Artykuły

Spełniony American Dream Bartosza Bednorza. Tych wakacji nie zapomni nigdy [WYWIAD]

Zwiedzanie amerykańskich metropolii, bajecznych plaż, ale też jazda na koniu na Dzikim Zachodzie, spanie w przydrożnych motelach czy podążanie śladami bohaterów serii “Kac Vegas”. Brzmi dobrze? To właśnie na takie wakacje zdecydował się Bartosz Bednorz, przyjmujący PGE Projektu Warszawa, który spędził miesiąc w Stanach Zjednoczonych. Trzeba przyznać, że siatkarz udanie wykorzystał sezon przerwy od reprezentacji Polski, ale o swoim american dream opowie Wam sam. Zapraszamy na rozmowę.

Maciej Nowocień: Podczas Grand Prix PGE twoi klubowi koledzy żartowali, że oni latają po piachu, a ty jeździsz w tym czasie w Stanach Zjednoczonych na koniu… Ale mówiąc serio, to w USA chyba odpocząłeś i spełniłeś swoje marzenia?
Bartosz Bednorz: Zdecydowanie był to wyjazd, który spełnił moje marzenia. Od zawsze chciałem odwiedzić Stany Zjednoczone, ale wcześniej nigdy nie było na to odpowiednio dużo czasu. W te wakacje wszystko jednak tak się ułożyło, że pojawiła się taka możliwość. Powiedzieliśmy sobie, że musimy ją wykorzystać, i rzeczywiście spędziliśmy w Stanach cały miesiąc.

Ale zanim polecieliście do Stanów, to urlop zaczęliście od od rajskiej wyspy Bali.
Tak, byliśmy tam około trzech tygodni, a potem wróciliśmy na mniej więcej tydzień do Polski i następnie wylecieliśmy już na miesiąc do Stanów, na ten wymarzony trip. Bali był to taki trochę typowy odpoczynek, ale jednocześnie miejsce, które od dawna miałem na swojej bucket liście. Nigdy wcześniej tam nie byłem, a bardzo dużo się o Bali słyszało, więc chciałem na własne oczy przekonać się, czy faktycznie jest tam tak, jak wszyscy opowiadają. Ten wyjazd miał być przede wszystkim bardziej wypoczynkowy. Wiedzieliśmy, że Stany będą zdecydowanie intensywniejsze, bo planowaliśmy dużo się przemieszczać i zwiedzać, dlatego Bali miało być takim momentem na zwolnienie tempa i złapanie oddechu. I rzeczywiście było to idealne miejsce do tego. Ja osobiście zakochałem się w Bali, więc jeśli tylko będzie kolejna okazja, to na pewno będę tam wracał nieraz.

Co cię tam zachwyciło lub zaskoczyło?
Wiesz co, bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie przede wszystkim jakość jedzenia, która tam jest. Ja uwielbiam zdrowe odżywianie, dobre produkty i takie połączenia, które są jednocześnie smaczne i fit. Tam naprawdę ma się wrażenie, że ludzie przyjeżdżający z całego świata bardzo świadomie podchodzą do tego, co jedzą, a miejscowi są świetnie przygotowani na takie potrzeby. Jest masa naprawdę dobrych restauracji, a przy tym wcale nie są one drogie. Zresztą bardzo często słyszało się, że na Bali tak naprawdę najdroższa jest sama podróż, czyli lot samolotem, natomiast życie na miejscu jest naprawdę tanie. I to jest coś pięknego, bo mamy dostęp do masy lokalnych owoców i produktów, które są w bardzo przystępnych cenach, więc można się tym wszystkim zajadać praktycznie bez ograniczeń. Do tego Bali jest niesamowicie dobrze przygotowane pod kątem turystów. My byliśmy w Uluwatu, które jest oczywiście miejscem turystycznym, ale jest też Canggu, które słynie bardziej z imprezowego klimatu. My natomiast celowaliśmy w miejsce, które odpowiadało naszym potrzebom. Ja w tamtym czasie wracałem do pełnej sprawności po kontuzji, więc zależało mi na dostępie do dobrych fizjoterapeutów, siłowni i oczywiście dobrego jedzenia.I tak naprawdę wszystko to znaleźliśmy właśnie tam. Dlatego jestem pod ogromnym wrażeniem Bali i na pewno bardzo dobrze wspominam ten wyjazd.

