Siatkarskieligi app
 

Artykuły

Thales Hoss: Życie w Polsce jest bezpieczne i lepsze niż w Brazylii [WYWIAD]

Brazylijski libero BOGDANKI LUK – Thales Hoss od trzech lat mieszka w Lublinie wraz ze swoją rodziną i doskonale czuje się w Polsce. W rozmowie z nami opowiada m.in. co najbardziej ceni w Polsce, jak wyglądają uroki codziennego życia jego rodziny, ale także o trudnościach aby zostać zawodowym siatkarzem w Brazylii, wyjątkowych predyspozycjach najwybitniejszego brazylijskiego libero – Sergio, czy swoich planach po zakończeniu gry w siatkówkę. 

SIATKARSKIE LIGI: Czy w każdym kolejnym sezonie spędzonym w Polsce odkrywasz coś nowego i zbierasz nowe doświadczenia?
THALES HOSS (brazylijski libero BOGDANKI LUK Lublin): Na pewno tak. W pierwszym roku właściwie wszystko było dla mnie nowe i zaskakujące, jak chociażby kultura. Byłem naprawdę bardzo zaskoczony. Przyjeżdżając z Brazylii do Polski miałem takie wyobrażenie, że Polacy są bardziej oziębli i niedostępni. Teraz jednak uważam, że Polacy są podobni do Brazylijczyków, bo ogólnie są szczęśliwi, mili i przyjaźnie nastawieni do innych ludzi. Oczywiście pogoda w Polsce jest zupełnie inna. Pochodzę z południa Brazylii. Mam tam swoje mieszkanie i zimą mamy tam w najgorszym wypadku około 2-3 stopni, ale takie temperatury utrzymują się maksymalnie przez 2-3 tygodnie. Jest też dużo deszczu i bywa zimo, ale nie ma 16 stopni na minusie, jak zdarzało się tej zimy w Polsce. Trzeba się jednak do takich warunków dostosować, więcej przebywać w domu, robić więcej rzeczy wewnątrz, czy znaleźć zajęcia dla dzieci. Jest po prostu inaczej.

Jaka jest najbardziej niezwykła historia, którą do tej pory przeżyłeś w Polsce?
Opowiem o czymś, co zrobiłem w tym sezonie i co byłoby nie do pomyślenia w Brazylii. W okresie świąteczno-noworocznym przyjechał do nas do Polski teść wraz ze swoją żoną i przyrodnią siostrą mojej żony, która jest bardzo, bardzo młoda, bo ma 9 lub 10 lat i w trakcie pobytu w Polsce bawiła się więcej z moimi dziećmi. Mieliśmy w tamtym czasie mecz, który zakończył się bardzo późno, bo około 23-ej i mój teść wraz z rodziną byli na tym meczu. Mieliśmy jednak pod halą tylko jeden samochód, więc nie było szans, żebyśmy się w nim wszyscy zmieścili. Postanowiliśmy więc wrócić do domu pieszo.

Gdyby to było w Brazylii, nigdy bym o tym nawet nie pomyślał. Zadzwoniłbym po taksówkę, czy Ubera, albo zrobilibyśmy dwa przejazdy jednym samochodem. Myślę, że ta sytuacja pokazuje największą różnicą między życiem w Brazylii a w Polsce. W Brazylii może też znajdą się jakieś bezpieczne miejsca, ale nie zaryzykowałbym, żeby tego spróbować, zwłaszcza w nocy i zwłaszcza z dziećmi.

Czy w Brazylii wciąż na porządku dziennym są takie sceny jak dzieciaki z bronią walczące o przetrwanie w świecie gangów i przemocy? To bardziej obraz filmowy czy rzeczywistość?
Na pewno filmy trochę to wszystko koloryzują. Jeśli jednak pojedzie się do Rio de Janeiro do faweli, to można zobaczyć dzieci z bronią, choć sam nigdy tam nie byłem. Nie jest to zresztą miejsce, do którego można łatwo wejść. W innych miejscach, poza fawelami, takich obrazków nie widać. Na pewno na porządku dziennym są jednak złodzieje, którzy okradają ludzi i chcą to zrobić jak najszybciej. Zabierają więc zegarek, naszyjnik i uciekają. Jest to bardzo powszechne. Albo zabierają telefon komórkowy, jeśli trzyma się go w ręku i uciekają, a są naprawdę bardzo szybcy. Jest wiele takich przypadków. Zdarza się też, że jeśli przyjeżdżasz samochodem do domu, to masz kilka sekund, aby otworzyć garaż i wtedy ktoś może podejść z bronią, a ty nie masz wyboru, tylko po prostu wysiadasz z samochodu i już go nie masz. Na szczęście to nie jest coś, co zdarza się codziennie. Wiadomo jednak, że nie chcemy ryzykować. Dlatego cały czas jesteśmy bardzo uważni, bo nie chcemy, żeby coś się stało. Mamy teraz grupy na WhatsAppie i dzięki temu komunikacja jest lepsza. Wiemy więc, co się dzieje wokół.

