Za kulisami transmisji siatkarskich. Tajemnice realizacji, których nie widzisz
Tomasz Machnowski, realizator z 25-letnim stażem, odkrywa karty: od 1600 zrealizowanych meczów po słynny finał igrzysk olimpijskich w Paryżu. Co decyduje o tym, co widzisz na ekranie? Kiedy pokazać załamanego zawodnika, a kiedy unikać zbliżeń? Dlaczego niektóre emocje nigdy nie trafią na antenę?
Przemysław Iwańczyk (Siatkarskie Ligi): Czy słaby mecz można "uratować" realizacją?
Tomasz Machnowski: Czasami jest tak, że słaby mecz jest troszkę szybciej miksowany, na przykład, żeby ten mecz był ciekawszy. To jest taki myk. Oczywiście, to jest tak, jak w filmie – w filmie sensacyjnym, akcji, będziesz miał x razy więcej ujęć niż w filmie romantycznym. Musi błyskać. Jeżeli chcemy podkręcić tempo, żebyś na przykład czuł jakiś niepokój w sobie, oglądając, to ja muszę go zrobić, ten niepokój. Podkręcić troszkę szybkość miksów, może muszę pokazać więcej publiczności, która też coś przeżywa, nie wiem, załamanego zawodnika, który siedzi w kącie i zepsuł trzy akcje.
A co z pokazywaniem kontuzji? To chyba natrudniejsza decyzja?
Największy dylemat jest w przypadku kontuzji. W przypadku siatkówki – słynnych złamań kostek pod siatką, kolana, kostki, nogi. Jedna strona świata mówi: "pokazywać", inna mówi: "nie pokazywać". Ja jestem z tej pierwszej szkoły. Najczęściej jest sytuacja taka, że proszę, żeby ktoś mi pokazał to i ja decyduję, czy to pokazać. Jest jakiś bezpieczny szerszy plan pokazany albo publiczność. Ludzie są ciekawscy. I ja wtedy oglądam tę pierwszą powtórkę i decyduję, czy ją pokazać, czy nie. Możesz pokazać złamanie nogi albo nie pokazać. To jest kwestia czysto personalna realizatora.
Czy było w siatkówce coś, co zmieniło system pokazywania?
Wydaje mi się, że właśnie lata przed mistrzostwami świata w 2014 roku, gdzie jakby doceniono ten nasz wkład w siatkówkę, który był od x lat. Żeśmy eksperymentowali. (...) Hubert Wagner, który był naszym komentatorem przez jakiś okres czasu, to on w rozmowach prywatnych trochę zmienił tę siatkówkę. Przyznam szczerze. Był taką osobą, która wiele dała, bo on na przykład kiedyś mi powiedział, że on by chciał zajrzeć do oczu siatkarza na serwisie. I od tamtego czasu minęło 20 lat, gdy ta jedna kamera stanęła dużo niżej i pokazuje przy serwisie twarz siatkarza. To jest dzieło Huberta, przyznaję się. Poprosił o ten pomysł, żeśmy przy jakimś meczu ligowym znieśli tę kamerę niżej i tak to zadziałało. Potem powstało wiele kamer na tym samym poziomie.
Chcesz poznać więcej sekretów? Czy polski format realizacji siatkarskiej podbił świat? Dlaczego polityka wkracza do transmisji sportowych? I jak realizator może podświadomie wpłynąć na komentatorów? Obejrzyj pełną rozmowę i zobacz niepublikowane wcześniej kuluarowe materiały pokazujące kulisy pracy na wozie transmisyjnym.