Organizowaliście sobie go sami?
Tak, całe wakacje planowaliśmy we dwoje, więc nie korzystaliśmy z żadnych usług ani gotowych planów podróży. Wszystko organizowaliśmy we własnym zakresie.

Z kolei trip po Stanach zaczęliście od Nowego Jorku.
Był to taki mocny początek, jeśli chodzi o wielkomiejski styl życia. Po spokojniejszym Bali nagle znaleźliśmy się w ogromnym mieście, z zupełnie inną energią, tempem i atmosferą. Nowy Jork był więc dla nas takim wejściem w ten intensywniejszy etap całej podróży.

Byłeś w Nowym Jorku pierwszy raz?
Tak. Generalnie wszystkie miejsca, w których byliśmy, były dla nas nowe, więc właśnie w ten sposób chcieliśmy zaplanować tę podróż. Wcześniej byłem już w Stanach, bo kilka razy graliśmy w Chicago, więc miałem z tym krajem trochę styczności, ale bardzo chciałem zobaczyć znacznie więcej. Dlatego zaplanowaliśmy wszystko tak, żeby odwiedzić jak najwięcej miejsc, ale jednocześnie nie robić tego wyłącznie na zasadzie szybkiego odhaczania kolejnych punktów. Zależało nam też na tym, żeby w każdym z tych miejsc trochę pobyć, poczuć jego klimat i faktycznie z niego skorzystać.

Polubiłeś Nowy Jork i tempo tego miasta?
Myślę, że życie na dłuższą metę w Nowym Jorku może być troszeczkę przytłaczające. Wydawało mi się, że Warszawa jest już dużym i naprawdę zatłoczonym miastem, natomiast Nowy Jork to jeszcze wyższy poziom. Z drugiej strony ma niesamowity klimat, wręcz filmowy. Jest tam masa miejsc, które kojarzą się właśnie ze scenami z filmów, i zobaczenie tego wszystkiego na własne oczy robi naprawdę ogromne wrażenie. Wiem, że pewnie wiele osób odwiedziło już Nowy Jork i w dzisiejszej erze social mediów trudno jest kogokolwiek czymś zaskoczyć, bo większość tych miejsc znamy wcześniej ze zdjęć czy filmów. W końcu jednak znalazła się przestrzeń, żeby tam pojechać, i ogromnie się z tego cieszę. Sam Nowy Jork zrobił na nas tak duże wrażenie już na początku, że właściwie moglibyśmy wtedy wracać do domu, a i tak bylibyśmy w pełni usatysfakcjonowani. Odwiedziliśmy wszystkie takie najbardziej popularne miejsca, więc jak mówię, było tam naprawdę bardzo dużo chodzenia. Korzystaliśmy też z metra, rowerów miejskich i właściwie cały czas byliśmy w ruchu. To był naprawdę bardzo intensywny czas, ale dzięki temu udało nam się zobaczyć i poczuć naprawdę dużo podczas pobytu w Nowym Jorku.

Były też zakupy na Piątej Alei?
Zdecydowanie tak! To też było takie miejsce, do którego polecieliśmy ze świadomością, że trochę pokorzystamy z zakupów i zapełnimy sobie walizki. Z drugiej strony cały czas musieliśmy z tymi walizkami podróżować, więc trzeba było zachować pewien umiar i być ostrożnym, jeśli chodzi o zakupy (śmiech). Chcieliśmy jednak przywieźć ze sobą jakieś pamiątki, dlatego też nie szaleliśmy jakoś bardzo, ale kilka fajnych rzeczy udało nam się kupić i przywieźć ze sobą tutaj do Polski.

