdobył bowiem mistrzostwo Polski w rozgrywkach ligowych, grając w barwach Kazimierza Płomienia Sosnowiec. W dramatycznej rywalizacji ligowej Kazimierz ograł w finale warszawską Legię, której trenerem był Wojciech Drzyzga. Sadowski jest jednym z dwóch siatkarzy, którzy w jednym roku wygrali mistrzostwa Polski seniorów i mistrzostwa Polski oldboyów. Jego wyczyn powtórzył Krzysztof Wójcik. Już w 1999 r. triumfował w Cetniewie w barwach Asekuracji, a pięć lat później w barwach Jastrzębia wygrał mistrzostwa i seniorów, i oldboyów.
Druga kategoria wiekowa
W 1998 roku impreza powoli zaczęła się rozrastać. Nowością było wprowadzenie drugiej konkurencji w zmaganiach. Obok prestiżowej kategorii plus 35 lat, o medale zaczęli rywalizować nieco starsi siatkarze, którzy mieli już ukończone 50 lat.
– W pierwszych mistrzostwach rozegranych w Jastrzębiu byłem sędzią głównym, potem byłem także koordynatorem zawodów i pełniłem jeszcze kilka innych funkcji – wspomina legendarny polski arbiter i były siatkarz warszawskiej Legii CEZARY MATUSIAK. – Te trzecie mistrzostwa Polski, rozegrane w Jastrzębiu-Zdroju, wspominam jednak ze szczególnym sentymentem. Zdobyłem w nich tytuł jako siatkarz. W tych mistrzostwach wprowadzono nową kategorię wiekową, co stworzyło szanse na sukcesy starszej generacji siatkarzy, którzy wcześniej mieli przecież nikłe szanse rywalizacji z dużo młodszymi kolegami, nierzadko wciąż czynnymi siatkarzami, grającymi w ligowych drużynach. Wprowadzenie starszej kategorii wiekowej otworzyło nowe możliwości. Dostałem zaproszenie od drużyny Syrenki Warszawa, w której występował Julo Karski. Miałem być rezerwowym, ale jeden z zawodników doznał kontuzji, więc musiałem grać i w ten sposób zostałem mistrzem Polski. W finale pokonaliśmy drużynę gospodarzy. Pamiętam ten mecz z Jastrzębiem, był bardzo zacięty. Wygraliśmy go 2:1 w setach.
W podstawowej kategorii plus 35 lat nadal dominowała Asekuracja. Finał był zresztą identyczny jak w Drzonkowie, gdyż zespół Mielcarza pokonał Jastrzębie. To było dość jednostronne widowisko, Asekuracja ani przez moment nie była zagrożona. Warszawski zespół triumfował w dwóch krótkich setach 15:5 i 15:5.
– Mój zespół był niewątpliwie profesjonalny – wspomina WOJCIECH MIELCARZ. – Na czas mistrzostw wszyscy zawodnicy byli zatrudnieni w Asekuracji, mieli pełne „bezpieczeństwo” i tworzyliśmy im szanse przypomnienia się kibicom. Na trzecie mistrzostwa sięgnąłem po nowych sławnych kiedyś graczy. Wprawdzie w 1998 r. w Asekuracji nie było już mistrzów olimpijskich, ale zostali godnie zastąpieni przez młodsze sławy. Do drużyny Asekuracji dołączyli byli reprezentanci kraju: Wacław Golec, Andrzej Martyniuk oraz Michał Kisielewicz i Antoni Bogdanowicz. Dołączył do nas także Witek Poinc. Pamiętam mecz, który z jego zespołem rozegraliśmy rok wcześniej, gdy faktycznie mieliśmy z nim spory problem. Wygraliśmy ledwo, ledwo, 2:1 w setach, ale przyczyna była zupełnie inna. Pierwszego dnia w Drzonkowie była uroczysta kolacja, po której następnego dnia mieliśmy problem... ze skompletowaniem szóstki. Stąd te nasze kłopoty w tamtym spotkaniu. Potem jednak już zespół doszedł do siebie i w kolejnych meczach żadnych problemów nie było. W 1998 r. w Jastrzębiu ustrzeliliśmy hat-tricka, trzeci raz z rzędu wygrywając mistrzostwo Polski. Jastrzębie było groźnym rywalem, ale w finale spokojnie sobie z nim poradziliśmy.