Poczucie bezpieczeństwa to jest coś, co najbardziej cenisz w Polsce?

Bezpieczeństwo to jedno i oczywiście to jest coś bardzo ważnego. Są też jednak inne rzeczy, które w Polsce są dobrze zorganizowane i moim zdaniem wyglądają po prostu tak jak powinno to być. Podoba mi się np. sposób, w jaki zachowuje się tutaj stare miasta i zabytki. W Brazylii nie ma niestety takiego dbania o kulturę. W Polsce w centrum miast oprócz dobrze utrzymanych zabytków są też nowoczesne rzeczy, takie jak centra handlowe, szkoły, czy miejsca zabaw dla dzieci. W Brazylii nie mamy tak dobrze zachowanego i zagospodarowanego starego miasta.

W starej części miasta są właściwie tylko biura i urzędy, gdzie załatwia się sprawy, a nie tam miejsca do zwiedzania i spędzania wolnego czasu. W Polsce jeśli masz wolny dzień, możesz spacerować po starym mieście, gdzie jest wiele rzeczy do zrobienia. Wyróżniłbym też polskie drogi, bo są naprawdę dobre. W Polsce można łatwo podróżować samochodem. Właściwie wszystkie główne drogi są w dobrym stanie i są w dużej mierze dwupasmowe, dzięki czemu można np. wyprzedzić ciężarówkę. W Brazylii mamy wiele dróg, ale z jednym pasem w jedną stronę i jednym pasem w przeciwną stronę. Jeśli przed nami jedzie jakaś ciężarówka, to trzeba poczekać, aż pojawi się miejsce, aby ją wyprzedzić. Jest też jednak coś, do czego naprawdę muszę się dostosować w Polsce i na co muszę uważać.

Co takiego?
Sygnalizacja świetlna. Chodzi mi o to, że jeśli chcesz skręcić w prawo, to często zdarza się, że sygnalizacja świetlna dla pieszych również jest włączona. Nie mamy tego w Brazylii, więc na początku musiałem bardzo uważać na światłach. W Brazylii wygląda to tak, że kiedy jest zielone światło dla pieszych, to wszystkie inne są czerwone. Nie trzeba więc dodatkowo zwracać uwagę na to, czy ktoś przechodzi przez jezdnię. Jeśli chodzi o przejścia dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej, to zatrzymujemy się przed pasami również w Brazylii, ale jednak rzadziej niż tutaj.

Czy dostrzegasz coś takiego w Polakach, ich mentalności, co cię irytuje lub mocno dziwi, jak np. wieczne narzekanie na wszystko, co jest naszą przywarą narodową?
Nie. Pod tym względem nie mam żadnych zastrzeżeń. Zdaję sobie jednak sprawę, że my, Brazylijczycy, a już zwłaszcza ja, cały czas żartujemy. Jest tak również podczas treningów. Pamiętam jak zaskoczyła mnie jedna sytuacja z naszym drugim trenerem – Maćkiem Kołodziejczykiem, który pracuje też w reprezentacji Polski. To był chyba mój pierwszy sezon w Lublinie i mieliśmy taki zwyczaj, że przed rozgrzewką bawiliśmy się w „Bagherone”. Trener Massimo Botti to u nas wprowadził. Polega to na tym, że dzielimy się na dwie drużyny, ale gramy na jedno uderzenie i przechodzimy na koniec linii. Jeśli piłka uderzy w boisko, to drużyna zdobywa punkt. Nie pamiętam już czy Maciek podczas tej zabawy pełniąc rolę sędziego powiedział, że piłka była w boisku czy na aucie, ale na pewno było to na niekorzyść mojej drużyny, więc rzuciłem w niego piłkę i powiedziałem coś z dezaprobatą, ale w ramach żartów. Nie byłem na niego zły, tylko żartowałem i myślę, że on też nie wziął tego do siebie. Jednak po tym rzucie „Komi”, czyli Marcin Komenda, podszedł do mnie i powiedział, żebym tego więcej nie robił, bo Maciek może to źle odebrać. Nie miałem jednak złych intencji. Po prostu dobrze się bawiłem rzucając piłką w kierunku Maćka i mówiąc coś w rodzaju „nie oszukuj mojej drużyny”. Żartowałem tylko i myślę, że to jest coś bardzo powszechnego w Brazylii, gdzie więcej żartujemy niż w Polsce. Robimy też więcej zabawnych rzeczy.