Z Nowego Jorku polecieliście do Miami…
Tam już troszeczkę zwolniliśmy. Wynajęliśmy sobie samochód i mieliśmy hotel blisko Ocean Drive, więc to było bardzo wygodne, bo praktycznie wszędzie mieliśmy blisko i mogliśmy naprawdę sporo zobaczyć. Samochodem objechaliśmy też wiele miejsc w okolicy. To był dla nas taki fajny moment, żeby połączyć zwiedzanie z odrobiną relaksu. Po Nowym Jorku, który był naprawdę bardzo intensywny, zdecydowanie potrzebowaliśmy trochę zwolnić tempo. Tam robiliśmy praktycznie codziennie po 25-30 tysięcy kroków, więc jak dla mnie były to już jakieś rekordowe wyniki.

Czyli porządne cardio na wakacje!
Zdecydowanie tak! (śmiech)

Kolejny przystanek to wyspy Bahama, czyli znów istny raj na ziemi.
Tam już był totalny relaks. Tak naprawdę nie było tam za bardzo czego zwiedzać, więc skupiliśmy się przede wszystkim na odpoczynku. Polecieliśmy na wyspę Exuma i spędziliśmy tam naprawdę piękny czas. Niesamowite widoki, woda o takim kolorze, jakiego chyba nigdy wcześniej nie widziałem. Byłem już naprawdę w kilku miejscach na świecie, ale to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Do tego ludzie, których tam poznaliśmy, byli bardzo sympatyczni i życzliwi. Jedzenie również było przepyszne, szczególnie świeże owoce morza, a do tego ten niesamowity klimat, który po prostu tam panuje. To był więc moment, w którym faktycznie mocno odpoczęliśmy i spokojnie czekaliśmy na moje urodziny.

A spędziłeś je… w Las Vegas!
Ten dzień mieliśmy zaplanowany w taki sposób, że obudziliśmy się jeszcze na Bahamach, ale już w moje urodziny. Zjedliśmy urodzinowe śniadanie, wypiliśmy kawkę, chwilę jeszcze odpoczęliśmy przy basenie, a później zebraliśmy się na lotnisko i tego samego dnia polecieliśmy do Las Vegas. Przylecieliśmy wieczorem, więc mieliśmy czas, żeby na spokojnie zameldować się w hotelu, wybrać się na urodzinową kolację i spędzić jeszcze wieczór właśnie tam. Bardzo się z tego cieszę, bo szczerze mówiąc, chyba nawet nie wymarzyłbym sobie, że jednego dnia będę mógł spędzić urodziny zarówno na Bahamach, jak i w Las Vegas. To było coś pięknego i na pewno zostanie ze mną na zawsze. Zawsze będę do tego wracał, bo cały ten trip był tak naprawdę jednym wielkim marzeniem, które udało nam się spełnić podczas tych wakacji. Jestem naprawdę bardzo wdzięczny za to, że mieliśmy taką możliwość i że mogliśmy sobie pozwolić na taką podróż. Naprawdę bardzo to doceniam.

To, co było w Las Vegas, zostaje w Las Vegas?
(śmiech) Las Vegas zapamiętałem przede wszystkim tak, że było bardzo gorąco. Wiadomo, to miasto na pustyni, ale temperatury sięgające 50 stopni w ciągu dnia robią naprawdę ogromne wrażenie. Dosłownie jakby człowiek wszedł w ubraniu do sauny. Zabawne jest też to, że w Las Vegas odległości potrafią być bardzo mylące. Wszystko wydaje się być blisko, niby jest za rogiem, a kiedy zaczynasz iść do konkretnego miejsca, okazuje się, że możesz spacerować przez 45 minut. Dlatego nie chodziliśmy tam jakoś bardzo dużo. Mieliśmy zresztą już wynajęty samochód, bo z Las Vegas ruszaliśmy dalej w stronę Arizony i Utah, więc samochód był dla nas zdecydowanie najwygodniejszym rozwiązaniem.