Znów zawodnicy Asekuracji zgarnęli też większość nagród indywidualnych. Andrzej Martyniuk został wybrany na najlepszego atakującego turnieju, Ireneusz Kłos był najlepszym rozgrywającym, Jacek Skrok najwszechstronniejszym zawodnikiem. Drużynę Asekuracji w roli trenera prowadził Jan Such. Najlepszym przyjmującym tych mistrzostw został gracz Jastrzębia Karol Janaszewski (znany niegdyś zawodnik, a potem wyśmienity trener). Na najlepszego blokującego wybrano byłego wieloletniego kapitana reprezentacji Polski Włodzimierza Nalazka, który w oldboyach reprezentował drużynę warszawskiego MDK. Nagrodę dla najstarszego uczestnika zyskał Juliusz Karski, legendarny gracz pierwszych powojennych lat, powoływany do kadry, któremu karierę złamało arystokratyczne pochodzenie, co w czasach wczesnego komunizmu było bardzo źle odbierane.

– Pamiętam te trzecie mistrzostwa najbardziej – wspomina JAN SUCH. – W tym czasie byłem trenerem Mostostalu, z którym w 1998 r. zdobyłem mistrzostwo Polski. Przed decydującymi meczami o mistrzostwo miałem zgrupowanie drużyny w Spale. Dojechali na treningi tam także zawodnicy Asekuracji, z którymi szykowałem się do mistrzostw Polski oldboyów. Oczywiście, może tych treningów tak wiele nie było, bo bardziej „trenowaliśmy” wieczorami, wspominając dawne czasy. Dla mnie to były trzecie mistrzostwa oldboyów. W 1996 r. jeszcze byłem grającym trenerem, potem, mając tyle gwiazd w drużynie, jedynie szkoleniowcem, ale dla mnie był to zaszczyt być trenerem Wójtowicza, Gawłowskiego, Drzyzgi, Kłosa czy innych gwiazd polskiej siatkówki. Wojtek Mielcarz podszedł do sprawy niezwykle profesjonalnie, mieliśmy za zwycięstwa naprawdę wysokie premie finansowe. Jako trener jednocześnie mistrza Polski i mistrza Polski oldboyów z czystym sercem mogę stwierdzić, że oldboye trzymali bardzo wysoki poziom i gdyby to wszystko było na sto procent poważnie, to z pewnością nawet w tym wieku mogliby być dobrą drużyną ekstraklasy. To świadczy, jak wysoki był poziom czempionatu oldboyów w tamtych czasach. Z drugich mistrzostw pamiętam Tomka Wójtowicza, który dostał od organizatorów... szablę i miał problem, jak ją zawieźć do domu. Załatwili mu jednak jakiś samochód, by tę szablę zabrał ze sobą. Świetnie grał wciąż Wiesiu Gawłowski. Miałem wielki wybór znakomitych siatkarzy, ale oczywiście wpuszczałem też na boisko Wojtka Mielcarza czy Jasia Zarembę. W drugich mistrzostwach nie wstawiłem jednak do szóstki Wojtka Drzyzgi. Ten się chyba obraził na mnie i za to w tych trzecich mistrzostwach zagrał w innych barwach. To była fantastyczna grupa siatkarzy. Takim kierownikiem ekipy był natomiast słynny bokser Grzegorz Skrzecz, z którym się zresztą serdecznie zaprzyjaźniłem. To fajna sprawa takie zawody, które pozwalają dawnym przyjaciołom i rywalom z polskich parkietów spotkać się ponownie. Rola trenera w takich mistrzostwach jednak do łatwych nie należy. Na porannych spotkaniach nieraz był problem... ze skompletowaniem szóstki zdolnej do gry, ale to też przecież urok takich imprez. Mam na koncie trzy złote medale mistrzostw Polski oldboyów i to są dla mnie cenne trofea.