Jak wygląda twoja codzienna rutyna, bo w Lublinie jesteś od początku razem z rodziną, czyli małżonką i dwójką dzieci?
Tak. Mój syn ma 7 lat, a moja córka, teraz 13-letnia, pod koniec marca skończy 14 lat. Dzieci chodzą na co dzień do szkoły i mają zajęcia dodatkowe. Syn Gustavo chodzi na piłkę nożną trzy dni w tygodniu, a córka Eduarda na siatkówkę dwa razy w tygodniu. W piątki oboje mają zajęcia na basenie, więc każdego dnia mają coś do zrobienia. Głównie żona odwozi dzieci do szkoły i na zajęcia, ale ja też, w zależności od tego, czy nie koliduje to z treningiem w klubie. Czasami jeździmy więc troszkę z żoną jak taksówkarze i dzielimy się obowiązkami.

Dzieci przystosowały się bez problemów do polskiej szkoły?
Od samego początku staraliśmy się wybrać najlepsze szkoły dla dzieci, to było dla nas priorytetem. Córka przyjeżdżając do Polski znała angielski, ale syn nie znał ani polskiego ani angielskiego. Rozmawiałem z prezesem klubu – Krzysztofem Skubiszewskim, aby znaleźć szkołę, w której nauczanie odbywa się w języku angielskim. Dostałem bardzo dużą pomoc ze strony klubu, bo udało nam się znaleźć bardzo dobrą szkołę dla córki. Problemy miał początkowo syn, bo pierwszy miesiąc w nowej placówce mocno przeżywał i widać było, że nie był szczęśliwy. Nie mówił po polsku, a to było tylko przedszkole, więc komunikacja nie była łatwa, ponieważ Gustavo nie znał ani angielskiego ani polskiego. Szukaliśmy więc placówek, w których mówiono też po angielsku. Pomogli nam w tym ludzie z klubu i z miasta. Syn przeniósł się do publicznego przedszkola i wtedy całkowicie się zmienił. Natomiast córka od początku chodziła do szkoły dwujęzycznej i komunikowała się po angielsku. Miała zajęcia w języku polskim, ale też dodatkowe indywidualne w języku angielskim. Tak wyglądały pierwsze dwa lata. Jak syn był już w wieku szkolnym, to zdecydowaliśmy się zapisać go do tej samej szkoły, co córkę, ponieważ nasze doświadczenia z tą szkołą są bardzo dobre. Teraz Gustavo mówi dużo po polsku, a Eduarda dużo rozumie. Jest bardziej nieśmiała i trochę niechętna do mówienia po polsku, zwłaszcza, że prawie wszyscy w jej klasie mówią po angielsku. Może więc swobodnie rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi po angielsku. Natomiast syn jest już świetnie przystosowany do warunków w Polsce i zna dobrze język polski.

Nie macie żadnych zastrzeżeń do funkcjonowania szkoły i organizacji w szkole?
Nie, wszystko jest jak najbardziej w porządku. Szkoła ma też program wymiany językowej i dzięki temu córka pojedzie w czerwcu do Londynu. Co do zasad funkcjonowania i rygorów w szkole czy przedszkolu, to np. we Francji dzieci były bardziej przyzwyczajane do wykonywania poleceń, na zasadzie ustawmy się w kółku i śpiewajmy. Natomiast w Polsce wygląda to podobnie jak w Brazylii. Dzieci są bardziej zachęcane do aktywności i zabawy, biegają, grają w piłkę nożną, bawią się w chowanego. Są też swobodnie ubrane, właśnie po to, żeby biegać i być w ruchu. We Francji wygląda to bardziej formalnie, nawet jeśli chodzi o ubiór, ale nie chcę mówić, że to źle. Przedszkole w Polsce czy szkoła w pierwszych klasach są podobne w Polsce i w Brazylii z tą różnicą, że zimą trzeba mieć więcej zajęć w pomieszczeniach, bo na zewnątrz jest na to za zimno. Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów z dziećmi w szkole, czy wcześniej z synem w przedszkolu. Jeśli były jakieś uwagi ze strony opiekunów, to na takiej zasadzie, że np. syn nie zjadł jakiegoś posiłku czy tego typu drobne sprawy. Nawiasem mówiąc, jedyne do czego syn jeszcze do końca się nie przystosował, to właśnie jedzenie.

