Też mieliśmy swoją Finlandię. W 2007 roku z mistrzostw Europy wyrzucił nas obecny trener Suomi
Finlandia sprawiła największą sensację w europejskiej siatkówce od wielu lat, eliminując w ćwierćfinale mistrzostw kontynentu Włochów i to na ich terenie. Suomi po raz drugi w historii awansowali do czwórki tego turnieju. Poprzednio, w 2007 roku, po drodze pozbawili szans na półfinał Polaków.
Mistrzostwa Europy w 2007 roku rozgrywane były w Rosji, a system był zupełnie inny niż obecnie. Po pierwszej rundzie zespoły z dwóch grup łączyły się w jedną z zachowaniem dotychczasowych wyników, a z sześciu drużyn do półfinału awansowały dwie najlepsze.
Podobnie jak obecnie, los skrzyżował Finów z najlepszą europejską drużyną rozegranych rok wcześniej mistrzostw świata. W 2025 roku Włosi zdobyli rzecz jasna złoto, podczas gdy 19 lat wcześniej Polska w finale musiała uznać wyższość Brazylii. Oba przypadki łączą też problemy liderów - w 2007 roku na mistrzostwa nie pojechał Mariusz Wlazły, teraz nie w pełni sił po poważnej kontuzji pleców jest Alessandro Michieletto.
Przed turniejem na Finlandię raczej nikt nie stawiał. Suomi wracali na mistrzostwa po 10-letniej przerwie, choć mieli w składzie kilku uznanych graczy, jak Mikko Esko, Tuomas Sammelvuo, Janne Heikkinen, bracia Mikko i Matti Oivanenowi, Konstantin Shumov czy wreszcie Olli Kunnari. W Lidze Światowej nie byli w stanie zagrozić Brazylii, ale wygrali 7 z 8 meczów z Kanadą i Koreą Południową. Już w pierwszym spotkaniu imprezy napędzili stracha Włochom, przegrywając dopiero po tie-breaku, a następnie pokonali Chorwację i niespodziewanie również Bułgarię, która rok wcześniej na mistrzostwach świata zdobyła brązowy medal.
Biało-Czerwoni na start turnieju sensacyjnie ulegli Belgii, następnie przegrali z Rosją i mimo wygranej z Turcją było jasne, że w kolejnej fazie nie mają już marginesu błędu. Pierwszym z meczów o wszystko był ten z Finami. Drużyna Raula Lozano nie mogła jednak znaleźć sposobu na dobrze funkcjonującą maszynkę zaledwie 38-letniego wówczas trenera Mauro Berruto. Finowie wygrali pierwszego seta 25:20, a kluczowy okazał się drugi. Suomi odrobili kilkupunktową stratę i po zaciętej końcówce na przewagi zwyciężyli 29:27. W kolejnej partii poszli za ciosem, wygrali 25:21 i tym samym pogrzebali szanse wicemistrzów świata na medal. 13 punktów zdobył Mikko Oivanen, a 12 dołożył obecny trener Finów, Olli Kunnari (rok później zostali siatkarzami odpowiednio Asseco Resovii Rzeszów i AZS-u UWM Olsztyn). Dwucyfrowy wynik zanotowali też z 11 "oczkami" występujący wtedy w PGE Skrze Bełchatów Janne Heikkinen oraz kapitan drużyny, Tuomas Sammelvuo, który najpierw w 2009 roku trafił do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle jako siatkarz, a później z sukcesami prowadził ją jako trener. W polskiej kadrze 13 punktów zdobył wtedy Michał Winiarski, a 11 Grzegorz Szymański, ale zabrakło im wsparcia.
Pozostaje smutek i uczucie wielkiego niedosytu. Fragmentami gra z Finlandią była dobra. Nie kończyliśmy ataków, brakowało pewności siebie w decydujących akcjach. Jestem chyba jedynym trenerem wicemistrzów świata, któremu nie wyszły mistrzostwa kontynentu - mówił samokrytycznie Raul Lozano.
Polacy już do końca turnieju nie wygrali meczu. Spotkania z Bułgarią i Włochami przegrali po tie-breakach, co dało dopiero 11. miejsce. A Finowie? Dzień później pokonali 3:1 Belgów, co zapewniło im historyczny awans do czwórki. Na tym ich zwycięska passa się zakończyła. 2:3 z Rosją w meczu o wygranie grupy, taki sam wynik z późniejszym, równie sensacyjnym mistrzem, Hiszpanią w półfinale, a na koniec 1:3 z Serbią sprawiły, że mistrzostwa zakończyli tuż za podium. Do tego roku był to i tak ich najlepszy wynik w historii. Czy młoda drużyna pod wodzą Kunnariego go poprawi i przywiezie pierwszy medal?
Powrót do listy