Jubileusz dziesięciolecia
W 2005 r. wprowadzono do programu mistrzostw czwartą kategorię wiekową plus 50 lat i medali do zdobycia było więc jeszcze więcej. Jubileuszowe X mistrzostwa rozegrano w Miliczu, łącząc niejako turniej oldboyów z III edycją Siatkarskiej Alei Gwiazd (dłonie w tej edycji odciskali Stanisław Gościniak, Mirosław Rybaczewski, Włodzimierz Stefański i Józef Wołyniec). Na starcie stanęła rekordowa liczba 26 drużyn. Najliczniej obsadzona była kategoria plus 45 lat, gdzie o medale walczyło aż 12 zespołów.
Największe emocje budziła jednak rywalizacja w najmłodszej kategorii wiekowej. Jej finał zapowiadał się pasjonująco, naprzeciwko siebie stanęły ekipa broniącego tytułu Ponik’su Oxide Bielsko-Biała i drużyna Olsztyn 91/92. Trenerem warmińskiej ekipy turnieju był legendarny olsztyński szkoleniowiec Andrzej Grygołowicz, który doprowadził AZS Olsztyn w 1991 i 1992 r. do tytułów mistrza Polski. Po trzynastu latach od tamtych pamiętnych dla Olsztyna wydarzeń trener i wielu jego podopiecznych chciało sobie przypomnieć dni chwały i jeszcze raz stanąć na najwyższym stopniu podium. Grygołowicz miał do dyspozycji wielu swoich dawnych zawodników, takich jak: Mariusz Sordyl, Jarosław Szalpuk, Leszek Urbanowicz, Dariusz Skotnicki, Tomasz Nalazek, a także innych znakomitych graczy jak: Sławomir Gerymski, Leszek Nawrat, Robert Kuciński czy Paweł Wrzeszcz. W finale jednak olsztyńska ekipa zagrała zaskakująco słabo i przegrała 0:2 (11:25, 17:25) z obrońcami tytułu. Ponik’s zwyciężył efektownie. Rolę trenera tej drużyny powierzono zaczynającemu szkoleniową karierę Grzgorzowi Wagnerowi, który z powodu kontuzji grać w turnieju nie mógł. Doskonale w barwach Poniks’u spisywali się jednak: Rafał Legień, Grzegorz Kosatka, Tomasz Wojciechowski, Jerzy Zwierko i ich koledzy z drużyny, wśród których byli także właściciel Poniks’u Piotr Więcek i Leszek Wagner, wujek Grzegorza i brat legendarnego Huberta.

– Grałem w wielu mistrzostwach Polski w różnych drużynach, ale ten turniej w Miliczu wspominam najmilej – mówi znakomity przez lata gracz Kazimierza Płomienia RAFAŁ LEGIEŃ. – W finale zagraliśmy doskonały mecz z drużyną z Olsztyna, a u nich grała przecież cała masa znakomitych i utytułowanych zawodników.
– W Miliczu wygraliśmy mistrzostwa drugi raz z rzędu – wspomina PIOTR WIĘCEK. – Zwycięstwo przyszło nam znacznie łatwiej, bo nasz finałowy rywal Olsztyn był niedysponowany i grał bardzo słabo. Mieliśmy małe obawy o wynik, bo Grzesiek Wagner miał skręconą nogę, nie mógł grać i jedynie wprawiał się w roli szkoleniowca. Rozgrywali u nas Zwierko i Wojtyłko. Mimo wszystko sobie poradziliśmy. Mieliśmy wówczas współsponsora, firmę Oxide, stąd nazwa drużyny brzmiała Ponik’s Oxide Bielsko-Biała. Rok później, gdy mistrzostwa rozgrywano w Bełchatowie, nie udało nam się zebrać zespołu, bo wyrastaliśmy już z kategorii plus 35. Moi przyjaciele Wagner i Popik przeszli do drużyny z Jastrzębia i poprosili mnie również o grę w tej ekipie. To była już wyższa kategoria wiekowa, plus 40 lat. W finale pokonaliśmy warszawski XXL, z obecnym prezesem PZPS Jackiem Kasprzykiem w składzie. Tuż przed mistrzostwami była Aleja Gwiazd w Miliczu, gdzie główną atrakcją