Nie wróciłeś z Las Vegas jako mąż? Tam sprawę można załatwić bardzo szybko w jednej z licznych kapliczek.
(śmiech) Nie, nic z tych rzeczy. Takie sprawy z Olą traktujemy bardzo poważnie, więc tutaj nie ma żartów. Później z takiego wielkomiejskiego klimatu, jaki ma Las Vegas, gdzie naprawdę bardzo dużo się dzieje, ruszyliśmy dalej. Jako fan serii „Kac Vegas” oczywiście nie mogłem ominąć tych wszystkich charakterystycznych miejsc i atrakcji. Fajnie było zobaczyć je na żywo i przekonać się, jak wyglądają w rzeczywistości. Ten nasz filmowy sen trwał więc dalej, bo Las Vegas również bardzo mocno kojarzy się z filmami. Fajnie było po prostu tam być, zobaczyć to wszystko na własne oczy i poczuć ten klimat.

Domyślam się, że spaliście więc w hotelu Caesars Palace?
Spaliśmy właśnie w Bellagio i mieliśmy taki pokój, z którego praktycznie mieliśmy widok na dwie strony. Dosłownie z łazienki i z salonu widzieliśmy Caesars Palace. Co więcej, jeszcze przed urodzinową kolacją trafił nam się pokaz fajerwerków właśnie na Caesars Palace, więc śmialiśmy się, że to wszystko zostało specjalnie zorganizowane na moje urodziny przez moją Olę (śmiech). Wszystko było dopięte na ostatni guzik i naprawdę super to wyszło. Ola przygotowała dla mnie kilka urodzinowych niespodzianek. Zresztą cały ten trip był jedną wielką niespodzianką, bo za każdym razem, kiedy przyjeżdżaliśmy do nowego miejsca, byliśmy pod ogromnym wrażeniem i zaskoczeni tym, co widzieliśmy.

Podróżowaliście mustangiem, a to chyba idealne auto na taki amerykański road trip?
Dokładnie tak. Chcieliśmy dopasować się do klimatu takiego prawdziwego amerykańskiego road tripu, dlatego stamtąd ruszyliśmy już na Dziki Zachód i pustynię. To była totalna zmiana klimatu. Spaliśmy w kamperach, trafiały się też takie motele rodem z filmów, momentami wręcz z horrorów. Wszystko było tak zaplanowane przez moją Olę, żeby ta podróż naprawdę przypominała to, o czym zawsze razem mówiliśmy i o czym marzyliśmy. I właśnie to było w tym wszystkim najpiękniejsze. Nie skupialiśmy się na dobrych hotelach, bo to zupełnie nie pasowało do klimatu tej części podróży. Chcieliśmy poczuć prawdziwy klimat amerykańskiego road tripu: spać w takich motelach, kamperach, jeździć przez pustynię i po prostu doświadczyć tego wszystkiego na własnej skórze. To było naprawdę coś pięknego.

Widziałem, że szczególne wrażenie zrobił na tobie Kanion Antylopy.
Antelope Canyon, Grand Canyon i tak naprawdę wszystkie te miejsca, które mieliśmy okazję zobaczyć, robią niesamowite wrażenie. Ciężko jest to w ogóle oddać na zdjęciach, bo na żywo wszystko wygląda jeszcze bardziej spektakularnie. Staraliśmy się korzystać na maksa z czasu, który tam mieliśmy, ale jednocześnie chcieliśmy robić zdjęcia dla swoich bliskich, żeby mogli zobaczyć, gdzie jesteśmy i co przeżywamy. Ja zdecydowałem się też wrzucać trochę materiałów dla swoich fanów, żeby oni również mogli zobaczyć te piękne miejsca, które odwiedziliśmy. Część z nich na pewno już tam była, ale fajnie było się tym po prostu podzielić. Widziałem też, że naprawdę sporo osób było wdzięcznych za to, że mogło zobaczyć te miejsca trochę naszymi oczami. Także super, że mogliśmy się tym wszystkim podzielić.