Nie smakuje mu polska kuchnia?
Nie do końca tak, że nie smakuje. To jest bardziej tak, że dzieci w pewnym wieku czegoś nie lubią albo coś im nie pasuje. Na przykład syn bardzo lubi pierogi, ale ma problem z sałatkami, bo one w Polsce są zwykle czymś doprawiane, jakimś majonezem lub sosem, a w Brazylii tego nie jemy. W Brazylii jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia większej ilości mięsa, zwłaszcza grillowanego w weekendy. To jest coś, do czego musieliśmy się dostosować, ale jedzenie w Polsce nie jest dla nas problemem.

Szczerze mówiąc, ja i moja żona bardzo lubimy polską kuchnię. Dzieci tak po prostu mają, że czasem mówią, że czegoś nie lubią, ale dla mnie i mojej żony jedzenie w Polsce jest bardzo dobre. Wszystkie polskie zupy są niesamowite. Nie podróżowałem po całym świecie, ale zanim tu przyjechałem, wszyscy mi mówili: „Zobaczysz, zupa w Polsce jest najlepsza na świecie”. Muszę przyznać, że faktycznie tak jest. Bardzo lubimy pomidorową, rosół, żurek, czy zupę jarzynową. Schabowy też jest bardzo dobry, moja żona go uwielbia, pierogi zresztą też, więc jedzenie jest niesamowite.

Myślę, że, to, że nasz syn jeszcze nie przystosował się do tutejszego jedzenia, to bardziej jego problem związany z tym, że jest dzieckiem, a my próbujemy to zmienić, ale z dziećmi czasami jest to trudne.

W tym roku mija już dwadzieścia lat odkąd zacząłeś grać w profesjonalnym klubie w Brazylii. W tamtych czasach Brazylia była potęgą w siatkówce, wygrywając wszystkie najważniejsze turnieje na czele z igrzyskami olimpijskimi i mistrzostwami świata. Świetna gra reprezentantów Brazylii była dla ciebie inspiracją?
Sezon 2006/2007 to mój pierwszy spędzony w profesjonalnym klubie w Brazylii, ale siatkówkę zacząłem trenować już w wieku 9 lat, więc było to w 1998 roku. Szczerze mówiąc, nie śledziłem w tamtym czasie meczów reprezentacji narodowej. Zacząłem trenować siatkówkę bardziej dzięki mojemu ojcu i bratu, a zwłaszcza bratu. Mój ojciec zawsze uprawiał jakiś sport, ponieważ służył przez kilka lat w armii w Brazylii i tam przy okazji grał w piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę. Mam o 7 lat starszego brata i od dzieciństwa go naśladowałem. Jak on grał w piłkę nożną, to ja też grałem w piłkę nożną. Potem, kiedy miałem prawie 9 lat, brat przeniósł się do jednej szkoły, żeby grać w siatkówkę, więc powiedziałem wtedy, że ja też chcę grać w siatkówkę. To brat był dla mnie największą inspiracją. Dzięki niemu zacząłem grać w siatkówkę w szkole, która była przy klubie w tym stanie, w którym mieszkaliśmy, bo Brazylia podobnie jak USA jest podzielona na stany. Grałem tam i rozwijałem się do 14. czy 15. roku życia. Potem zacząłem być zapraszany i powoływany do drużyny stanowej, a następnie do drużyny narodowej juniorów.