był mecz słynnej reprezentacji Huberta Wagnera. Nasi mistrzowie olimpijscy zagrali z oldboyami Gwardii. Oczywiście, chciałem po trzydziestu latach zobaczyć znów mistrzów w akcji i stąd moja obecność w Miliczu. Byłem tam swoją lancią i do Bełchatowa jechałem w towarzystwie redaktorów Wojciecha Zielińskiego i Krzysztofa Mecnera. Czułem się trochę zmęczony po imprezie w Miliczu, więc po drodze poprosiłem Wojtka by poprowadził samochód, a sam się zdrzemnąłem. Ze zgrozą odkryłem po przebudzeniu, że Zieliński jedzie ze dwieście na godzinę. Na szczęście w całości dowiózł nas do Bełchatowa. To nie był mój ostatni start w mistrzostwach Polski. W 2011 r. do gry w sosnowieckim Płomieniu zaprosił mnie Waldek Wspaniały. Niestety w Rewalu medalu nie zdobyliśmy, choć byliśmy blisko, zajmując czwarte miejsce. Byłem także na mistrzostwach Polski w Kędzierzynie-Koźlu, ale tam nie grałem, bo wracałem z podróży służbowej ze Lwowa i wpadłem w ostatniej chwili, tylko spotkać się z bratem i kolegami z boiska, zobaczyć ich, jak grają. Tam przytrafiła nam się zresztą przykra historia. Wracaliśmy z bankietu z bratem Danielem i Wieśkiem Popikiem do hotelu, gdy napadła na nas trójka chuliganów. Nie wiem, czy chcieli nas okraść czy pobić, ale rzucili się na nas z pięściami. Nie wiedzieli, że mają do czynienia z siatkarzami, a to twardzi ludzie. Obroniliśmy się przed nimi, spuszczając im solidne lanie. Starty w mistrzostwach oldboyów wspominam z wielkim rozrzewnieniem. To fantastyczna okazja do spotkania przyjaciół z siatkarskiej rodziny, z którymi przecież rzadko się widujemy.
Kategoria plus 40 lat w Miliczu przyniosła tradycyjną rywalizację Banku Spółdzielczego z Jastrzębia i gdyńskiego Stabilatora. Sosnowieccy gracze w barwach Stabilatora obronili tytuł, wygrywając tym razem w dwóch setach, do 13 i 26. Ryszard Bosek, zwany przed laty najlepszym przyjmującym świata, grał tym razem na pozycji libero, a jego młodsi koledzy doskonale radzili sobie w ataku. Trzon Stabilatora tradycyjnie stanowili: Dziura, Kardas, Szopa, Kapka, wzmocnieni Zdzisławem Olejnikiem (rok wcześniej grał w Poniks’ie). Jastrzębie miało silny skład z Dejewskim, Wójcikiem, Popikiem, Jabłońskim, Przybyszem, Kubicą, wspomaganymi przez Ryszarda Leszczyńskiego. Mistrzostwa jednak im się nie udało odzyskać. Brązowy medal zdobyła Rutyna Mikołów, w której grali Mariusz Kubica, Sławomir Rubin, Adam Zachlod, Krzysztof Lewicki, Leszek Kubański, Krzysztof Knapczyk, Adam Szczepański.

Bank Spółdzielczy był także w finale kategorii plus 45 lat, ale i ten finał przegrał 1:2 (27:25, 21:25, 11:15) z Janem Bauerem Siemianowice, w którym grali m.in. Antoni Bogdanowicz, Jarosław Sadowski (mistrz Polski z 1996 r.), Daniel Więcek czy sponsor drużyny Jan Bauer. W Jastrzębiu grali w tych mistrzostwach: Marek Pawelec, Jan Karaś, Jan Słowiński, Leszek Górny, Andrzej Brzezinka, Marek Samol i Jerzy Florkiewicz. Brązowy medal przypadł drużynie MCKiS Jaworzno, która potem przez wiele lat będzie jedną z najskuteczniejszych ekip walczących w starszych kategoriach wiekowych. W tej drużynie występowali: Andrzej Patucha, Piotr Czapla, Jan Banasik, Andrzej Suryjak, Ryszard Nowotarski, Jerzy Langier i Stefan Dwornicki.