I faktycznie na tym wspomnianym koniu na Dzikim Zachodzie jeździłeś!
To w ogóle było już coś pięknego! To była urodzinowa niespodzianka od mojej partnerki, więc do samego końca tak naprawdę nie wiedziałem, gdzie jedziemy i co będzie się działo. Kiedy dojechaliśmy na środek Monument Valley, zastaliśmy tam Navajo, który miał swoją stadninę: kilka koni, taką otwartą stajnię, mocno w klimacie Dzikiego Zachodu. Przygotował dla nas konie i tak naprawdę byliśmy tam tylko we trójkę. Po prostu jeździliśmy konno po całym Monument Valley. To było coś pięknego, szczególnie że wszystko odbywało się podczas zachodu słońca. Ja bardzo lubię konie i kiedyś jeździłem, więc trochę mi tego brakowało. Super było znowu usiąść na koniu i spędzić ten czas w tak wyjątkowym miejscu. Szczerze mówiąc, chyba nawet nie wymarzyłbym sobie lepszego scenariusza na te urodziny.

Wolisz taki Dziki Zachód czy jednak potężne metropolie USA?
Ciężko mi tak naprawdę wybrać jedno miejsce, w którym czułem się najlepiej, dlatego że uważam, że zarówno w takim wielkomiejskim miejscu można świetnie spędzać czas, jak i gdzieś z dala od cywilizacji. Ja nie mam problemu z miejskim stylem życia, lubię, kiedy dużo się dzieje, jest jakaś rozrywka i można korzystać z tego, co oferuje duże miasto. Z drugiej strony przychodzi taki moment, kiedy człowiek chce się trochę odciąć od cywilizacji, zwolnić i spędzić czas przede wszystkim z najbliższą osobą. I właśnie Dziki Zachód był idealnym miejscem do tego. Natomiast na dłuższą metę pewnie brakowałoby mi trochę bodźców i rozrywki, więc wtedy chętnie przeniósłbym się z powrotem do większego miasta. Myślę, że taki balans. Trochę jednego, trochę drugiego byłby dla mnie idealnym rozwiązaniem.

Ostatecznie ten amerykański trip skończyliście w Los Angeles.
Byliśmy jeszcze w Utah i Arizonie, gdzie zwiedziliśmy kilka parków narodowych, a następnie trafiliśmy do Los Angeles. Mieszkaliśmy w Beverly Hills, więc również w naprawdę pięknym miejscu, które robi ogromne wrażenie. W Los Angeles spędzaliśmy dużo czasu na Venice Beach. Praktycznie codziennie jeździliśmy też nad ocean, byliśmy w Malibu i korzystaliśmy z tego wszystkiego, co oferuje okolica. Naprawdę był to cudowny czas. Uważam, że Los Angeles jest takim idealnym miejscem, jeśli ktoś szuka połączenia kilku różnych klimatów. Z jednej strony mamy ocean i plażę, a z drugiej ogromne miasto, w którym naprawdę dużo się dzieje. To chyba jeden z tych punktów, do których przy kolejnej podróży chcielibyśmy wrócić, ale tym razem zdecydowanie na trochę dłużej.

Będziesz chciał powtórzyć taką wycieczkę? Albo zwiedzić tak inne zakątki Stanów Zjednoczonych, bo całe USA trudno jest zobaczyć nawet przez całe życie.
Na pewno chciałbym zobaczyć jeszcze więcej, natomiast zobaczymy, jak się życie potoczy. To był dla mnie dosyć wyjątkowy okres. Cała ta przerwa od siatkówki nie była dla mnie łatwa, bo od naprawdę dobrych 11 lat przewijałem się w tej kadrze i nie było nigdy czasu na takie wakacje.