Od tego momentu zacząłeś się coraz bardziej pasjonować grą utytułowanych reprezentantów Brazylii?
Tak.  W 2006 roku otrzymałem pierwsze powołanie do drużyny juniorów i wtedy już na bieżąco śledziłem mecze reprezentacji Brazylii, może nawet jeszcze wcześniej, bo od igrzysk olimpijskich w Atenach w 2004 roku, które Brazylia wygrała. W 2006 roku, kiedy byłem w ostatniej klasie szkoły, przyjechałem do Saquaremy, czyli centrum treningowego reprezentacji Brazylii. Zazwyczaj drużyna młodzieżowa przebywała tam przez trzy miesiące. Przez kilka tygodni byliśmy razem z główną reprezentacją narodową, ponieważ oni też tam trenowali, ale nie przez cały czas, ponieważ w międzyczasie mieli np. Ligę Światową. Tak więc na pewno było to dla mnie inspiracją w tamtym czasie, ponieważ zacząłem ich intensywnie oglądać i śledzić.

Musiałeś długo czekać na swoją szansę w reprezentacji, bo Sergio był niesamowitym libero, jednym z najlepszych w historii, jeśli nie najlepszym?
Sergio był niesamowity. Grałem z nim przez jeden sezon w klubie, kiedy byłem drugim libero. Sergio był wybitny i przez to nie dawał szans innym libero w kadrze Brazylii, ale ja też w młodości nie byłem wystarczająco dobry. Miałem taką dużą lukę do około 2016 roku, że nie grałem zbyt dobrze, ale potem coś zmieniłem. Zacząłem grać dużo lepiej i wróciłem do reprezentacji narodowej, najpierw jako drugi libero, ale bardzo szybko zostałem pierwszym.

Na pewno jednak Sergio był niesamowitym libero, moim zdaniem najlepszym libero wszech czasów, nie tylko ze względu na swoje umiejętności, ale przez mentalność, postawę i sposób w jaki zachowywał się na boisku. Na przykład ja zawsze miałem umiejętności, żeby dobrze przyjmować i bronić, ale nie krzyczałem na boisku jak Sergio i nie wyróżniałem się. To nie było tak, że byłem nieśmiały, ale byłem młody i nie wiedziałem, że to jest ważne. Po tym, jak miałem okazję grać z Sergio, zdałem sobie sprawę, że te inne predyspozycje są istotne. Często bywa tak, że libero gra więcej bez piłki niż z piłką, ponieważ w większości przypadków inne drużyny unikają libero w przyjęciu, więc musimy tak zorganizować strategię gry drużyny w przyjęciu i obronie, żeby dobrze się komunikować z kolegami z zespołu, dać im dużo pewności i pokazać też tą naszą pewność siebie przeciwnikom. To jest coś, czego nauczyłem się właśnie od Sergio, a co potem pozwoliło mi poprawić swój poziom gry w siatkówkę.

Zawsze chciałeś grać na pozycji libero?
Jak zacząłem grać w siatkówkę, to grałem na wielu pozycjach. Potem jak nastolatek byłem przyjmującym, ponieważ potrafiłem też dobrze atakować. Jak zostałem zaproszony do młodzieżowej reprezentacji narodowej w 2006 roku, to w momencie gdy obaj nasi libero zaczęli słabiej grać, to trener wystawił mnie w jednym meczu towarzyskim na pozycji libero. Zagrałem wtedy bardzo dobrze i trener od razu odbył ze mną rozmowę, czy chcę dalej trenować i grać jako libero, ponieważ uważał, że jestem w tym bardzo dobry i mam przed sobą przyszłość właśnie na tej pozycji. Zgodziłem się, ponieważ wiedziałem, że nie jestem zbyt wysoki, a chciałem być w reprezentacji narodowej. Myślę, że od sezonu 2007/2008 grałem już na tylko na libero i dobrze na tym wyszedłem.

Ciężko jest zostać profesjonalnym graczem w Brazylii? Jak wygląda ta droga od juniora poprzez regularną grę w klubie?
Myślę, że w Brazylii mamy bardzo duży problem jeśli chodzi o przejście z juniora do seniora. To jest bardzo trudna droga. Jeśli jesteś supergwiazdą już w młodym wieku, to masz swoją szansę, ale dotyczy to tylko jednostek. Większość młodych zawodników ma trudności z wejściem do ligi i dostaniem swojej szansy. Jeśli jesteś chociaż w młodzieżowej reprezentacji narodowej, to jeszcze masz szansę się pokazać. Dla innych to wszystko staje się jeszcze trudniejsze, ponieważ nie mają okazji, żeby ktoś dostrzegł i docenił ich grę. Brazylia ma z tym duży problem, ponieważ mamy kategorię powiedzmy do 17. roku życia, gdzie są rozgrywki mistrzowskie w każdym stanie. Potem mamy kategorię juniorów, ale nie wszędzie w kraju są drużyny w tym wieku. Nie mamy też drużyn na większości uniwersytetów, tak jak jest to w USA czy w Kanadzie. To duży problem, ponieważ albo jesteś dobry już w wieku 17 lat i możesz wejść do profesjonalnej drużyny, albo musisz długo czekać, aby podnieść swój poziom i spróbować znaleźć jakąś okazję, żeby się pokazać i znaleźć drużynę.