– To był mój pierwszy tytuł mistrza Polski – wspomina DANIEL WIĘCEK. – Wcześniej sam organizowałem zespół, noszący nazwę mojej firmy Progress Września. Grałem z chłopakami, z którymi na boisku spotykałem się od lat, był w drużynie też mój brat Piotr, który potem sam organizował zespoły. Na któreś mistrzostwa jednak nie udało mi się skompletować drużyny, więc korzystałem z zaproszeń innych ekip. Wielokrotnie startowałem w mistrzostwach, zdobyłem kilka medali. To piękna impreza integracyjna, na której spotykają się byli koledzy ze wszystkich stron Polski. Zawsze chętnie uczestniczyłem w tych turniejach. We Wrześni halowych mistrzostw nie organizowaliśmy, za to były organizowane mistrzostwa Polski oldboyów w siatkówce plażowej.
W rozegranej po raz pierwszy kategorii plus 50 lat, zwyciężył tradycyjny medalista mistrzostw Professional Warszawa. Drużyna Dariusza Domańskiego w finałowym meczu uporała się z Lambdą Wrocław, wygrywając 2:1 (25:15, 24:26, 21:19) po niesamowicie dramatycznym i pasjonującym spotkaniu. We wrocławskiej ekipie grali: Marek Ciaszkiewicz, Zbigniew Barański, Leon Zogata, Jan Nowicki, Zbigniew Dudek, Lesław Zaręba, Marcin Pawłowicz, Bogdan Pawlikowski, Jerzy Kołodziej, Ryszard Norowicz, Ludwik Ralski. Brązowy medal wywalczył zespół z Tarnobrzega, w którym występowali: Jacek Szarek, Wacław Salmucha, Waldemar Ziętek, Józef Buła, Wiesław Białek, Andrzej Dróbkowski, Andrzej Turaj, Zbigniew Weryński.

Więcej historii dotyczących mistrzostw można znaleźć w książce Krzysztofa Mecnera „Razem tworzymy historię siatkówki”, która będzie dostępna w Drzonkowie, w trakcie trwania jubileuszowej 30 edycji mistrzostw.
Sponsorem Głównym Mistrzostw Polski Masters w Piłce Siatkowej 2026 jest Grupa ORLEN SA.
∂ Krzysztof Mecner (1962 – 2023)
Znany dziennikarz katowickiego „Sportu”, wybitny znawcy tematyki siatkarskiej, autor dziesiątek książek o tematyce siatkarskiej, wieloletni felietonista portalu plusliga.pl.
Urodzony 18 lipca 1962 roku w Sławkowie Krzysztof Mecner od 1985 do 2001 roku był związany z katowickim „Sportem”, pisząc o siatkówce i piłce nożnej. Był autorem wielu książek i publikacji o tematyce sportowej, między innymi encyklopedii „80 Lat Polskiej Siatkówki”, „90 Lat Polskiej Siatkówki” i „Siatkówka na igrzyskach”. Razem z Grzegorzem Wagnerem był współautorem biografii Huberta Wagnera „Kat”, wydał także kilkadziesiąt innych książek i publikacji.
Erudycja i ogromna wiedza zaowocowały wieloma książkami i publikacjami o tematyce sportowej. Był również współautorem książek „Moja droga do sukcesu” razem z Igorem Prielożnym oraz „Kariera spełnionych marzeń” ze Zbigniewem Zarzyckim. Przez wiele lat był także stałym felietonistą oficjalnych portali ligowych PLS.
∂ Zdjęcia: Wiesław Kozieł, z archiwum autora i PLS, z archiwum Fundacji Siatkówki Plażowej i Wojciecha Mielcarza, ze zbiorów Janusza Kapki, Jana Schmidta, Jarosława Szalpuka, Marka Kwiecińskiego, Artura Popki, Małgorzaty Makarewicz, Cezarego Matusiaka, Jerzego Zwierki, Maksymiliana Chadały, Leszka Dejewskiego.
Powrót do listy