Czyli wakacje życia do sportowej emerytury już za tobą (śmiech).
Tak, dlatego też staraliśmy się maksymalnie wykorzystać ten czas, który mieliśmy. Wiedzieliśmy, że jeżeli pojawiła się taka możliwość, to trzeba z niej po prostu w pełni skorzystać. Chcieliśmy nacieszyć się tym wspólnym czasem, zobaczyć jak najwięcej i przeżyć coś, co na pewno zostanie z nami na długo.

 Była okazja pograć z kimś w siatkówkę na tych znanych plażach?
Nie, nie, odbijaliśmy sobie tam tylko chwilkę, ale absolutnie nie grałem żadnego meczu. Ciężko było zresztą znaleźć tam kogoś, kto gra w siatkówkę, ale też specjalnie tego nie szukałem. Chciałem całkowicie odpocząć od siatkówki i odciąć się od niej na jakiś czas. Natomiast kiedy pojawiło się boisko, to oczywiście nie mogłem się powstrzymać i chwilę sobie poodbijałem. Ale to było naprawdę tylko rekreacyjnie, bez żadnego grania na poważnie.

Cały czas trenowałeś jednak w siłowni, więc formę zachowałeś.
Tak, chociaż były miejsca, w których bardzo ciężko było znaleźć siłownię. Szczególnie Arizona i Utah, tam praktycznie było to niemożliwe. Dlatego starałem się ćwiczyć sam, czy to w mieszkaniu, czy w kamperze, czy po prostu przed nim. Natomiast jak tylko pojawiała się możliwość skorzystania z siłowni, to oczywiście trenowałem. Starałem się więc zachować jakiś balans, czyli z jednej strony naprawdę odpocząć i korzystać z podróży, a z drugiej cały czas trochę dbać o formę.

Przez ten miesiąc w Stanach ktoś cię rozpoznał i poprosił o zdjęcie lub autograf?
Zabawne było to, że kiedy dojechaliśmy do Los Angeles, byliśmy właśnie w Hollywood i spacerowaliśmy po okolicy. W pewnym momencie podeszła do mnie dziewczyna i poprosiła mnie o zdjęcie. Śmialiśmy się później, że nie dość, że zapuściłem włosy, więc trochę się zmieniłem i ludzie mogli przestać mnie kojarzyć, to jeszcze byliśmy tak daleko od Polski. Chyba miałem wtedy na sobie czapkę i okulary, więc naprawdę byliśmy w ogromnym szoku, że ktokolwiek mnie rozpoznał. Było to jednak bardzo miłe. Zrobiliśmy sobie zdjęcie, chwilę porozmawialiśmy i ruszyliśmy dalej.

Fajnie, że wszystko zorganizowaliście sobie sami, bo takie przygotowania też sprawiają dużo przyjemności.
Zdecydowanie tak, samo planowanie tego doprowadzało nas do łez. Jeśli chodzi o logistykę całej podróży, to tutaj zdecydowanie trzeba oddać Oli. To ona wyszukiwała różne ciekawe miejsca i możliwości, a ja bardziej przeglądałem to, co znalazła, i wspólnie podejmowaliśmy już te finalne decyzje.

Czyli jesteś zregenerowany i gotowy do ciężkiej pracy podczas przygotowań do nowego sezonu TAURON Ligi?
Zdecydowanie! Teraz już tylko i wyłącznie ciężka praca i powrót do tej dyscypliny. Nie ukrywam, że trochę za tym tęskniłem, bo bardzo lubię być w takim mocnym, ciężkim treningu, szczególnie na początku sezonu. To jest ten moment, kiedy masz czas, żeby odpowiednio przygotować i obudować swoje ciało, tak żeby później było gotowe na naprawdę duże obciążenia, które czekają w trakcie sezonu. Do tego w Warszawie świeci słoneczko, więc jest naprawdę pięknie. Teraz pozostaje tylko zadbać o zdrowie i oby ono dopisywało, bo to będzie najważniejsze.

Powrót do listy

Powiązane informacje

POWIĄZANE WIADOMOŚCI