Czy 20 lat temu sytuacja wyglądała podobnie?
Właściwie tak. Być może mieliśmy wtedy więcej drużyn. Myślę, że było nieco lepiej, ale nie idealnie. Ja miałem to szczęście, że trafiłem do reprezentacji młodzieżowej, a następnie miałem okazję zostać drugim libero w drużynie z Superligi. Wielu chłopaków, którzy chcieli dalej grać, musiało w młodym wieku porzucić to marzenie, ponieważ nie mieli możliwości gry w żadnej drużynie. Trzeba było się wtedy przenieść do stanu São Paulo, gdzie w moich czasach były najlepsze drużyny, a to nie jest to takie łatwe. Z mojego miasta rodzinnego do São Paulo jest aż 12 godzin jazdy samochodem. Wiadomo, że rodzice zazwyczaj nie chcą, aby ich syn opuścił dom dla czegoś, co jest niepewne w przyszłości. W Brazylii jest to wszystko trudne. Potrzebujemy inwestycji, sponsorów, więcej klubów lub drużyn dla młodszej kategorii wiekowej, zwłaszcza po ukończeniu szkoły średniej. Nawet w Superlidze A, czyli głównej lidze w Brazylii, nie mamy pieniędzy na wszystko. Włodarze klubów wolą zainwestować wszystkie środki w główną drużynę a nie w juniorów. Moje czasy były pod tym względem nieco lepsze, bo mieliśmy więcej drużyn i opcji gry dla juniorów, ale ogólnie wyglądało to bardzo podobnie.

Myślisz już powoli o tym co będziesz robił po karierze siatkarskiej, czy zostaniesz przy siatkówce, a jeśli tak, to czy w Polsce, albo chociaż w Europie?

Moim zdaniem mam jeszcze przed sobą kilka lat gry w siatkówkę, ponieważ ogólnie jestem w dobrej kondycji fizycznej. Wiadomo, że ten czas przejścia na siatkarską emeryturę powoli się jednak zbliża. W przeszłości nie myślałem o byciu trenerem, asystentem trenera i pozostaniu przy siatkówce. Jednak w ostatnich latach zacząłem dostrzegać, że posiadam sporą wiedzę na temat strategii siatkarskiej, treningów i podobnych zagadnień, a także zarządzania i dbania o zawodników. Zacząłem więc myśleć i czuć, że mógłbym być dobrym asystentem trenera, a może nawet w przyszłości pierwszym trenerem. Jeśli się na to zdecyduję, to chciałbym zostać tutaj w Polsce albo przynajmniej w Europie. Myślę, że poziom tutaj jest bardzo dobry, aby można zacząć wykonywać taką pracę.

Nie jest to jeszcze pewne na sto procent, ale zaczynam o tym powoli myśleć. Wydaje mi się, że mam jeszcze przed sobą powiedzmy cztery, może pięć lat gry, ponieważ mój organizm jest w dobrym stanie i nie miałem na szczęście operacji. Oczywiście, jak każdy, odczuwam drobne bóle, ale nie stanowi to problemu. Gram prawie we wszystkich meczach, myślę, że w ciągu ostatnich trzech lat w Lublinie zagrałem prawie we wszystkich spotkaniach. Mecze, w których nie grałem, wynikały z choroby, a nie kontuzji. Jeśli nie zostanę przy siatkówce, to prawdopodobnie wrócę do Brazylii, ponieważ tam jest moja rodzina i stamtąd pochodzę. Być może będę tam również trenerem, ale szczerze mówiąc, nie wiem. Pierwsza opcja będzie dotyczyła Polski, ponieważ na każdym kroku powtarzam, że życie tutaj jest lepsze.

 

Powrót do listy

Powiązane informacje

POWIĄZANE WIADOMOŚCI